Wykład księdza Oko w sejmie pokazuje, że edukacja i wiedza są tlenem demokracji, która bez nich zanika, a z nią postęp, tolerancja, prawa człowieka, a nawet zdrowy rozsądek. Jednak, dokładnie z tego właśnie powodu, powszechny brak wiedzy i edukacji jest kościołowi katolickiemu bardzo na rękę – bo niewykształconym społeczeństwem łatwo jest manipulować. Takiemu społeczeństwu można grać na uczuciach i wreszcie, takiemu społeczeństwu, wykorzystując jego rozbuchane emocje, łatwo jest wszystko wmówić. Ludzie wyedukowani nie poddają się łatwo manipulacji, znają swoje prawa i potrafią je egzekwować, a w razie potrzeby – ich bronić. Wiedzą, jak argumentować i jak uchronić się przed wykorzystaniem – w każdej dziedzinie. Znienawidzony przez kościół katolicki wielki filozof, Fryderyk Nietzsche, mawiał co prawda, że największym wrogiem prawdy nie są fakty, lecz przekonania - jednak i przekonania, zwłaszcza te urągające rozumowi - znacznie łatwiej powstają i utrwalają się w umysłach wyjałowionych, nie skażonych jakąkolwiek rzetelną informacją na jakikolwiek temat.
Wiele oczywistych dziś osiągnięć prawnych, jak penalizacja gwałtów małżeńskich czy przemocy w rodzinie poprzedzało - po prostu - edukowanie kobiet o ich prawach, wzrost ich samoświadomości.
Byłoby to z olbrzymią korzyścią dla nich, bo umożliwiłoby realną obronę przed pedofilami już na pierwszym, najbardziej groźnym poziomie, poziomie zaczepki, niedozwolonych słów i gestów. Dzięki edukacji - nie bójmy się to powiedzieć - seksualnej - dzieci uzyskałyby też szereg nie mniej ważnych korzyści ubocznych: wiedzę, że nie każdy dorosły jest dobry, że dzieci nie są podległe dorosłym z zasady, że mają własny rozum i mogą go używać do swojej oceny sytuacji i obrony – gdy zajdzie taka konieczność. Wreszcie, że mogą, mają prawo w określonych sytuacjach powiedzieć dorosłemu „nie”. Że ich ciało i samopoczucie jest ważne. Że są podmiotem, nie przedmiotem. Takie dzieci nie dadzą się wykorzystać pedofilowi bez krzyku, bez protestu, a nawet wykorzystane, powiedzą o tym, pójdą po pomoc. I mam wrażenie, że tego właśnie – końca uległości swoich ofiar, końca swojej bezkarności boją się pedofile i ich obrońcy. Księża atakujący gender prawdopodobnie boją się dokładnie tego samego: że wykorzystywane przez nie kobiety, dzięki sprawności katolickiej propagandy nieświadome dotąd jak skrajnie niska, służalcza i służebna jest ich pozycja, przejrzą na oczy. I - o zgrozo - pojmą - jak przez lata pasożytowali na ich pracy mężczyźni, roszczący sobie prawo do rządzenia nimi na podstawie ciemnoty wciskanej im w miejsce rzetelnej wiedzy i dla niepoznaki nazywanej uczenie "prawem naturalnym".
I jak sądzę, właśnie dlatego wiedza i edukacja – zwłaszcza genderowa i seksualna są tym, czemu polski kler katolicki przeciwstawia się całym swoim jestestwem, rzucając na szalę swój autorytet.
Sądzę jednak, że profesorowie, kierowani szlachetną intencją nie do końca pojmują powagę sytuacji: polski kler katolicki nie walczy z edukacją ot tak sobie, przez przypadek. Osobiście uważam, że to walka systemowa, prowadzona konsekwentnie, z rozmysłem i o dużą stawkę .
