
„Dlaczego jeszcze nie biegam?” – pod takim tytułem PZU ogłosiło program przygotowania do PZU Maratonu Warszawskiegow 2015 roku. Właśnie… Dlaczego ja jeszcze nie biegam? Przecież wkoło cała Polska biega. A ja nie. A chciałem (i zacząłem).
REKLAMA
Zgłosiłem się do „Biegaj na zdrowie z PZU”, ponieważ:
- brak mi było motywacji – wielokrotnie obiecywałem sobie, że dziś, najpóźniej jutro rano i… ciężko było się ruszyć lub wstać; w ramach programu mam określony plan treningów, weryfikowany przez trenera i w perspektywie coś, co wydaje się jeszcze nieosiągalne: MARATON,
- brakowało mi impulsu – uważam, że człowiek to stworzenie wymagające impulsu, a dla mnie program stał się nim właśnie: wyznaczony konkretny cel i data, podejmuję wyzwanie znając wszelkie parametry wyjściowe,
- brakowało mi pewności, czy rozpoczęcie biegania mnie nie zabije. Co tu dużo mówić – ostatnio uprawiałam tylko „podbiegi” do kolejki podmiejskiej lub autobusu. Nie ukrywam, że byłem pełen obaw, czy rozpoczęcie biegania z dużą nadwagą nie spowoduje natychmiast kontuzji. W ramach przygotowania do programu przeszedłem kompleksowe badania i wiem, że „potencjał jest”.
Mimo tych obaw już dawno chciałem zacząć biegać, ponieważ:
- już miałem dość ciągłego zmęczenia – jak się człowiek nie rusza, to jest skazany na brak endorfin i samopoczucie siada. Codzienny siedzący tryb życia i ciągły pośpiech powodowały u mnie poczucie zmęczenia i zniechęcenia. Bieganie okazało się fantastyczną odtrutką na stresy i złe samopoczucie,
- muszę wrócić do formy sprzed lat – kiedyś trenowałem szermierkę, pływałem na kajakach i dużo jeździłem na rowerze, chcę wrócić do tej dobrej formy. Już po trzech tygodniach widzę znaczną poprawę kondycji,
- muszę być zdrowy, bo mam dwoje dzieci – super dzieci i dla nich warto być w dobrej formie. Szczególnie jeśli zdarzyły się sytuacje, kiedy maluchy narzekały: „no co ty, tata, już nie możesz dalej biec?”, „tato, wyprzedzam Cię”. Ich forma rośnie z każdym dniem i nie mogę zostać w tyle, przecież mamy długą listę wspólnych planów – piłka, spływ, wyprawa w góry, rowery, narty i wiele innych.
Podsumowując: liczyłem na to, że bieganie będzie sposobem na uśmiech i… póki co nie zawiodłem się.
