Pytania Młodego i Młodej: „tatuś, i jak ci się dziś biegało?”, „tatuś, ile dziś przebiegłeś?”, „dziś biegasz?”, „coś fajnego widziałeś dziś podczas biegania?” mają dużo większą moc sprawczą niż wszystkie zalecenia treningowe…

REKLAMA
Właśnie skończyły się wakacje. W tym roku miały dla mnie wymiar bardzo rodzinny – udało mi się dużo czasu spędzić z moimi kochanymi dzieciakami. Młody i Młoda również potrzebowali spędzić trochę czasu ze mną. Było mnóstwo wspólnych zabaw i przygód. A muszę podkreślić, że to właśnie Młoda i Młody mają duży, jeśli nie największy, udział w mobilizowaniu mnie do biegania. I chyba nie ma innych osób, których oczekiwań bardziej nie chciałbym zawieść. Pytania Młodego i Młodej: „tatuś, i jak ci się dziś biegało?”, „tatuś, ile dziś przebiegłeś?”, „dziś biegasz?”, „coś fajnego widziałeś dziś podczas biegania?” mają dużo większą moc sprawczą niż wszystkie zalecenia treningowe. Dzieciaki są również najlepszymi dietetykami rodzinnymi, jakich można sobie wyobrazić. To oni pilnują co i kiedy się je – „hej, tatuś, zapomniałeś o diecie?”, „możesz to jeść?”. I ten wzrok, gdy Bardzo Dobrze Wiedzą, że zalecenia diety zostały złamane. Dzieciaki są w tym wszystkim wspaniałe i super szczere. Młody i Młoda to prywatni trenerzy motywacji i dietetycy najwyższej próby.
Coś jeszcze o dzieciach, a może raczej dziecku które jest w mnie jako w osobie biegającej, czy może raczej próbującej biegać. Jak wszyscy rodzice wiedzą, a nie-rodzice się domyślają, element nagrody jest bardzo mobilizujący jeśli chodzi o dziecko. Nagrody i zachęty. Każdy biegacz ma swoja technikę mobilizacji do dalszego treningu, a podczas treningu do kolejnych kilometrów, setek metrów czy nawet kolejnego kroku. Jak biec, żeby zrealizować swój plan treningowy? Sprawdzać czas na zegarku – sekundy i minuty biegną powoli. A im człowiek bardziej zmęczony, tym czasomierze działają gorzej – są coraz wolniejsze. I jak przekonać samego siebie żeby biec dalej? Wyznaczać sobie nagrody, jak dziecku. Jak dobiegniesz do zakrętu, drzewa, przecznicy, celu oddalonego o ileś tam kilometrów – nagroda natychmiastowa – odniosłeś sukces. Ten najważniejszy. Dla samego siebie. Dałem radę. Pokonałem siebie, drogę, pogodę. I bardzo ważne – mam się czym pochwalić przez Młodym i Młodą. Choć z drugiej strony co to za sukces w porównaniu z ich turniejami judo, konkursami teatralnymi i innymi sukcesami. Ale ja im i tak opowiadam o swoich sukcesach, a oni są ze mnie dumni – no przynajmniej starają się sprawiać takie wrażenie. Liczę na to, że jeszcze trochę będą chcieli mnie słuchać.
I jeszcze o jednym chciałem napisać. Mamy już wrzesień. Nie wiem, jakie są konwencje i zalecenia, ale moim prywatnym zdaniem to najlepszy czas na rozpoczęcie przygody z bieganiem. Nie jest tak gorąco, jak latem. Wciąż dzień jest jeszcze długi, a wkoło „piękne okoliczności przyrody”. Mam taką możliwość, żeby treningi robić w podmiejskim lesie. I wczoraj, około 18:30 widziałem piękne dwie sarny, raptem 25 km od centrum stolicy. Super – bez konieczności wyjazdu do Białowieży czy w inne lasy. Jeśli ktoś ma chwilę wolnego i może podjechać do pobliskiego lasu, to właśnie teraz las jest najpiękniejszy do biegania. Zachęcam.