
Sam na trasie, słuchawki w uszach. Najprościej byłoby napisać, że myślę o tym, ile mi zostało, ile jeszcze muszę się pomęczyć, napocić. Lecz to myśli z pierwszych minut treningu. Potem włącza się zajawka, chwila oczyszczenia. Nie myślę o niczym, więc relaks. Wyjątkowy czas jak dla mnie, bo zwykle cały dzień spędzam na obmyślaniu postów, wpisów na bloga czy strategii dla klientów. Więc bieganie jest chwilą wyciszenia, walki z samym sobą.
REKLAMA
Lecz ten stan nie może trwać wiecznie. Skoro potrafię się budzić w środku nocy, żeby zapisywać pomysły na wpisy, to co dopiero wtedy, gdy całe ciało działa na pełnych obrotach. Mógłbym to porównać do przyczajonego drapieżnika. Kiedy czeka, to jest tylko stagnacja, a jak nagle ruszy do ataku... Tak samo mam podczas treningów. Gdy już pierwsze zmęczenie opadnie, to do głowy wpadają nowe pomysły. Już w ten sposób rozwiązałem nie tylko kilka problemów w stylu „jak zrobić żeby ta prezentacja miała sens?”, ale też zwyczajnie wpadło kilka zadań „na później”, które gdzieś tam kołatały się po głowie, ale też wcześniej nie było za bardzo pomysłu, jak je ubrać w słowa lub z czym zestawić. Więc bieganie działa na mnie „porządkująco”.
Poza tym jestem z wykształcenia socjologiem, więc w toku studiów wpajano mi dużo informacji na temat sztuki obserwacji ludzi i tego, jak się zachowują. Bieganie jako rytuał pozwala mi zauważać też, jak inni spędzają dzień. Często mijam te same osoby, bo i trasę mam raczej stałą. W przeciwieństwie do codziennego funkcjonowania, podczas treningu nigdzie się nie spieszę. Tak, brzmi to paradoksalnie, ale gdy wracam z pracy mijam ludzi i nie przypatruję się, co robią, jakich gestów używają. A gdy biegam, to mam czas się rozejrzeć, bo to jedyna rzecz, jaką mogę się zająć i odwrócić uwagę od tego, jak bardzo rwą mnie już mięśnie, a mam jeszcze dwie serie do zrobienia.
Zatem można spokojnie stwierdzić, że bieganie pomaga utrzymać nie tylko ciało w dobrej kondycji, ale również umysł. Bo zwyczajnie mamy czas poprowadzić sami ze sobą wewnętrzny dialog, o co trudno, gdy pół dnia wisimy na telefonie, jesteśmy na spotkaniach, lub gdy udzielamy się na portalach społecznościowych.
