Mój przyjaciel, niezależnie od pory dnia, jest gotów do pomocy. Przed przyjacielem odkrywam to, co najbardziej bolesne. Przyjaciółka nie wypomina mi tygodni, w których kompletnie o niej zapominam. Oboje gotowi są wspierać mnie w przygotowaniu do PZU Półmaratonu Warszawskiego. Poznajcie się: mój przyjaciel Roller, moja przyjaciółka Piłeczka.
REKLAMA
Garmin
Spójrzcie na focię powyżej. Oprócz moich przyjaciół leniwie na Rollerze rozparł swój pasek Garmin. Nonszalancko obok Piłeczki spoczywa opaska z czujnikiem tętna. Odkąd tych dwóch osobników zabieram ze sobą na treningi, obciążenia są większe. Dobrze jest kontrolować tętno i dopasowywać do niego bieg. Tętno z czasem staje się wyższe – ze względu na zmęczenie. Dodatkowo znacząco wpływa na nie ukształtowanie terenu. Pięknie widać, jak na tętno wpływa leciutki podbieg, z którego wcześniej nawet nie zdawałam sobie sprawy. Aktualnie treningi #BiegajNaZdrowie są mocniejsze, bardziej świadome, a moje ciało coraz bardziej obolałe. Dlatego oprócz regularnych wizyt u fizjoterapeuty do akcji wkroczyli Oni.
Roller
Mój Roller jest wyjątkowy. Polubiliśmy się od pierwszego wejrzenia. Pokochaliśmy od pierwszego masażu. Bliskość Walentynek usprawiedliwia ckliwość tego zwierzenia. Mój Roller jest raczej z tych krótszych. Ale zdecydowałam się na niego (lub raczej – został mi skutecznie polecony), ze względu na jego wypustki. Są idealne. Nie za twarde, ale i nie za miękkie. Odczuwalne. Gdy wykonuję masaż i znajdą wrażliwe miejsce, zostaje ono indywidualnie potraktowane aż… ból odpuści. Dotykałam Tollera, który był dwa razy dłuższy, ale wypustki miał żenujące. Takie… pryszcze. Wolę moją połówkę wysokiej jakości.
Mój Roller jest wyjątkowy. Polubiliśmy się od pierwszego wejrzenia. Pokochaliśmy od pierwszego masażu. Bliskość Walentynek usprawiedliwia ckliwość tego zwierzenia. Mój Roller jest raczej z tych krótszych. Ale zdecydowałam się na niego (lub raczej – został mi skutecznie polecony), ze względu na jego wypustki. Są idealne. Nie za twarde, ale i nie za miękkie. Odczuwalne. Gdy wykonuję masaż i znajdą wrażliwe miejsce, zostaje ono indywidualnie potraktowane aż… ból odpuści. Dotykałam Tollera, który był dwa razy dłuższy, ale wypustki miał żenujące. Takie… pryszcze. Wolę moją połówkę wysokiej jakości.
Spotykamy się codziennie. Spotkania są krótkie, ale intensywne. Przygotowują do biegu i rozluźniają po nim. Roller z atencją zajmuje się mięśniami uda, łydką, gluteusami i okolicą biodra. Czyli tym wszystkim, co kobietę boli po bieganiu. Jeśli – oczywiście – bieganie było odpowiednio intensywne. Jako że do półmaratonu zostały 42 dni, to treningi są i będą intensywne. Dlatego namawiam: drogie biegaczki – umawiajcie się z Rollerami. Warto.
Piłeczka
Piłeczka jest ponownym odkryciem dawno zawartej znajomości. Ortopeda przy badaniu kwalifikującym do programu stwierdził, że stopy mam zwinne i mocne. Sporo w przeszłości tańczyłam. Ćwiczyłam jogę. Teraz to procentuje. Jednak fizjoterapeutka zachęciła do masażu stóp, które pomimo swojej siły są kilka razy w tygodniu bardzo mocno obciążane. Inaczej niż dotychczas. Proponowane ćwiczenia były łatwe i przyjemne. Zabrałam piłeczkę do domu. Pokochały ją moje dzieci i masowały sobie stópki przy czytaniu książek. Dzieci są mądre. Trenują judo i ten masaż jest dla nich przydatny.
