Dziś podążam tropem staropolskiej jajecznicy, śledząc jej historyczne formy na podstawie receptur z "Compendium ferculorum albo zebrania potraw" z 1682 roku i "Mody bardzo dobrej smażenia różnych konfektów" z około 1686 roku. Ponieważ już za parę tygodni ukaże się drukiem trzeci tom naszej wydawanej przez Muzeum Pałac w Wilanowie serii "Monumenta Poloniae Culinaria" obiecuję jeszcze dokładkę (nie tylko jajecznicy) z "Kucharza doskonałego" z 1783 roku.
REKLAMA
Kuchnia staropolska (tzn. sprzed rozbiorów, a nie z czasów bigosowego socjalizmu) kojarzy nam się z takimi dziwactwami jak „kapłon we flaszy” czy opisanym przez Mickiewicza w "Panu Tadeuszu", a zaczerpniętym z dzieła Czernieckiego, podanym w całości szczupakiem, który od strony głowy był smażony, w środku gotowany, a od ogona pieczony.
Ponieważ historykom obyczajów takie opisy z niczym się nie kojarzyły, to uznali je za wyjątkowe, czyli polskie, a nawet sarmackie. Obie te „potrawy” były znane i opisywane w całej prawie ówczesnej Europie, ale ponieważ o tym nie wiedzieliśmy, to stały się one dowodem na istnienie kuchni sarmackiej - swoistej antykuchni, czyli takiej, której wyznawcy nie interesują się jedzeniem, pozostawiając to mniej poważnym i nie tak dzielnym narodom. Tymczasem obie te potrawy w czasach Czernieckiego były już tylko kulinarnymi żartami, a w dziele ojca kuchni polskiej opisano przede wszystkim dania o wiele bardziej praktyczne, proste, a nawet banalne.
Taką właśnie banalną recepturą jest „Jajecznica prosta”. I trudno chyba o potrawę prostszą. Ponieważ jest ona króciutka, to zacytujemy ją w całości:
Rozbij jajec, wlej na masło w rynkę, a usmażywszy, daj z rynką na stół. Możesz też cebulki młodej, zielonej albo pietruszki drobno ukrajać.
Nieco inną jej wersją jest jajecznica ze śmietaną, a jeszcze inna to jajecznica z winem. Czerniecki radził też, by jajecznicą na słodko nadziewać naleśniki. Ciekawy, charakterystyczny dla kuchni staropolskiej pomysł na użycie prostej zdawałoby się jajecznicy autor przedstawił w przepisie na „Tort jajeczny”. Lekko tylko podsmażone jajka kazał doprawić cytryną, rodzynkami i cukrem, dodać do tego cynamonu i zapiec w cieście. Staropolski kuchmistrz opisał też podobny tort z czymś w rodzaju omletu, same omlety i różne połączenia jaj z mlekiem, często na słodko.
Dziwna jajecznica pojawia się za to w „Modzie bardzo dobrej smażenia różnych konfektów…”. Jest ona dziwna dlatego, że jest postna - surowy staropolski post polegał przecież na powstrzymywaniu się nie tylko od jedzenia mięsa, ale także i masła, mleka czy jaj. Opisana w radziwiłłowskiej książce kucharskiej „jajecznica” była postna, bo nie było w niej jaj. Tak jak Czerniecki opisywał „kuropatwy” z siekanych ryb, a autor „Mody bardzo dobrej…” w innym miejscu radził przyrządzać „cielęcinę” ze szczupaka, tak i postna „jajecznica” jest czymś, co jajecznicę tylko udaje. Miała ona nie tylko bawić oczy, udawać coś innego, ale i w jakiś sposób oszukiwać zmysł smaku, tak jednak, by nie łamać uświęconego przez religię postnego tabu jajecznicy. Tytułem krótkiego wyjaśnienia dodam tylko, że postną jajecznicę przygotowywano z roztartego maku, a do jajecznicy upodobniał go dodatek rodzynek i cukru (tak po staropolsku).
Inny przykład wariacji na temat jaj to opisana również w „Modzie bardzo dobrej…” „Jajecznica skopowa”, czyli przyrządzana na soku, który wyciekł z pieczonego na rożnie udźca baraniego. Takiej „skopowej” jajecznicy aromatu dodawały jeszcze sok z cytryny i starta gałka muszkatołowa. Następnie należało „przysmażyć tego dobrze” i koniecznie zaraz z ognia jeść w skok w skok.
A więc - w skok w skok - na jajecznicę!
