„Gdy emocje już opadną, jak po wielkiej bitwie kurz…” - śpiewa Perfect. Choć bitwy nie było, to emocji cały kalejdoskop i trudno się od nich uwolnić, a raczej trudno z nich zrezygnować – chciało by się krzyczeć – RADOŚCI TRWAJ!!!! :)
REKLAMA
Mijają właśnie dwa tygodnie od 10. PZU Półmaratonu Warszawskiego lecz wciąż nie cichną pytania: jak po biegu? Jak się mam? Jak było? Co dziś, z tym doświadczeniem, które mam zrobiłabym inaczej??? No właśnie – co? Nic!!! Było idealnie: kolorowo, radośnie, słonecznie, sportowo i po prostu cudnie :). To niedzielne wydarzenie, jak pisałam w poprzednim wpisie, było zupełnie niesamowite i emocjonujące, lecz nie miałam pojęcia, że stanie się także takim „wyzwalaczem” dla nieoczekiwanych miłych zdarzeń. Powróciły dawno zaniedbane znajomości, uruchomiły się zażyłości uśpione na lata, a i ludzie wokół mnie uaktywnili się trochę – to jest fajne, to daje motywację, satysfakcję i siłę.
I mam takie swoje małe przekonanie, że także My – uczestnicy programu „Biegaj na zdrowie” – jesteśmy sobie jakby bliżsi :). Teraz połączeni już nie tylko żmudną pracą, męczącymi treningami, „kazaniami” Trenera, ale także niewątpliwym pierwszym poważnym sukcesem.
W tym miejscu jest także czas na wyznanie. Zatem wyznaję, że bycie w naszej biegowej, kolorowej, ambitnej, nie zawsze zdyscyplinowanej, ale zawsze uśmiechniętej drużynie jest dla mnie wciąż coraz bardziej zachwycające. Fascynuje mnie ta różnorodność, wzbogaca mnie ta inność. Bo jak nie uwielbiać Pawła co zadaje cudownego, modowego szyku czy Majeczki co zachwyca mnie pisaniem, mimo swego młodziutkiego wieku, przemądrych tekstów na swoim wcale nie sportowym blogu („Prosto z mostu”- polecam). Podobnie nasz Dobry Duch Opiekun – Agata – co od niedawna „na wszystko ma wybiegane” i goni nas w naszych wynikach, wysiłkach i osiągnięciach. Przyznam się, no przyznam to wreszcie – chwilami mnie nawet zawstydza. Podoba mi się poukładanie i opanowanie, a przy tym błyskotliwe poczucie humoru Ewy i jej delikatność oraz wielka siła Moniki. Maciek i Krzysiek – prawdziwi ścigacze – dla Was ukłony za nieosiągalne dla mnie prędkości :).
Tak, ten wpis jest dedykacją dla moich Przyjaciół Współbiegaczy…Takie małe podziękowanie za wspólny czas, za żarty, uśmiechy, zaczepki, za poklepywanie po ramieniu, za dobre słowa – kiedy było ciężko. Za złożoną przez Pawła (mam to na piśmie:)) obietnicę, że damy radę :) !!!!
Pierwsza część przygody za nami. A przed nami?? Znów dużo biegania i wysiłku, choć już nie zostało tak dużo czasu. Wierzę, że to będzie okres wspólnego dokazywania, dopingowania, wspierania i stresowania – bo jakoś w grupie mniej się jego skutki odczuwa.
Siedmioro Nas. Siódemka – liczba od zawsze magiczna. I to moja jest liczba – to aż nadto szczęścia!!! Zatem do szczęśliwego spotkania na naszej upragnionej, wymarzonej mecie na 42 kilometrze – W KOMPLECIE!!!! :) I aż boję się pomyśleć jak będzie wyglądało, ile kalorii będzie kosztowało i ile będzie wówczas trwało nasze świętowanie :).
