Właśnie wróciłam z Indii, byłam tam zbyt krótko, żeby rzeczywiście je poznać, ale już te dwa tygodnie wystarczyły, żebym się teraz nie mogła pozbierać. Im dłużej się nad tym zastanawiam, tym mniej wiem, dlaczego tak się dzieje i za czym ta intensywna tęsknota.

REKLAMA
Byłam przede wszystkim w Kerali – to zachodnio–południowy stan, z najniższym odsetkiem analfabetyzmu (ok 10%) i najwyższym odsetkiem chrześcijan (20% ), ojczyzna teatru Kathakali i medycyny ayurvedyjskiej, byłam też (krócej) na Goa i w Bombaju.
Wiem, że do Kerali będę wracać, właściwie szczerze powiedziawszy nie mam już ochoty jeździć gdziekolwiek indziej. Przed oczami mam wciąż ulice jej stolicy Trivandrum zapełnione mieniącymi się barwami tradycyjnych sari, w które ubierają się tam wszystkie kobiety wyraźnie gardząc zachodnią modą z jej skąpą prostotą i burością kolorów. Nie widziałam dwóch takich samych strojów i zaraz pierwszego dnia pobiegłam do sklepu, żeby kupić sobie cokolwiek, co pozwoli mi nie odstawać tak brutalnie od trivandryjskiej ulicy, bo w moich prostych spodniach i t-shircie czułam się jak dziwoląg.
logo
Trivandrum Ewa Wanat

Mam przed oczami pstre świątynie Krishny i Ganesha, stada orłów krążące nad dzikimi wysypiskami śmieci, rozkrzyczane targowiska, a w nosie czuję niezwykły zapach Kerali: kadzidła, przyprawy, olej kokosowy pomieszane z gryzącym dymem palonych śmieci (nagminny w Indiach koszmarny sen ekologów), na języku i podniebieniu czuję smaki indyjskiej kuchni czyli wegetariańskiego raju.
logo
Trivandrum Ewa Wanat

logo
Trivandrum Ewa Wanat

Nie mogę uwolnić się od obrazów, jakie tuż przed zachodem słońca można oglądać na Kovalam beach – tłumy ludzi, całe rodziny oraz autobusy uczniów i uczennic taplające się w ubraniach w morzu, starzy i młodzi - wszyscy w radosnym, dzikim zachwycie rzucają się w fale, wszyscy bawią się jakby dzieciństwo nie miało końca.

I widziałam też – nawet jeśli z daleka to i tak okropnie przygnębiającą - biedę bombajskich slumsów, jeździłam po koszmarnie dziurawych indyjskich drogach, podróżowałam pociągiem i autobusem, które wyglądają jak przystosowane do przewozu więźniów lub bydła, widziałam w pociągu kuchnię – tym razem koszmar senny dla polskiego Sanepidu. W kraju, który jest światową potęgą informatyczną, nie mogłam znaleźć knajpy z porządnie działającym wi– fi.
logo
Przedmieścia Bombaju Ewa Wanat

logo
Nocny Autobus Fot. Ewa Wanat


Wracając do Polski czułam, że wracam do kraju bogatego, wysoce rozwiniętego, posiadającego świetne drogi i fantastycznie funkcjonujący transport kolejowy. Bieda i bogactwo są relatywne - czy dla przeciętnego Hindusa Polak posiadający np.30 metrowe spółdzielcze mieszkanie w bloku i najniższą krajową jest biedny czy bogaty? A dla Polaka mieszkaniec Bombaju, który mieszka w takich trochę „lepszych” slumsach bo obok trakcji elektrycznej, do której można się nielegalnie podłączyć i posiada rower – jest biedny, czy bogaty?
Wiele jest pożytków z podróżowanie do odległych krain – w oczywisty sposób nabiera się dystansu do własnego miejsca zamieszkania, po przeleceniu przez kilkanaście godzin pół globusa zaczynają chwiać się proporcje spraw dziejących się tu i teraz - w nie za dużym i niezbyt znanym reszcie świata słowiańskim kraju. Mijając przydrożne świątynie i świątynki wystawiane hinduskim bogom, których jest kilkuset (osobiście najbardziej lubię Ganesha – czterorękiego człowieka z głową słonia) i zdając sobie przy okazji sprawę, że tego dziś ponadmiliardowego społeczeństwa nie udało się schrystianizować, zadawałam sobie pytanie o siłę oddziaływania Kościoła Katolickiego, jego pozycję wśród innych religii w różnych częściach świata i jego pozycję w Polsce.
logo
Ganesh Ewa Wanat

Mijając powszechne w Indiach pary chłopców i mężczyzn objętych, trzymających się za ręce (taka kultura, że mężczyźni okazują sobie serdeczność i ciepło, nie twierdzę oczywiście, że wszyscy ci przytulający się faceci to geje – niektórzy nie, a niektórzy zapewne tak) myślałam o tych wszystkich przerażonych i przerażających polskich homofobach, którzy z irracjonalnego lęku i ignorancji czynią narzędzie współczesnej inkwizycji.
logo
Kovalam Beach Ewa Wanat

Jednocześnie przeczytałam o raporcie Human Rights Watch, że ponad 50 procent dzieci w Indiach jest wykorzystywanych seksualnie i że pomimo, iż rząd właśnie wprowadził nowe prawo, które penalizuje wszystkie formy seksualnego wykorzystywania nieletnich, HRW nie spodziewa się zmian, bo potrzebna jest głęboka zmiana mentalności. A zmiany mentalności są najtrudniejsze, trwają najdłużej, napotykają największy opór – czy to dotyczy stosunku do dzieci i ich seksualności jak w Indiach, gdzie już malutkie kilkuletnie dziewczynki ubiera się w butki na obcasach i obwiesza biżuterią, czy w Polsce, gdzie ludzie w tytułami naukowymi, powodowani prymitywnym i zabobonnym strachem przed innością, nazywają homoseksualizm chorobą i anomalią.
Nie ma raju na ziemi (choć wegetariański istnieje jak najbardziej – właśnie tam:) - można tylko pracować nad tym, żeby nasze codzienne piekiełko stawało się coraz bardziej znośne. Moi zaprzyjaźnieni Hindusi robią w Trivandrum teatr, który właśnie przygotowuje spektakl o przemocy wobec indyjskich kobiet i dzieci, będą z nim podróżować po Indiach, również po prowincji i próbować pokazywać inny punkt widzenia, niż ten zakorzeniony od wieków w tamtejszej mentalności. Wielu ludzi w Polsce codziennie zmienia rzeczywistość obalając stereotypy i odkłamując mity. Świat nigdy nie będzie doskonały, ale z perspektywy podróży przez pół globusa widać, że przynajmniej choć trochę gdzieniegdzie stara być lepszy.

P.S. nie lubię robić zdjęć, wolę kontaktować się ze światem bez pośrednictwa obiektywu, stąd zdjęcia i filmiki prymitywne - z telefonu po prostu, ale może choć odrobinę przekazują atmosferę...