
Nie nazywam siebie sam jeszcze biegaczem. Głównie dlatego, że jeszcze nie złapałem tego bakcyla tak, jak opisuje to wiele osób, które od biegania "się uzależniły". Bieganie to dla mnie nadal obowiązek wykonania co do sekundy planu, który co tydzień trener zamieszcza w moim dzienniczku treningowym. I będąc zupełnie szczerym wolałbym ten czas poświęcić na co innego. Na książkę, lekturę jakiegoś bloga, a może nawet na piwo przed telewizorem - szczególnie teraz w czasie mundialu.
REKLAMA
Chciałbym, żeby przyszedł już ten moment, który często przewija się przez biegową "propagandę" w mediach. Moment, kiedy każdy przebiegnięty kilometr będzie powodował uczucia porównywalne do orgazmu, o których pisała Maja Sieńkowska w swoim biegowym wpisie. Dla mnie na razie bieganie jest dokładnie tym, co opisywał nasz trener. W 90% bólem i w 10% zadowoleniem. Myślę, że podobnie czuje się moja rodzina. Jaki zatem bieganie ma wpływ na rodzinę? Na razie chyba ich to wkurza. Dzieje się tak dlatego, że dużo czasu spędzam w pracy i po pracy wolny czas często przeznaczam na realizację różnych moich aktywności, których mam bez liku i których ciągle wymyślam bez liku.
Teraz do tego dochodzi bieganie - także taty i męża nie ma w domu jeszcze częściej. Siłą rzeczy więcej obowiązków spada na moją żonę, która wydaje się być tym przytłoczona bardziej niż kiedyś. Dzieciaki - mam syna 9 lat i córkę 6 lat - też mają więcej deficytu ojca, choć są żywo zainteresowane tym co robię. Razem oglądamy z synem trasę, którą biegłem w enodmondo na komputerze. Analityczny umysł mojego syna natychmiast wyłapuje spadki tempa i patrzy gdzie biegłem szybciej, a gdzie wolniej. Córka, ze swoim umiłowaniem do form graficznych patrzy na zaznaczoną na mapie trasę i zachwyca się wyrysowanym znojem moich mięśni kształtem. Może obmyślę trasę, która narysuje na mapce w endomondo dla niej serduszko? Na pewno się ucieszy.
Żeby jednak ten wpis nie był tak dramatycznie depresyjny - leje deszcz, boli mnie łydka (bieganie), kręgosłup (bieganie) i ledwo wstałem rano z łóżka (niedzielne bieganie i marsz) napiszę może kilka słów o tym, jak będzie - mam nadzieję - już niedługo.
Biegowa "propaganda", którą wspomniałem chwilę temu zagadkowo często się powtarza w relacjach biegaczy. Na tyle często, że może to nie jest propaganda? Jeśli tak i jeśli starczy mi sił i samodyscypliny - przyjdzie taki dzień gdy będę szczęśliwym biegaczem i gdy nadprodukcja hormonu szczęścia doprowadzi do tego, że będę pogodnym, świetnym facetem, idealnym tatą dla moich dzieci, które będą dumne każdym kolejnym przebiegniętym przez mnie kilometrem. Może za kilka lat będziemy biegali razem? Zobaczymy. Ważne dla mnie jest przekazanie moim dzieciom pewnych wzorców. Jednym z nich jest przekazanie im tego, żeby rozrywką i sposobem na relaks było dla nich uprawianie sportu.
Jest mi jednak niezwykle trudno przekazać to kolejnemu pokoleniu, skoro sam nigdy nie żyłem w ten sposób. Postanowiłem się "zaciąć" i doczołgać się do mety tego maratonu, jeśli nie dobiegnę. Ufam sztabowi i "biegowej propagandzie" i z niecierpliwością czekam na to, o czym pisała Maja, o czym mówił Paweł i o czym piszą wszyscy inni, którzy biegają. To będzie dzień, kiedy bieganie stanie się najważniejszą moją w życiu aktywnością. Kiedy poczuję ten mityczny pozytywny wpływ na życie rodzinne. Nie mogę się doczekać!!!
Tymczasem, idę obłożyć łydkę lodem i posmarować plecy Voltarenem. Muszę się doprowadzić do porządku przed jutrzejszym treningiem. Grzegorz znów przesadził wpisując mi to, co mam jutro zrobić, a ja muszę to zrobić. Znów mnie nie będzie w domu, znów wrócę obolały i zmęczony jak koń po dobrym westernie. A może ten dzień, kiedy wrócę zadowolony z biegania będzie już jutro? Zobaczymy.
Reasumując, jeszcze nie potrafię powiedzieć jaki wpływ – czy jednoznacznie pozytywny, czy jednoznacznie negatywny - bieganie ma na moje życie rodzinne. Za wcześnie. Biegam od 3 miesięcy, nie biegałem przez 35.5 roku. Widać jeszcze muszę się zmęczyć, żeby opisać to w sposób zgodny z prawdą. I może moje dzieciaki staną na trasie maratonu z transparentem, na którym napiszą: „A na koniec lata, w maratonie wygra tata” ;-)
