
Gdyby ktoś w zeszłym roku powiedział mi, że będę się przygotowywał do maratonu, to bym go gromko wyśmiał. Teraz treningi są częścią mojego trybu życia, tak samo jak dieta. Jak widać, od kwietnia całkiem dużo się w moim życiu zmieniło i to w większości na plus.
REKLAMA
…w mojej głowie
Teraz wszystkie aktywności muszę sobie układać pod treningi. Jeśli mam gdzieś wyjść w czwartkowy wieczór, to bieganie planuję rano. To samo z aktywnością na blogu czy wyjazdami. Wszystko jest podporządkowane bieganiu. Zmieniło się też moje podejście do wysiłku fizycznego. Teraz naprawdę daje mi to frajdę i często, jeśli muszę przełożyć trening, gdzieś tam z tyłu głowy pojawiają się wyrzuty sumienia. Sam sobie wydaję się też trochę bardziej "poukładany", przez to właśnie, że teraz muszę planować co kiedy zrobić i kalendarz lub aplikację do zadań mam zapełnioną na kilka dni naprzód.
Teraz wszystkie aktywności muszę sobie układać pod treningi. Jeśli mam gdzieś wyjść w czwartkowy wieczór, to bieganie planuję rano. To samo z aktywnością na blogu czy wyjazdami. Wszystko jest podporządkowane bieganiu. Zmieniło się też moje podejście do wysiłku fizycznego. Teraz naprawdę daje mi to frajdę i często, jeśli muszę przełożyć trening, gdzieś tam z tyłu głowy pojawiają się wyrzuty sumienia. Sam sobie wydaję się też trochę bardziej "poukładany", przez to właśnie, że teraz muszę planować co kiedy zrobić i kalendarz lub aplikację do zadań mam zapełnioną na kilka dni naprzód.
…w moim ciele
Przede wszystkim spełniam ten podstawowy cel, jaki sobie założyłem - chudnę. Może nie wagowo, ale wizualnie, co dostrzegam po swoich ciuchach (wkrótce pewnie nastąpią małe zmiany w garderobie), jak i po twarzy. I to jest fajne. Czuję się lżej, mieszczę się w starsze ubrania, które bardzo lubiłem. Mogę też stwierdzić, że czuję się silniejszy, bo nie tak łatwo się męczę. Wcześniej wystarczyło kilkadziesiąt metrów biegu i dostawałem zadyszki. Teraz może trochę puls przyspieszy, ale oddech jest spokojny. I takie małe rzeczy cieszą.
Przede wszystkim spełniam ten podstawowy cel, jaki sobie założyłem - chudnę. Może nie wagowo, ale wizualnie, co dostrzegam po swoich ciuchach (wkrótce pewnie nastąpią małe zmiany w garderobie), jak i po twarzy. I to jest fajne. Czuję się lżej, mieszczę się w starsze ubrania, które bardzo lubiłem. Mogę też stwierdzić, że czuję się silniejszy, bo nie tak łatwo się męczę. Wcześniej wystarczyło kilkadziesiąt metrów biegu i dostawałem zadyszki. Teraz może trochę puls przyspieszy, ale oddech jest spokojny. I takie małe rzeczy cieszą.
Brakuje mi jeszcze dużo do sylwetki biegacza, ale każdy stracony centymetr mojej opony zimowej jeszcze bardziej motywuje mnie do działania. Z kolei ostatnio zauważyłem, że chyba wyrobiły mi się łydki i niektóre spodnie trochę się za bardzo na nich opinają. Coś za coś. ;)
…w moim życiu
Wcześniej zdarzały mi się takie momenty, że miałem dość słuchania, jakie to ćwiczenia są super, żeby dbać o kondycję i tak dalej. Nie miałem na to czasu, bo praca, bo narzeczona, bo blog – wymówki!. Okazało się, że czas zawsze się znajdzie. Chęci również. Więc podstawową zmianą w moim życiu jest ta, żeby "nigdy nie mówić nigdy". Czasami też zastanawiam się, co będzie już po tym, jak zakończymy program „Biegaj Na Zdrowie z PZU”. Kiedy przebiegniemy ten maraton i nie dostaniemy zawału. Co wtedy? Jakie następne wyzwanie sobie postawić? A może jedynie kontynuować to, co sobie wypracowałem? Na szczęście odpowiedzieć będę musiał sobie dopiero w przyszłym roku. Na razie mogę się cieszyć małymi sukcesami, takimi jak poprawianie czasu na 5 kilometrów.
Wcześniej zdarzały mi się takie momenty, że miałem dość słuchania, jakie to ćwiczenia są super, żeby dbać o kondycję i tak dalej. Nie miałem na to czasu, bo praca, bo narzeczona, bo blog – wymówki!. Okazało się, że czas zawsze się znajdzie. Chęci również. Więc podstawową zmianą w moim życiu jest ta, żeby "nigdy nie mówić nigdy". Czasami też zastanawiam się, co będzie już po tym, jak zakończymy program „Biegaj Na Zdrowie z PZU”. Kiedy przebiegniemy ten maraton i nie dostaniemy zawału. Co wtedy? Jakie następne wyzwanie sobie postawić? A może jedynie kontynuować to, co sobie wypracowałem? Na szczęście odpowiedzieć będę musiał sobie dopiero w przyszłym roku. Na razie mogę się cieszyć małymi sukcesami, takimi jak poprawianie czasu na 5 kilometrów.
