Sylwia Stachowicz
Sylwia Stachowicz fot: Teodor Klepczyński

Dlaczego do tej pory nie biegałam??? Bo całą energię, fantazję i czas zabierało mi kibicowanie, wspieranie tych, co na starcie, na trasie, potem na mecie – dziesiątek, połówek i maratonów wreszcie... Ech, znudziło mi się w końcu stanie po tej biernej stronie barierek :)

REKLAMA
Dlaczego lub raczej dzięki komu to zmienię?...
Od wielu miesięcy z podziwem, szacunkiem i zazdrością patrzyłam na bliskich mi ludzi, jak cudownie zmienia ich bieganie, jak smukleją, więcej się śmieją, mniej narzekają i jak najtrudniejsze sprawy, decyzje układają w głowach podczas tych przebiegniętych godzin. Jak porzucili magicznie słowa „nie da się”, „niemożliwe”, jak z chaotycznych stają się w miarę uporządkowani – choć wcale nie nudni. :) Cudowna sprawa – mogę z całą pewnością rzec, że jestem zainfekowana, zarażona, porwana – ZAINSPIROWANA!!! To chyba dobre miejsce i czas na podziękowania – więc dziękuję za te wszystkie przecudne biegowe emocje, które stały się moim udziałem, za stresy, zwątpienia, wielkie zwycięstwa, które sprawiły, że dziś i ja zgodnie ze wskazówkami Trenera Zwierza BIEGNĘ przed siebie prawie codziennie!!!! :)
Pobiegnę bo...
Bo wbrew temu, co wciąż głoszą komentarze w moim ulubionym klimacie: „w twoim wieku???”, „nie za późno?”, „odbiło Ci?” – Życie nie zaczyna się ani po czterdziestce, ani po trzydziestce, tylko wtedy, kiedy chcesz i jest takie, jakie chcesz by było! A mnie wciąż intryguje to, co nowe i nieznane, kręci mnie każde ciekawe wyzwanie i boję się nudy w życiu, boję się jej strasznie – zdecydowanie wolę być ciągle w „niedoczasie”.
Bo może jednak zgodnie z opinią społeczności trzeba stać się odpowiedzialną po czterdziestce. :) ...a ja w porywie serca i dlatego, że spełniają mi się marzenia, przygarnęłam ze schroniska piękną sunię. Miała być nieduża… Jest piękna, radosna i wieeelka!!! I potrzebuje, przebiec 15 kilometrów co dnia. I chyba nie jest dumna z mojego zaledwie truchtania. Do równego biegania z nią potrzebna mi jest forma – teraz przy pomocy tych wszystkich cudownych ludzi, których mam wokół siebie (trenera, fizjoterapeuty, dietetyka) to się zmieni. Już dziś, po pierwszych treningach, konsultacjach i zaleceniach wiem, że to nie żart i zabawa, że to poważna sprawa, że to zmiana traktowania siebie, i podoba mi się to. Mam tylko nadzieję, że wytrwam, że bardziej się siebie nauczę, że siebie polubię... :)
logo
Sylwia na treningu z Moniką fot: Teodor Klepczyński

Kiedyś ktoś powiedział mi, że w życiu trzeba mieć i lepić swoje dzieło. Moje własne, które mi dotąd mocno wypełniało życie, angażowało, absorbowało, radowało, a czasem strasznie złościło już wyrosło, wydoroślało, wyprzystojniało, zaczęło swoje własne, niezależne i szczęśliwe życie... Pozostało mi dużo przestrzeni i czasu do zagospodarowania i wiem, na pewno to wiem, że w życiu nic nie dzieje się przypadkiem i że wszystko dzieje się we właściwym czasie. Dowodem tego - program PZU, moje zgłoszenie się do niego pół żartem i ku wielkiemu zaskoczeniu – zakwalifikowanie. Ku mojemu zdziwieniu z powodzeniem zaliczone każde zadane lekarskie badanie – to dobry znak. Nigdy dotąd nie wpadłam na pomysł, by przyglądać się sobie – teraz dwie prześliczne kobiety (dietetyczka i fizjoterapeutka) – swoimi zaleceniami mnie do tego zmuszają, właściwie to złe słowo – zachęcają, zaciekawiają, oczekują rozmów o rezultatach.
logo
Sylwia podczas ćwiczeń na treningu z trenerem fot: Teodor Klepczyński

Maraton – w nim dla zwycięzcy (a każdy jest nim na mecie przecież) wieniec laurowy. Mój już obiecałam komuś ważnemu i niezwykłemu. Teraz pozostaje go wywalczyć i to kolejny powód, by się ze sobą zmierzyć. Znalazłabym ich jeszcze całe setki:
- bo chcę umieć być dla siebie ważna,
- bo chcę pamiętać ile radości jest w rzeczach najprostszych,
- bo to bezkosztowy i najlepszy zastrzyk radosnych endorfin,
- bo lubię makaron i czekoladę, ale za nic nie chciałabym musieć rezygnować z garderoby, co mieszka w mojej szafie,
- bo nie znoszę powtarzalności i braku przestrzeni w siłowniach,
- bo chcę chodzić latem bez stresu w ulubionych krótkich szortach,
- bo chcę spotykać się z ludźmi, co mają pasję i z nich czerpać,
- bo po pięciu minutach biegu przechodzi złość i brak humoru, a po dziesięciu jestem już na zdrowym LEGALNYM haju,
- bo nie lubię cellulitu,
- bo bieganie pozwala mi się mierzyć ze słabościami,
- bo przełamuję strach biegając nocą, biegając po pustych drogach. Ten strach przed samotnością...
Bo mam też takie małe marzenie, pragnienie podszyte nadzieją – że jeśli mi się uda, wszystko inne też takie będzie – MOŻLIWE!!!
Odwiedzam w Centrum Zdrowia Dziecka małego, bardzo chorego, za to zachłannego życia jak nikt inny, Dominika. Mojego małego bohatera, dzięki któremu już nigdy nie odważyłabym się narzekać. Wyznałam mu, że przebiegnę maraton, że to strasznie daleko, że biegnie się długo, że boli potem wszystko – na co odrzekł mi ten malec, że jak tego dokonam, to on wyzdrowieje!!! :)
Zakład jest zakład – biegnę by wygrać – ta gra wszystkiego warta!