Z działań matematycznych Polacy kochają mnożenie. Mnożymy stereotypy, dzieci w biedzie, przepisy podatkowe, kłopoty z prawem, przywileje dla grup społecznych, święta kościelne, ofiary katastrofy smoleńskiej, które przeżyły katastrofę. Dzielenia nie lubimy. Codziennie w moim telewizorze, ktoś komuś zarzuca "dzielenie Polaków", a ja wtedy myślę: brawo! Bo bycie naprawdę podzielonym, stanowcze opowiedzenie się za taką czy inną opcją wymaga posiadania poglądów i czegoś, czego w Polsce od dawna bardzo mi brakuje i za czym tęsknię - myślenia. I jeszcze raz myślenia. W każdej najmniejszej sprawie.
REKLAMA
Dziś dzielenie wychynęło z sondy na portalu wpolityce.pl, kóry zapytał, kto dzieli Polaków w sprawie tragedii smoleńskiej, kto jest winny?
No więc pytam: czemu winny? Jak to winny? Czy różnić się poglądami to jakaś zbrodnia? Czy mieć odmienne zdanie to oznaka choroby? Jak ci wszyscy zwolennicy zgodności wyobrażają sobie demokrację u diabła? Że będziemy pić sobie z dzióbków, a w razie różnicy zdań, po prostu - w imię grzeczności siedzieć cicho? Najlepsi ludzie w dziejach ludzkości byli niegrzeczni i nie siedzieli cicho, bo gdyby siedzieli, kobiety nie mogłby dziś studiować, czarni uprawiali pola bawełny, nie byłoby rozwodów, praw człowieka, postępu, nauki, sekcji zwłok, przeszczepów, lotów w kosmos i wielu demokratycznych krajów - na przykład Polski.
Sądzę, że zwolennicy narodowej zgody we wszystkim, od Smoleńska, poprzez invitro, krzyż w sejmie i podatki zapominają, że prawdzwy problem tkwi w tym o co się dzielimy i jak - czy ładnie, choć hałaśliwie, czy obrzydliwie (np. wyzywając bliźnich od zdrajców i pomawiając o zoofilię - jak w przypadku ataków na homoseksualistów), a nie że w ogóle.
