Rok temu, w marcu zaczęliśmy treningi w programie #biegajnazdrowie. Wtedy przebiegnięcie 5 km zajmowało mi około 35 minut, a o dystansie półmaratonu mogłem tylko pomarzyć. Mój wczorajszy „debiut” na dystansie 21,1 km pokonałem w 1.37.44 h. Gdybym pił, to otworzyłbym pewnie szampana:)
REKLAMA
Ten roczny dystans, którego uwieńczeniem był dla mnie niedzielny bieg to czas zmian. Z prawie 110 kg klocka wróciłem do czasów liceum i ważę 85 kg. Polubiłem poranne wstawanie na trening do tego stopnia, że nie potrzebuję już dziś budzika – trenuję koło 6.00. Znalazłem czas na bycie sam na sam ze sobą i refleksję nad rzeczami małymi i dużymi, której brakowało mi wcześniej. Zobaczyłem to właśnie dzięki perspektywie, jaką dało mi bieganie.
Dzięki!
To wszystko dzięki akcji PZU #biegajnazdrowie. Ale akcja to coś bezosobowego. Za nią stoją przecież ludzie. Dzięki Aniu za porady dotyczące rozciągania i fizjoterapię, która dla mnie osobiście jest najtrudniejszym punktem treningowym. Dzięki Grzesiek za cierpliwość do mojej osoby i wiecznego zmieniania treningów – należę do tych, którym zawsze za mało i za wolno :). Dzięki Justyna za diety, choć zawsze wpisujesz mi w nie avocado, mimo że go nie jem. Dzięki Agata za wymyślenie całego programu i jego realizację. #biegajnazdrowie zmienił wiele osób, w tym mnie. Dzięki w końcu wszystkim uczestnikom programu. Lokalna grupa wsparcia na Facebooku działa :).
Bieg
Po tym przydługim wstępie przejdę jednak do meritum. W końcu wpis miał być o bieganiu, a konkretniej o niedzielnym półmaratonie. Jak wszystko w programie #biegajnazdrowie i ten start był perfekcyjnie przygotowany – nie będę już wspomniał o roku przygotowań :).
3 tygodnie wcześniej, na próbę, pierwszy raz przebiegłem półmaraton w Wiązownie. Czas 1.45.30 nastroił mnie optymistycznie i sprawił, że zaplanowałem „rozmienienie 1,40 zł”. Wieczorem, przed biegiem przygotowałem sobie sprzęt. Zadbałem nawet o tabletki przeciwbólowe – mam problemy z kolanami (dzięki Weronika:)).
3 tygodnie wcześniej, na próbę, pierwszy raz przebiegłem półmaraton w Wiązownie. Czas 1.45.30 nastroił mnie optymistycznie i sprawił, że zaplanowałem „rozmienienie 1,40 zł”. Wieczorem, przed biegiem przygotowałem sobie sprzęt. Zadbałem nawet o tabletki przeciwbólowe – mam problemy z kolanami (dzięki Weronika:)).
W niedzielę rano obudziłem się już o 5.30, po raz kolejny sprawdziłem pogodę i czekałem. Wyruszyłem o 8.20, aby spokojnie dotrzeć na strat i zdążyć się przed nim rozgrzać. Na ręku, zielonym markerem napisałem sobie jaki czas powinienem mieć na 5, 10 i 15 km tak, aby osiągnąć cel czyli zejść poniżej 1.40 h. Na Placu Piłsudskiego czekał na mnie namiot PZU Sport Team (Stowarzyszenie sportowe mojej firmy), w którym w komfortowych warunkach mogliśmy się przebrać i zostawić rzeczy, a po biegu czekał na nas masaż, posiłek i napoje. Atmosfera jak zwykle była świetna. Szczególnie, że z PZU biegła nas dziś w półmaratonie ponad setka. Wielkie podziękowania dla wolontariuszy zarówno z sekcji jak i Fundacji PZU za przygotowanie tego miejsca :).
Wystartowaliśmy punktualnie o 10.00 i od razu narzuciłem odpowiednie tempo. Odpowiednie, a nawet trochę wyższe niż sugerował trener. Założyłem, że jeśli je wytrzymam to złamię barierę i będzie super. Jeśli nie, to i tak doczłapię do mety i wstydu nie będzie. I tak zamiast planowanych 23.20 na 5 km udało mi się przebiec w 21.30, zamiast planowanych 46.40 na 10 km w 45.03 i zamiast planowanych 1.10.00 na 15 km w 1.07.52. Zostały mi aż 32 minuty, aby przebiec ostatnie 6 km – wiedziałem już, że będzie dobrze. Do mety nie zmieniałem tempa i udało mi się dowieźć wynik. Na samym końcu, zebrane przy pl. Piłsudskiego osoby dodały mi dodatkowo siły i poniosły do mety. Szkoda, że tak mało warszawiaków kibicowało nam na trasie, bo mogło być jeszcze lepiej:).
Podsumowując – udało się. Kolejny sprawdzian we wrześniu. W tej chwili nie wiem jak, ale tym razem trzeba będzie pokonać 42 km. To, że przebiegnę lub doczłapię jest pewne. Jest jednak cel – to musi stać się poniżej 3 godzin i 30 minut. Grzesiek, myśl więc już teraz jak to zrobić. Moją żonę natomiast proszę o wyrozumiałość, choć po to wstaje tak rano, aby czasu na bieganie nie zabierać rodzinie. Do zobaczenia na mecie PZU Maratonu Warszawskiego.
