Przez wielu entuzjastów bieganie polecane jest jako sport wyjątkowo nie wymagający ani specjalnych miejsc do jego uprawiania, ani dodatkowego kosztownego sprzętu czy wyposażenia. I w zasadzie rzeczywiście wystarczą wygodne buty i już można ruszać w okolicę. To prawda! Jednak w moim przypadku przyjemność z biegania byłaby znacznie mniejsza, a osiąganie coraz lepszych wyników w zasadzie niemożliwe bez… muzyki w słuchawkach. Uwielbiam ten moment, kiedy w aplikacji deezer.com włączam play w dowolnym miejscu mojej szeroko zakrojonej biegowej playlisty i już słysząc pierwsze nuty przeskakuję na endomondo.com, który pięknym kobiecym głosem mówi do mnie

REKLAMA
GO!
Przekrój wykonawców, jakich zgromadziłam, bardzo duży: większość z nich znakomicie kojarzy się z beztroskimi latami, kiedy to życie było nie kończącą się balangą, tym samym budują równie dobre skojarzenia z extra samopoczuciem także na dziś, niektóre przypominają czas kiedy to zupełnie było nie do śmiechu, co uczy zdrowego dystansu do tu i teraz. Do wielu z nich wielokrotnie tańczyłam, ale są tu też evergreeeny do których tańczyli na wakacyjnych fajfach moi rodzice w Juracie.
Przyznam też, że porównywanie między biegaczami, czego słuchamy w czasie treningów, jest absolutnie wyzwalające, ponieważ okazuje się, że nie zawsze to czego słuchamy na co dzień jest naszą ulubioną muzyką do biegania. Przykład? Znam osobę, która na co dzień wybiera muzykę klasyczną, ale wychodząc biegać włącza… zdecydowanie rockowo energetyczną Heroes del Silencio!
Jak wygląda moja TOP 5? To:
‘Human’ The Killers
‘Suburbia’ PetShopBoys
‘Holding out for a hero’ Bonnie Tyler
‘My way’ Frank Sinatra
‘Something big’ Burt Bucharach
Jak widać, wybór biegowego stulatka ;-)