REKLAMA
W loży prasowej Paweł Lisicki właśnie skomentował, że słowa sędziego o "stalinowskich metodach" stosowanych przez CBA w sprawie doktora G. świadczą o tym, że Igor Tuleya wychodzi z roli sędziego i angażuje się politykę. Jestem zażenowana poziomem wiedzy byłego redaktora naczelnego dziennika "Rzeczpospolita", od którego, choćby z powodu pełnionej funkcji, należy wymagać minimum orientacji w temacie o którym z tak poważną miną i wielką pewnością w głosie się wypowiada.
Zgodnie z prawem OBOWIĄZKIEM każdego polskiego sędziego jest MERYTORYCZNA OCENA prowadzonego śledztwa, a w razie stwierdzenia nieprawidłowości, doniesienie o nich do prokuratury. Sędzia Tuleya musiał więc ocenić pracę CBA i widząc nieprawidłowości zaregować - inaczej złamałby prawo. OBOWIĄZKIEM sędziego jest także uzasadnienie wystawionej (wtym wypadku bardzo złej oceny) pracy organów ścigania. I tu dochodzimy do sformułowania "metody stalinowskie", które w przypadku CBA jest po prostu stwierdzeniem faktu, a nie jak próbuje nam wmówić skrajnie niekompetentny Lisicki "wchodzeniem sędzego w rolę polityka czy publicysty".
Jeśli Paweł Lisicki nie wie, w jakich czasach do akceptowanych metod policyjnych należało przesłuchiwanie staruszek o północy i mówienie "my i tak już wszystko wiemy, wieć proszę się przyznać, bo jeśli nie - schorowany mąż zostanie bez opieki" - to niech się dokształci, a nie występuje w Loży Prasowej i korzystając z uprzywilejowanej funkcji lidera opinii publicznej opowiada jawne bzdury. Naprawdę, apeluję do prowadzących programy publicystyczne o wymaganie od gości minimum kompetencji i prostowanie oczywistej skrajnej niewiedzy.