Michał Rzeźnik: Wpływ biegania na pracę zawodową…

Michał Rzeźnik
Michał Rzeźnik fot: Teodor Klepczyński
Zanim zacząłem biegać na serio dzięki udziałowi w programie treningowym PZU Biegaj Na Zdrowie dużo czytałem o bieganiu. Na ogół były to relacje biegaczy o tym, jak bieganie wpłynęło na różne aspekty ich życia. Przesłodzone, cukierkowe historie o zbawiennym działaniu treningu biegowego wydawały mi się mało wiarygodne. Zagadkowa była ich powtarzalność. Jednak ja wiedziałem lepiej. Do czasu.



Ostatni rok był dla mnie jednym z trudniejszych. Zaczął się od zmiany pracy, która na początku dawała nadzieję na nowe otwarcie jednak przytłoczyła mnie dość wyraźnie.

Zmienna część wynagrodzenia, która miała moją sytuację materialną polepszyć faktycznie ją trochę pogorszyła. Do tego doszła choroba. Niemożliwość pojechania na urlop z rodziną w lipcu. Po wakacjach bezskuteczne próby zbycia nieruchomości. Falstart własnej firmy, którą założyłem ledwie kilka miesięcy wcześniej. Krótko mówiąc rok 2013 był do kitu. Wszystko co miało szansę się popsuć na nowo definiowało mi prawo Murphy’ego. Lata parzyste na ogół bywały dla mnie lepsze, także z niecierpliwością oczekiwałem roku 2014. Zaczął się nieciekawie, jako że doświadczyłem sytuacji wyjątkowo przykrej. Paradoksalnie jednak, sytuacja ta w ostatecznym rozrachunku okazała się pozytywna. Zrozumiałem co jest ważne i czym nie zaprzątać sobie głowy.


Pozwoliło mi to skupić się nie tylko na zadowalaniu wszystkich dookoła, co trochę na zaspokajaniu własnych potrzeb. Zrobiłem sobie krótką listę marzeń i po kolei zacząłem marsz w kierunku ich spełniania. Jednym z nich było regularne bieganie i przebiegnięcie maratonu. Nie sądziłem jednak, że fakt rozpoczęcia treningu będzie miał wpływ na moje życie wykraczający daleko poza aspekt mojej fizyczności. Pierwszą rzeczą która się zmieniła okazała się być moja praca. Zdecydowanie wydłużyła mi się doba.


Realnie doświadczam tego, że Ziemia kręci się o połowę wolniej. Ilość spraw, które załatwiam każdego dnia teraz jest równa ilości spraw, które załatwiałem przez tydzień jeszcze kilka miesięcy temu. Nie mam już problemów ze skupieniem uwagi, z samodyscypliną, z planowaniem zadań dla siebie i innych oraz z monitorowaniem tego, jak je wykonuję ja i inni. Poza kwestiami związanymi, z firmą w której pracuję zajmuję się szeregiem innych rzeczy, niejako poza normalnymi zajęciami. Nie popełniam już błędów i deadline przestał być dla mnie świętem ruchomym.

Tak jak kiedyś, nadal bezinteresownie robię wiele rzeczy dla innych ludzi, jednak teraz coraz częściej jestem skupiony na sobie i swoich potrzebach. Ta ohydna cecha jaką jest egoizm sprawia, że czuję się szczęśliwszy i paradoksalnie szczęśliwsze staje się moje najbliższe otoczenie. Okazuje się, że od czasu gdy myślę o zaspokajaniu swoich potrzeb jestem lepszym człowiekiem. Lepszym ojcem, mężem, przyjacielem i w końcu lepszym pracownikiem. Czy to przypadek? Bieganie z drużyną naTemat to nie tylko przebieranie nogami i wykonywanie skipów. To również, być może przede wszystkim kontakt z trenerem. Nie dalej jak w zeszłym tygodniu odbyłem z nim nie łatwą rozmowę.


Rozmawialiśmy głównie o odpowiedzialności. Trener musi wzbudzać zaufanie, musi mieć autorytet i swoją postawą musi dawać rękojmię poczucia bezpieczeństwa. Rozmawiając dobre półtorej godziny o odpowiedzialności i autorytecie zrozumiałem, kim jest lider. Dużo i długo myślałem o tym dialogu, po tym gdy już się zakończył. Dzięki niemu będę jeszcze lepszym liderem w pracy. Zarządzam dużym zespołem i odpowiadam za przychód liczony w milionach.

To poważna sprawa i źródło dużej dozy codziennego stresu. Tak więc mój trener nauczył mnie nie tylko skipów, rozciągania i techniki biegu (powiedział, że będziemy nad tym pracować – moja jest ponoć do kitu), nauczył mnie przede wszystkim bycia przywódcą. Bycia liderem. Odpowiedzialnym za swoją drużynę. Nauczył mnie tego w wielu wymiarach. Nawet w kwestii tego, jak coś komuś powiedzieć, żeby było to zrozumiane zgodnie z intencją. Nie wiem czy nie była to najważniejsza lekcja tego programu. Wiem jednak, że dzięki temu, że biegam już stałem się lepszym i efektywniejszym pracownikiem. A minął dopiero 6ty tydzień. Aż boję się myśleć co będzie za rok.