
Nie ma dziś w Polsce większego problemu niż drożyzna. Podwyżki odczuwają w portfelach nie tylko „zwykli” Polacy, ale i przedsiębiorcy, którzy zaczynają zamykać swoje biznesy. Media pełne są głośnych przykładów firm, które, choć działały od wielu lat i przetrwały dwa lata pandemii, Polski Ład zmusił do zamknięcia się. Jakie jest antidotum rządu na ten największy kryzys od lat?
REKLAMA
Zweryfikowanie Polskiego Ładu i odroczenie wprowadzenia go do czasu, gdy zostanie rzeczywiście solidnie opracowany? Obniżka podatków? Uproszczenie biurokracji tak, żeby Polacy mogli zarabiać na swoje potrzeby? Zmiany umożliwiające oddech małym przedsiębiorcom, choćby wprowadzenie wreszcie sensownego systemu wrzucania kosztów prowadzenia firmy w koszty, czyli dokonywania dużych odliczeń podatkowych?
A może PiS-owski rząd i większość w sejmie postanowiły zachęcić do inwestowania odpływający kapitał zagraniczny? Lub drastycznie obniżyli podatki? Mają plan ograniczenia zadłużania Polski? A może chociaż zaczną przestrzegać prawa po to, żeby Polacy dostali z UE miliardy na odbudowę kraju po pandemii?
Nie. Żadna z tych rzeczy. Rząd postanowił za to wprowadzić regulowane ceny i wysłać urzędników państwowych, którzy będą donosić na przedsiębiorców nie realizujących niekorzystnej dla nich polityki partyjnej.
Czytaj także: Ceny rosną i to jest fakt. Inflacja w grudniu ubiegłego roku wynosiła 6,8 procent, dziś, kilka tygodni później wynosi niemal 8 i wciąż rośnie. Eksperci mówią, że spokojnie będzie dwucyfrowa. Ceny gazu i prądu natomiast podskoczyły od 20-40 procent, jak chciałby rząd do kilkuset procent, w niektórych wypadkach, jak donoszą obywatele, pokazując swoje rachunki w mediach społecznościowych.
Rosną też na łeb na szyję ceny towarów i usług, co powoduje, że dla wielu stają się trudniej dostępne, a dla niektórych - poza zasięgiem. Czego skutkiem jest szybkie i drastyczne obniżanie jakości i poziomu życia, a podwyższanie poziomu stresu i lęku. Sondaż IBRIS z października 2021 roku jasno pokazał, że niemal wszyscy Polacy (92 procent) niepokoją się wzrostem cen, a niewiele mnie, bo 72,7 procent, boi się o przyszłość swoją i swojej rodziny.
To oznacza, że nie ma już w Polsce ludzi, poza może robiącymi majątki życia politykami i działaczami Prawa i Sprawiedliwości, którzy nie mieliby po kilku latach rządów PiS syndromu stresu pourazowego. Większość z nas nie pamięta już, jak żyło się bez towarzyszącego nam na co dzień uczucia napięcia i strachu.
Regulowanie cen do którego przymierza się rząd PiS, to praktyka krajów autorytarnych i totalitarnych, w których nie ma wolności gospodarczej. Polega na tym, że ceny towarów i usług ustalane są odgórnie przez polityków partii rządzącej, według ich widzimisię, a przedsiębiorcy, którzy się do nich nie stosują są piętnowani, karani i prześladowani politycznie jako „spekulanci”.
Czytaj także: Otóż pod koniec stycznia pracownicy Państwowej Inspekcji Handlowej ruszą w teren, żeby zbadać, czy w reakcji na obniżenie przez rząd VAT na żywność, sprzedawcy obniżyli ceny. Mylicie się jednak, jeśli uważacie, że PiS chce w ten sposób tylko sprawdzić, czy nie zapłacicie za dużo. Skąd! Pracownicy PIH będą także musieli kontrolować, czy przy cenach towarów i usług jest tabliczka z informacją, że… od lutego do końca lipca obowiązuje wprowadzona przez rząd obniżona stawka na artykuły spożywcze, co jest oczywiście zbędnym dodatkiem czysto propagandowym.
Na koniec ciekawostka: o krwiożerczych „spekulantach” zaczęła już mówić propaganda PiS, co oznacza, że lada dzień szczucie i nagonka na przedsiębiorców ruszy na całego. Zapnijcie pasy, bo nacjonalistyczny, autorytarny, populistyczny rząd rozgląda się za kozłem ofiarnym. Czyjeś głowy spadną i zapewniam - nie będą to głowa prawdziwych winnych.
