Jak powiadają fryzjerstwo to nie zawód... to styl życia, w którym pasja i serce łączą się z możliwością zarobkowania. A co jeśli jutra nie będzie? Niemożliwe. W najgorszych snach, filmach apokaliptycznych; nikt nie przewidział takiej sytuacji, a jednak...

REKLAMA
Fryzjerzy boją się; o siebie, swoich najbliższych, a przede wszystkim o swoich klientów. Do stresu wywołanego tym, czy sprostają ich wymaganiom przy pracy nad ludzkim wizerunkiem dołączył ten nieznany, wszechogarniający, pandemiczny, temu który szybko wymusił zamkniecie większości salonów fryzjerskich.
Według amerykańskiego portalu "behindthehair" ok. 30% salonów fryzjerskich funkcjonuje wg modelu "live paycheck to paycheck" tzn. większość pieniędzy przeznacza na opłaty i wypłaty dla pracowników i nie posiada żadnych dodatkowych "oszczędności". 60% salonów ma zapas gotówki na około miesiąc !! Nieco ponad 10% fryzjerskich biznesów utrzyma się "na przysłowiowej powierzchni" od 3 do maksymalnie 6 miesięcy .
logo

Jak jest w Polsce? Obawiam się, że te statystyki mogą być jeszcze bardziej drastyczne. Poza tym w naszym kraju jest jeszcze jeden ogromny problem. Nie ma bowiem prawnego obowiązku zamykania salonów. Jest tylko ten jeden - obowiązek moralny. Teoretycznie możemy więc działać, tylko jak zachować 2 metrowy bufor bezpieczeństwa w tym jakże intymnym zawodzie ?
Są pytania, mądrych nie ma. Straty będą olbrzymie; kto przetrwa, kto zamknie biznes, kto nadal będzie mógł realizować swoją życiową pasję i jak zmieni się życie po epidemii?
Nikt nie wie! Bywajcie zdrowi!
Tomasz Schmidt