Miało być pięknie, a wyszło... No może nie jak zwykle, bo wrześniowy „Bieg na piątkę” skończył się dla mnie życiówką. Ale wyszło gorzej niż zakładałem, bo nie udało mi się osiągnąć wymarzonego czasu poniżej 20 minut. Nie znoszę porażek. To oznacza jedno: czas skończyć z zabawą, trzeba zacząć BIEGAĆ!

REKLAMA
Bieg na piątkę był dla nas wszystkich wielkim, biegowym sprawdzianem. Udowodnił, że w zaledwie pół roku da się zrobić biegaczy z kompletnych, biegowych żółtodziobów. Każdy z nas miał co najmniej dwa cele. Wspólny, jakim było ukończenie trasy, oraz indywidualny związany z czasem pokonania pięciu kilometrów.
Moim marzeniem było zejście poniżej czterech minut na kilometr. Średni czas pokonywanego przeze mnie kilometra na treningach to jakieś 5,5 minuty, więc sądziłem, że jak „przycisnę”, to uda się go znacznie poprawić. Zwłaszcza, że niesamowita atmosfera w czasie zawodów biegowych dodaje biegaczom skrzydeł. Powierzchnia moich okazała się za mała. :-)
Miałem jedną strategię – wyprzedzać od samego początku, a w razie zmęczenia biec nie wolniej niż reszta. Wydawało mi się, że dobra rozgrzewka pozwoli mi na dobry początek już od pierwszego kilometra, gdzie będę miał najwięcej siły. Jednak już na starcie odebrałem sobie możliwość ukończenia biegu z wymarzonym wynikiem, bo stanąłem zbyt daleko od startu. Owszem, wyprzedzałem sporo osób, ale inni biegacze skutecznie zwalniali moje tempo. Gdy spojrzałem na zegarek po pierwszym kilometrze, pokazywał 4:46 sekund. Na tak krótkim dystansie, była to dla mnie strata nie do odrobienia.
Gdy już udało się wyprzedzić peleton, szło znacznie lepiej. Pogoda była cudowna, podobnie jak atmosfera i kibice. Całą drogę mówiłem do siebie i walczyłem ze zmęczeniem. „Majaku, to tylko pięć kilometrów, odpoczniesz za 10 minut” - powtarzałem w myślach. „Po co trenowałeś pół roku? Aby teraz odpuścić? DASZ RADĘ!!!”. To pomagało, podobnie jak muzyka, która w niesamowity dla mnie sposób dodaje sił. Niestety, wszystko zawiodło. Okazało się, że pomimo dużej determinacji, jestem jeszcze za słaby na pokonanie 5 kilometrów poniżej 20 minut.
„Gratulujemy ukończenia Biegu na Piątkę. Twój czas brutto 00:20:48, netto: 00:20:32, Miejsce 146”
Nieco ponad 6 sekund na kilometr – tyle musiałbym nadrobić, aby spełnić wyznaczony cel. Niby bardzo mało, ale tak naprawdę jest to w tej chwili dla mnie bardzo dużo. Być może za bardzo nastawiłem się w treningach na dłuższe dystanse, zamiast popracować nad prędkością. Trzeba było porozmawiać z trenerem i powiedzieć, jaki jest cel. A może po prostu jest jeszcze za wcześnie, aby biegać szybko?
Postaram się znaleźć odpowiedzi na te pytania w trakcie dalszych treningów i konsultacji z naszym sztabem trenerskim. Jedno jest pewne. Pomimo że w biegu brało ponad 3 tys. osób, i że 146. miejsce powinno cieszyć, dziś mam jeszcze większą motywację do dalszych, już jesienno – zimowych treningów. Tym razem się nie udało, ale czas od ostatniej „piątki” był lepszy o ponad minutę. Może podobnie i następnym razem? Zrobię wszystko, aby tak było.