
To już chyba ten wiek. Biegam, i podziwiam miasto w którym żyję. Oglądam i słucham ludzi, którzy w nim mieszkają. Cieszę się, że tak dużo dzieje się w Warszawie i zachwycam się tym, że pomimo całego zabiegania które widzimy na co dzień, można w nim naprawdę fajnie żyć.
REKLAMA
Jest milion powodów do biegania. Istnieje też wiele tzw "skutków ubocznych", o których nie myśli się na początku treningów. Jednym z takich właśnie skutków jest poznawanie własnego miasta, które z perspektywy biegacza wygląda nieco inaczej. Wszystko staje się jakby bliższe, w naszym zasięgu i bardziej "nasze". Bo biegacz jest częścią miejskiego organizmu, elementem jego krajobrazu i symbolem nowoczesnego stylu życia.
Nie wiem jak to się robi, ale wielu moich znajomych biega rano i na dodatek bez śniadania. To kompletnie nie dla mnie, bo po 10 minutach mam już dość. Mój czas do biegania to wieczór, czy też jak kto woli, noc. Najlepsza pora do biegania, bez względu na porę roku to dla mnie godzina 22.00, a nawet 23.00. Często to właśnie wtedy wracam do domu z pracy i mam ochotę zostawić wszystko za sobą. Nie znam lepszego sposobu od biegania (choć niektórzy polecają również wieczorne piwko) na to, aby oczyścić umysł po całym dniu pracy z nerwów i masy informacji, które każdego dnia trafiają do naszych zestresowanych głów.
Niektórzy traktują bieganie jak mantrę, którą każdego dnia odmawiają w ten sam sposób. Ja staram się zawsze, aby bieganie było urozmaicone. Zmieniam nie tylko muzykę, ale i kierunki oraz odległości, które pokonuję. Nie wyobrażam sobie, aby powstała kiedyś tzw. "moja trasa", którą będę codziennie pokonywał. Bo bieganie to nie tylko rozwój naszego ciała, ale i duszy. A temu sprzyja wyznaczanie sobie nowych celów, czyli obiektów które chcemy zobaczyć podczas biegu.
Są jednak stałe elementy, które pojawiają się w moich trasach. Niemal zawsze, prędzej czy później trafiam nad Wisłę. Nic nie działa na mnie bardziej refleksyjnie, niż właśnie widok rzeki, która jak każdy kolejny dzień upływa na naszych oczach. Myślę, że czują to też inni biegacze i osoby, które przesiadują wieczorami nad królową polskich rzek podziwiając warszawskie zachody słońca.
Bieganie to czas, który pozwala nam dostrzec, jak bardzo zmieniło się nasze miasto i jak zmieniają się jego mieszkańcy. Jeszcze kilkanaście lat temu, nad Wisłą można było znaleźć co najwyżej obskurne budy z piwem, z wizytą do których chodziło się na własne ryzyko, podobnie jak do ówczesnych "dyskotek". Dziś, w tym samym miejscu znajdują się niezwykle klimatyczne i przede wszystkim bezpieczne klubokawiarnie, które młodzi warszawiacy po prostu pokochali.
Gdy biegnę brzegiem Wisły, patrzę na studentów i widzę, jak świetnie bawią się w Stolicy. Może i piją, ale na ogół nie budzi to w nich agresji. Nigdy, ale to nigdy nie zdarzyło mi się, aby ktokolwiek zaczepiał mnie w czasie wieczornego treningu. Zupełnie tak, jakby dresiarze zupełnie już wyginęli.
Podczas biegu zachwycają mnie nie tylko nadwiślańskie brzegi. Pole Mokotowskie, gdzie warszawiacy w weekendy opalają się niczym w Central Parku, pełna urokliwych kawiarenek ulica Francuska na Saskiej Kępie, czy wyremontowany przed laty Trakt Królewski sprawiają, że aż chce się wieczorem wyjść z domu i pobiegać. Ktoś kiedyś powiedział, że "w domu ludzie umierają". Może nie umierają, ale poza nim na pewno żyją. Podczas biegania widzę jak fajnie.
