Ania Toczydłowska, Drużyna naTemat
Ania Toczydłowska, Drużyna naTemat

Kilka tygodni temu podjęłam wyzwanie przebiegnięcia maratonu. Kiedy w tym tygodniu uświadomiłam sobie, że muszę napisać o tym na blogu, zastanawiałam się, co będzie większym wyzwaniem: bieg czy wpis.

REKLAMA
Kim jestem? Jestem Ania, mam 22 lata i zaczynam biegać. Jest extra, jest moc! Przynajmniej na razie. W końcu jestem chyba najmniejszą uczestniczką projektu, mam nadzieję, że starczy mi sił do końca. Przede mną długa droga zakończona 42-kilometrowym biegiem.
Znajomi pytali mnie, czy kiedyś biegałam skoro porywam się na taki dystans. Pewnie, że biegałam. Każdy biegał! Oczywiście nie zawodowo. To przecież najwygodniejszy, najtańszy w realizacji sport odchudzający, oczyszczający, relaksujący, dający upust emocjom. W ten sposób najlepiej sobie odpoczywam.
Fajnie jest znaleźć się w odpowiednim miejscu i odpowiednim czasie. Tak mniej więcej było z moim udziałem w programie Biegaj na zdrowie z PZU. Przez wiele lat byłam czynną tancerką, biegałam, regularnie ćwiczyłam itd. Przyszła matura, studia, praca i mniej czasu na wszystko. Był za to stały tekst "od jutra zacznę biegać". Niestety na mówieniu się kończyło.
I okazja spadła mi z nieba. Kiedy jak nie teraz, gdzie jak nie tutaj. Z każdym treningiem rosną moje obawy, że nie wiem na co się piszę (a może dopiero teraz się dowiaduję?), ale chyba to pociąga nie w tym projekcie najbardziej. To naprawdę ekscytujące.
O dziwo, nie boję się perspektywy morderczego biegu. Duży komfort daje mi świadomość, że jestem pod opieką profesjonalnego sztabu. "Szacun" dla Grzegorza, który rzetelnie pilnuje naszych dzienniczków treningowych. Poza tym dietetyk, fizjoterapeuta, to osoby, dzięki którym nie mam obaw.
Badania przebiegły szybko, miło i bezboleśnie. Chociaż może za wyjątkiem próby wysiłkowej, która okazała się prawdziwym zaskoczeniem. Biegniesz przez 15 minut, a czujesz jakby to był szczyt Twoich możliwości. Z tej perspektywy 42 km wydają się być.. no cóż: WOW.
Początki nie są łatwe. Przeglądam swój dzienniczek i widzę, że największe trudności w bieganiu sprawia mi częsta kolka. Ciągle uczę się dopasować plan dnia tak, by nie jeść przed treningiem. Jest też zadyszka i nieustające zakwasy dzień po treningu.
Fajnie, że mogę trenować zarówno sama, jak i z całą drużyną. To motywuje. Mam poczucie zobowiązania, trzeba ze wszystkim zdążyć. Z pracy wychodzę po 17, mam ze sobą torbę treningową, potem trening i dopiero wieczorem spotkanie z bliskimi. Trzeba to wszystko zgrać w czasie.
Koledzy z redakcji śmieją się, że nie dam rady, bo znają moje nawyki jazdy samochodem: nawet na ulicę obok do sklepu. Ale ja wierzę, że dam radę i im wszystkim pokażę :-) To, że jestem mała, nie znaczy, że nie dobiegnę do mety!