To nie jest moja rekomendacja tylko okrzyk rodziców, który nieustannie słyszę dookoła. Tylko czy w ten sposób nie zabijamy czegoś w tych małych brzdącach? Nie wiem, ale dla pewności pozwalam synowi biegać. Do woli.

REKLAMA
Słysząc wielokrotnie takie nawoływania za dzieckiem zacząłem się zastanawiać - czy taka postawa nie szkodzi? Wiem, wiem - może to przesada... Ale z drugie strony - ta naturalna potrzeba biegania jest w nas od dziecka. Tylko z czasem zanika, zmniejsza się by czasami wykwitnąć w sile wieku. A może to właśnie takimi drobnymi kamyczkami otoczenie ją przysypuje. Nie biegaj, poczekaj...
A potem na WFie - biegaj. Rozgzrewka - pobiegajcie. Sala gimnastyczna zajęta (może takie historie się już nie zdarzają...) - zrobimy bieganie - biegajcie dookoła boiska...
Kilka lat później kiedy jednak chcesz spróbować raz jeszcze tego biegania to na ścieżkach rowerowych dzwonią, żebyś uciekał. Po chodnikach chodzą z psami i też im przeszkadzasz. A za chodnik nie ma co wybiegać. Szczególnie wiosną... Miny wszędzie...
I jeszcze te rajstopy, getry... jak w tym się pokazać na osiedlu (poza dużymi miastami czasami trudniej o akceptację)...
Ale na szczęście to wszystko się zmienia. Mamy 10 tysięcy biegaczy na mecie półmaratonu. Mamy biegi, które ciągną się przez dziesiątki kilometrów a zapisy na nie trwają 6 minut (Bieg Granią Tatr - mi udało się zapisać ;) ).
Mam nadzieję, że wkrótce będzie także słychać dookoła "Dawaj synek, dawaj! Szybciej"
Oby!