Eliza Michalik
Eliza Michalik Fot. Tadeusz Wypych/REPORTER

Nie lubię języka niektórych posłów opozycji i publicystów, którzy usiłują być zabawni i błysnąć intelektem, a wyrządzają olbrzymią szkodę polskiej demokracji, posługując się językiem bagatelizującym największe przestępstwa i nadużycia popełniane przez polityków PiS.

REKLAMA
Kiedy sejmowe komisje finansów i samorządu terytorialnego znienacka przegłosowały poprawkę zwiększającą dochody samorządów w związku z programem Polski Ład, a posłowie PiS zareagowali na to złożeniem i przegłosowaniem wniosku o cofnięcie prac do stanu sprzed jej rozpatrzenia, to opozycja nie powinna była mowić o reasumpcji głosowania i kolejnym "witkowaniu" w Sejmie.
Powinna była mówić o rażącym naruszaniu prawa i nieuznawaniu wyniku głosowań, co praktycznie narusza konstytucję i paraliżuje polski parlamentaryzm. Jeśli jest tak, a jest i to nie po raz pierwszy, że Sejm coś przegłosowuje, a PiS tego nie uznaje, to możemy mówić o tym, że Sejm działa już tylko fasadowo. PiS w istocie likwiduje w ten sposób polski parlamentaryzm i pozbawia obywateli, którzy przecież oddali swój głos na konkretnych posłów głosu. Bo przecież odbierając głos posłom, odbiera się go tak naprawdę obywatelom, których reprezentują.
Nie znoszę tych wszystkich barwnych epitetów i epickich określeń, heheszków, że w Sejmie się "witkuje”, a Kaczyński to rozpieszczony bachor. Czy naprawdę dorosłym ludziom, którzy na polityce zjedli zęby, trzeba tłumaczyć, jak bardzo szkodzą w ten sposób sprawie, którą reprezentują?
Język jest niezwykle ważny, na miłość Boską!
Zostało to napisane i powiedziane, zbadane i pisane tysiące razy – tak wiele, że aż wstyd powtarzać to po raz kolejny. I wstyd, że trzeba.
Granice naszego języka, co pięknie i słusznie ujął w słowa Wittgenstein, określają granice naszego świata.
Czytaj także:
Rzeczy, których nie umiemy właściwie nazwać, zaczynamy błędnie rozumieć, widzieć w niewłaściwym świetle. Jeśli coś umniejszamy i wyszydzamy, zmieniamy sposób, w jaki to jest postrzegane, odbieramy temu znaczenie, sprawiamy, że stopniowo staje się niewidzialne i nieważne. Jeśli coś wyolbrzymiamy, to w oczach ludzi urasta czasem do niebotycznych i zupełnie nieadekwatnych rozmiarów.
Dlatego nie ma ważniejszej rzeczy w dyskursie publicznym, niż danie każdej rzeczy właściwego słowa. Nie ma! Rzeczy nie istnieją w społecznej wiadomości obiektywnie – istnieją tak, jak są opisywane.
To jest przecież powód, dla którego propaganda, nawet toporna, prostacka i w oczywisty sposób kłamliwa, jest tak niebywale skuteczna: ponieważ większość ludzi nie zadaje sobie trudu krytycznego myślenia i docierania do prawdy o rzeczach i zjawiskach, ani nawet nie ma takiej możliwości.
Zdobywając wiedzę, a raczej coś, co uważają za wiedzę, bazują wyłącznie na tym, co się o czymś mówi, jaką historię opowiada się na temat jakiejś osoby, zdarzenia i zjawiska – i to właśnie uznają za prawdę. Wszechobecne dziś technologie i media społecznościowe, które dla większości społeczeństwa są dziś najważniejszym źródłem wiedzy o świecie, umożliwiają zaś nieograniczoną dystrybucję tych historii. I już.
Kto jak kto, ale politycy i dziennikarze, ludzie na co dzień zawodowo i profesjonalnie zajmujący się słowem, wiedzą, jak bardzo ważne – najważniejsze! – jest mówienie rozważne i adekwatne. Nazywanie rzeczy po imieniu we właściwy sposób i właściwymi słowami.
Pieszczotliwości, nawet uszczypliwe, zdrobnienia, nawet obraźliwe, złośliwostki i heheszki, podśmiechujki i ironiczne żarciki sprawiają, że w odbiorze społecznym traktowana w ten sposób sprawa, wina, złamanie prawa, tracą rangę i powagę niezbędne by rzecz potraktować serio.
I co, będziemy poźniej jako społeczeństwo chcieli sądzić polityków i skazywać na wiezienie, stawiać przed Trybunałem Stanu za "witkowanie”,? Kaczyńskiego za "bycie bachorem”? Bagatelizowanie na poziomie języka na dłuższą metę daje politykom PiS, którzy lamią prawo, polityczną licencję na zabijanie, gwarancję bezkarności.
Jeśli naprawdę robią – i to każdego dnia – straszne rzeczy, łamią prawo, lamią granice, likwidują parlamentaryzm, tak należy o tym mówić – zawsze, konsekwentnie, i ciągle tak samo, aż do znudzenia. Solidarnie. A później, równie konsekwentnie, ich za to ukarać.
Na tym polega sprawiedliwość, przyzwoitość, prawo i porządek To jest godne szacunku i ma, także bardzo ważny, walor edukacyjny i obywatelski. Ludzie widzą, że mówi się tak jak jest i nazywa przestępców przestępcami, po imieniu. Że nie rozwadnia się i nie rozmywa, a winni zostaną ukarani, nawet jeśli trzeba będzie na to poczekać. Jeśli tego nie ma, zaczyna się społeczna degrengolada, a ludzie zamiast postaw obywatelskich zaczynają uczyć się cwaniactwa i cynizmu.