Wykład księdza Oko w sejmie pokazuje, że edukacja i wiedza są tlenem demokracji, która bez nich zanika, a z nią postęp, tolerancja, prawa człowieka, a nawet zdrowy rozsądek. Jednak, dokładnie z tego właśnie powodu, powszechny brak wiedzy i edukacji jest kościołowi katolickiemu bardzo na rękę – bo niewykształconym społeczeństwem łatwo jest manipulować. Takiemu społeczeństwu można grać na uczuciach i wreszcie, takiemu społeczeństwu, wykorzystując jego rozbuchane emocje, łatwo jest wszystko wmówić. Ludzie wyedukowani nie poddają się łatwo manipulacji, znają swoje prawa i potrafią je egzekwować, a w razie potrzeby – ich bronić. Wiedzą, jak argumentować i jak uchronić się przed wykorzystaniem – w każdej dziedzinie. Znienawidzony przez kościół katolicki wielki filozof, Fryderyk Nietzsche, mawiał co prawda, że największym wrogiem prawdy nie są fakty, lecz przekonania - jednak i przekonania, zwłaszcza te urągające rozumowi - znacznie łatwiej powstają i utrwalają się w umysłach wyjałowionych, nie skażonych jakąkolwiek rzetelną informacją na jakikolwiek temat.

REKLAMA
Świadomość własnych praw, świadomość, jak postępować, kiedy ktoś chce je nam odebrać, chce nas skrzywdzić, to ważna broń w walce o prawa człowieka i prawa obywatelskie, utrzymanie pozycji słabszych wobec natarcia silnych. Nie tak dawno kobiety dzięki wiedzy, że są równe mężczyznom, że są równie wartościowe jak oni, uwierzyły w siebie i sięgnęły też po prawa wyborcze, prawo studiowania na uniwersytecie i wykonywania – na równi z mężczyznami – zawodów dotąd zastrzeżonych tylko dla nich. Dziś są lekarkami, naukowczyniami, polityczkami, właścicielkami firm i (także dzięki gender) walczą o to, by sięgać dalej – po równe zarobki i wolność do decydowania o własnych ciałach.
Wiele oczywistych dziś osiągnięć prawnych, jak penalizacja gwałtów małżeńskich czy przemocy w rodzinie poprzedzało - po prostu - edukowanie kobiet o ich prawach, wzrost ich samoświadomości.
Tak jak pomogła kobietom, edukacja mogłaby pomóc dzieciom. Polskie dzieci, na wzór zachodnich, mogłyby się przecież nauczyć, jak odróżnić dobry dotyk od złego, co zrobić, dokąd pójść i komu się poskarżyć, kiedy dorosły dotyka w niedozwolonym miejscu i które miejsca są – i dlaczego – no właśnie, niedozwolone.
Byłoby to z olbrzymią korzyścią dla nich, bo umożliwiłoby realną obronę przed pedofilami już na pierwszym, najbardziej groźnym poziomie, poziomie zaczepki, niedozwolonych słów i gestów. Dzięki edukacji - nie bójmy się to powiedzieć - seksualnej - dzieci uzyskałyby też szereg nie mniej ważnych korzyści ubocznych: wiedzę, że nie każdy dorosły jest dobry, że dzieci nie są podległe dorosłym z zasady, że mają własny rozum i mogą go używać do swojej oceny sytuacji i obrony – gdy zajdzie taka konieczność. Wreszcie, że mogą, mają prawo w określonych sytuacjach powiedzieć dorosłemu „nie”. Że ich ciało i samopoczucie jest ważne. Że są podmiotem, nie przedmiotem. Takie dzieci nie dadzą się wykorzystać pedofilowi bez krzyku, bez protestu, a nawet wykorzystane, powiedzą o tym, pójdą po pomoc. I mam wrażenie, że tego właśnie – końca uległości swoich ofiar, końca swojej bezkarności boją się pedofile i ich obrońcy. Księża atakujący gender prawdopodobnie boją się dokładnie tego samego: że wykorzystywane przez nie kobiety, dzięki sprawności katolickiej propagandy nieświadome dotąd jak skrajnie niska, służalcza i służebna jest ich pozycja, przejrzą na oczy. I - o zgrozo - pojmą - jak przez lata pasożytowali na ich pracy mężczyźni, roszczący sobie prawo do rządzenia nimi na podstawie ciemnoty wciskanej im w miejsce rzetelnej wiedzy i dla niepoznaki nazywanej uczenie "prawem naturalnym".
I jak sądzę, właśnie dlatego wiedza i edukacja – zwłaszcza genderowa i seksualna są tym, czemu polski kler katolicki przeciwstawia się całym swoim jestestwem, rzucając na szalę swój autorytet.
Przyznają Państwo, że śmieszna jest już sama idea przeciwstawiania się wiedzy? Że w całym cywilizowanym świecie wiedzę się krzewi, na badania naukowe wydaje się olbrzymie pieniądze, by potem wcielać w życie wnioski z nich płynące? Że to właśnie edukacja pozwala maluczkim zyskać świadomość własnych praw i bronić się przed wykorzystywaniem?
Polska jest chyba jedynym krajem europejskim, w którym z edukacją, wiedzą i świadomością się walczy, zwalcza się ją wszelkimi dostępnymi metodami, próbując – jak słusznie napisali profesorowie w liście do biskupów – hamować wolność badań naukowych i postęp.
Sądzę jednak, że profesorowie, kierowani szlachetną intencją nie do końca pojmują powagę sytuacji: polski kler katolicki nie walczy z edukacją ot tak sobie, przez przypadek. Osobiście uważam, że to walka systemowa, prowadzona konsekwentnie, z rozmysłem i o dużą stawkę .
Nie można było zabronić księdzu Oko wykładu w sejmie? Pewnie nie. Ale jest to zdarzenie bez precedensu, które daje do myślenia. O ile jesteśmy społeczeństwem które jeszcze myśleć potrafi. Bo gdy przypatruję się niektórym naszym przedstawicielom w sejmie i ludziom, których uznają za autorytety, mam co do tego poważne wątpliwości.