W zeszłym tygodniu na blogu #biegajnazdrowie znaleźliście wpis pt. Ciotka Samanta dostaje „wp***l”. Okazało się, że zaprezentowałem w nim zbyt jednostronny i tym samym nieprawdziwy (zdaniem Ciotki Samanty) pogląd, mówiący, że tylko jeśli pokocha się bieganie, czy też zdrowe odżywianie, można długotrwale zmienić się na lepsze. Ciotka uważa bowiem, że można tego wcale nie lubić, ale kochać efekt, jaki dzięki temu się zyskuje i w ten sposób również osiągnąć sukces.
REKLAMA
W swoim wpisie napisałem, że według mnie każda przemiana wymaga zmiany sposobu myślenia. Zdecydowanie łatwiej jest również robić coś, lubiąc to. Ba, według mnie ciężko jest osiągnąć sukces, nie lubiąc tego, co się robi. Okazuje się jednak, że można inaczej.
Efekt, który uzależnia
Po lekturze mojego poprzedniego materiału Ciotka Samanta powiedziała mi, że nie wszyscy regularnie trenujący kochają ćwiczyć. Część nawet po prostu tego nie lubi. Uzależnia ich natomiast efekt, który potem oglądają w lustrze, lub który fizycznie czują. Pojęcie „wpi***lu” zyskuje w takim układzie inne znaczenie. Jeśli chcesz coś osiągnąć – konkretny cel, pożądany efekt – i go utrzymać na wiele lat, to musisz mieć przede wszystkim świadomość tego, co do jego realizacji i utrzymania jest potrzebne. Potem, ciężko pracując, musisz uparcie do tego dążyć. Nie jest istotne czy to lubisz, czy nie – bo nie ma dróg na skróty. Wiesz, co trzeba zrobić, więc zrób to, jeśli zależy Ci na efekcie. Pojęcie „wpi***lu” jest znane wg Ciotki zasadniczo każdej osobie sukcesu, bo jest synonimem trudu, potu, przełamywania własnych przyzwyczajeń czy barier w dążeniu do celu. Nie jest więc pejoratywne – zasadniczo jest wolne od nacechowania emocjonalnego, a jeśli już, to najprędzej stanowi powód do dumy z siebie.
Nowy codzienny rytuał
Jeśli już wiesz, co musisz zrobić, by osiągnąć wymarzony efekt – nie marudź i nie pytaj siebie, czy to lubisz, czy nie. Być może stanie się tak, że pokochasz ćwiczenia i będą dla Ciebie frajdą. Może być jednak i tak, że przyjmiesz je jako codzienny rytuał i wcale nie będziesz darzyć ich miłością. To jak z myciem zębów – to po prostu trzeba robić, jak chce się mieć ładne zęby i unikać problemów stomatologicznych. Ciotka Samanta mówi, że nie spotkała jeszcze nikogo, kto darzy tę codzienną czynność miłością, ale zdecydowana większość ludzi ją wykonuje, bo dba o zęby. Zatem „wpi***l” może być czymś, do czego się przyzwyczajamy, i staje się wówczas elementem codziennej higieny.
Ja lubię ćwiczenia, ale Ty nie musisz!
W swoim artykule napisałem, że sukces udało mi się osiągnąć dzięki temu, że lubię ćwiczenia. Stwierdziłem, że to najlepsza droga. Jak twierdzi jednak Ciotka Samanta, nie jedyna. Nie róbmy ludziom nadziei, że każdy powinien wierzyć w to, że polubi ćwiczenie, bo tak nie jest. Grunt, to zrozumieć, że to sposób na zdrowie, na ładną sylwetkę. Że to nowy, lepszy sposób na życie. Zrozumieć, to nie to samo, co polubić. Można nie polubić nigdy, a mimo to biegać na zdrowie, czy #chudnąćnazawsze.
Ja nie tęsknię do poprzedniego życia, ale Ty możesz!
Przez lata udało mi się stworzyć w mojej głowie mechanizm wyparcia. Objawia się to tym, że np. nie tęsknię wcale do Maćka sprzed zmiany – palącego ponad paczkę papierosów dziennie i ważącego ponad 110 kg (aktualnie 87 kg i nie palę :) ). Ciotka Samanta uważa, że nie wszyscy tak mają. Niektórzy, mimo że zrzucili wiele kilogramów i od lat utrzymują wagę w normie, tęsknią. Nie za „Maćkiem sprzed zmiany”, ale za papierosem na fajrant lub do porannej kawy, bo to taka trywialna, codzienna przyjemność, która na moment pozwalała otrząsnąć się z natłoku codziennych spraw. Ot, „mała rzecz, a cieszy”.
Tęsknią, ale przeszli na tyle dużo, zainwestowali tak wiele, że pozwalają sobie na dawne zwyczaje tylko od czasu do czasu. Przysłowiowy hamburger nie jest już ich codziennym posiłkiem, ale bywa „uzupełnieniem” diety – jej przyjemnym akcentem. Wszystko jest bowiem dla ludzi. Nie trzeba więc w 100% ze wszystkiego rezygnować, ale trzeba być świadomym siebie i swojego organizmu. Trzeba wiedzieć, jak mu pomagać, by on pomagał nam się lepiej czuć i lepiej wyglądać. „Możesz zjeść pączka raz na jakiś czas i to nie wywróci wagi do góry nogami. Jeśli jednak chcesz »rąbać Maka« codziennie, to nawet największy »wpi***l« nie pomoże. Życie to wybór – każdy z nas go dokonuje. Diety i ćwiczenia mają przede wszystkim uświadamiać, sprawiać, by człowiek zrozumiał swój organizm i zaczął z nim współpracować. Nie muszą być kochane tak, jak w moim wpisie, aby być skuteczne :)” – mówi Ciotka.
Co kraj to obyczaj…
Jeśli przeczytaliście oba wpisy, to widzicie, ile różnych motywów i sposobów postępowania może wpływać na nasze zdrowe życie. Widzicie też, że każdy z nas ma inne mechanizmy automotywacji, które warto dla siebie samego zdiagnozować, bo pomagają wytrwać w postanowieniach.
Podsumowując: nie chcę Wam pisać, że moja droga jest najlepsza, co mógł sugerować pierwotny artykuł. Jednak nie chcę też mówić, że nieomylna jest Ciotka Samanta.
Myślę, że każdy, kto przeczyta ten materiał, znajdzie w nim coś dla siebie. Jeśli natomiast ktoś jeszcze nie podjął decyzji czy warto zmienić swoje życie, wspólnie z Ciotką Samantą możemy powiedzieć, że WARTO i wtórne jest określenie, czy trening będzie „wpi***lem” czy przyjemnością – liczyć będzie się przede wszystkim efekt, który na pewno pokochacie.
Pewne jest również to, że nie da się być obojętnym wobec zdrowego stylu życia.