Piłeczka jest ponownym odkryciem dawno zawartej znajomości. Ortopeda przy badaniu kwalifikującym do programu stwierdził, że stopy mam zwinne i mocne. Sporo w przeszłości tańczyłam. Ćwiczyłam jogę. Teraz to procentuje. Jednak fizjoterapeutka zachęciła do masażu stóp, które pomimo swojej siły są kilka razy w tygodniu bardzo mocno obciążane. Inaczej niż dotychczas. Proponowane ćwiczenia były łatwe i przyjemne. Zabrałam piłeczkę do domu. Pokochały ją moje dzieci i masowały sobie stópki przy czytaniu książek. Dzieci są mądre. Trenują judo i ten masaż jest dla nich przydatny.
Minęło 10 miesięcy i moje mocne stopy zgłosiły pierwszy problem. Problem został boleśnie przez fizjoterapeutkę rozmasowany. Dzięki Ani Kuczkowskiej – piłeczka znowu wróciła do łask. Pisząc ten tekst kulam ją sobie nonszalancko po podłodze. Niesamowite, jak pewne nawyki mogą poprawić komfort życia. Turlanie piłeczki po podłodze nie zabiera dodatkowego czasu. Po bieganiu masuję z uwagą problematyczny obszar. Poświęcam 2-3 minuty. Dotkliwy ból stopy nie wraca. Inwestycja tych paru minut zwraca się wysoko. Warto.
Efekt
Czytając w dzienniczku opis dzisiejszego, niedzielnego wybiegania miałam wrażenie, że trenerowi coś źle się skopiowało. 18 km w określonym tempie – w porządku. Do tego jestem przyzwyczajona. Ale interwały PO wybieganiu? Nie wierzyłam. Wiadomo, że ostatnie kilkaset metrów długiego wybiegania jest trudne. Biegacz wpełza potem do domu, sygnalizując potężne braki w nawodnieniu głuchym charchotem. A tutaj interwały? Jednak to prawda. Jak wół jest wpisane i nie chce być inaczej:
6 x (100 metrów biegu tempo i 100 metrów odpoczynek)
Zastosowałam klasyczne wyparcie. Założyłam, że biegnę swoje 18 km, a potem to się zobaczy.
Czytając w dzienniczku opis dzisiejszego, niedzielnego wybiegania miałam wrażenie, że trenerowi coś źle się skopiowało. 18 km w określonym tempie – w porządku. Do tego jestem przyzwyczajona. Ale interwały PO wybieganiu? Nie wierzyłam. Wiadomo, że ostatnie kilkaset metrów długiego wybiegania jest trudne. Biegacz wpełza potem do domu, sygnalizując potężne braki w nawodnieniu głuchym charchotem. A tutaj interwały? Jednak to prawda. Jak wół jest wpisane i nie chce być inaczej:
6 x (100 metrów biegu tempo i 100 metrów odpoczynek)
Zastosowałam klasyczne wyparcie. Założyłam, że biegnę swoje 18 km, a potem to się zobaczy.
Pobiegłam. Niezła pogoda, -2 stopnie C, słaby wiatr, czasami trochę słońca. Pod koniec postanowiłam, że spróbuję pobiec pierwsze 100 metrów. Przecież to tylko minuta, no w końcu minutę to przecież wytrzymam. Skończyłam 18 km biegu i wystartowałam. Było ciężko, ale dało radę. Potem 100 m odpoczynku i jeszcze raz – szybciej. Potem jeszcze szybciej i jeszcze. Już nie miałam wątpliwości, że dam radę zrobić interwały zgodnie z planem, a przy okazji pokonać granicę 19 km. Moje ciało w cudowny sposób współpracowało: ręce, nogi, oddech. Czułam się, jakbym leciała. To było fantastyczne uczucie. Myślę sobie, że przyjaciele – Roller i Piłeczka – mają spory wkład w przygotowanie mnie do tego wysiłku. Myślę sobie, że bez nich te interwały w ogóle nie byłyby przyjemne. Na wyniki popatrzcie poniżej.
