Wczoraj Ewa Kopacz przedstawiła niezwykle krótkie sprawozdanie z sześciu miesięcy swojego urzędowania. Jednak dzień wcześniej, w poniedziałek, szefowa rządu wygłosiła bardziej interesujące wystąpienie na organizowanej przez Konfederację Lewiatan konferencji „Polska 2015-2025. Jak efektywnie inwestować publiczne pieniądze?”. Wystąpienie tym ciekawsze, że dowiadujemy się z niego, co dla Pani Premier jest szczególnie ważne.
REKLAMA
Zdaniem Ewy Kopacz „sukces przedsiębiorców to niezbędny element sukcesów Polski.” A polscy przedsiębiorcy odnoszą sukcesy – szkoda tylko, że często nie w kraju, ale za granicą. Na łamach NaTemat przeczytałem niedawno świetny tekst Tomasza Molgi o firmie Korona Candles z Wielunia i jej założycielu, Krzysztofie Jabłońskim (można go przeczytać tutaj), który sukcesy odnosi w USA. Tam budowa fabryki okazała się tańsza i szybsza, niż w Polsce, a procedury znacznie prostsze. Władze zagwarantowały mu stałe stawki wszystkich podatków i składek – a gdyby któraś z nich wzrosła, zrefundują mu różnicę. Urząd pracy znalazł i przeszkolił pracowników. Z samym inwestorem urzędnicy obchodzą się jak z malowanym jajkiem – rozumiejąc, że firma daje pracę i przynosi dochody z podatków. W Polsce Ewy Kopacz to nie do pomyślenia – bo tutaj nie ułatwia się, tylko wciąż utrudnia życie przedsiębiorcom, a prawo podatkowe zmienia się tak często, że nigdy nie mogą być pewni, co ich czeka ze strony fiskusa za kilka miesięcy.
Pani Premier stwierdziła również, że „pracownicy to najważniejszy zasób firmy, w który trzeba inwestować tak samo jak w maszyny czy oprogramowanie”. I rzeczywiście, dzięki pani Kopacz każdy, niezależnie od swoich kompetencji, znajdzie satysfakcjonującą pracę. Można nawet jako minister spraw wewnętrznych nadzorować pracę policji, mając doświadczenie szkolnej katechetki – bo tę pracę wykonywała kiedyś minister Piotrowska. Wyrazem dbałości o kapitał ludzki było też z pewnością bezprecedensowe stworzenie kilku nowych stanowisk pełnomocnika rządu dla przyjaciółek Pani Premier, a inwestycją w pracowników – hojnie rozdawane urzędnicze premie. Niestety, ani rząd pani Kopacz, ani wcześniej Donalda Tuska nie uznały za stosowne obniżyć horrendalnych kosztów pracy (na każdą złotówkę trafiającą do kieszeni podatnika przypada 70 groszy różnych podatków i składek, które płaci pracodawca), co spowodowałoby, że również nieznanemu Pani Premier Kowalskiemu byłoby łatwiej znaleźć zatrudnienie.
Jak się również dowiedzieliśmy, działaniom Ewy Kopacz „przyświeca jeden cel: relacja między urzędnikiem a podatnikiem musi się zmienić”. Niestety, podlegający Pani Premier minister finansów ma nieco inne cele. Kilka tygodni temu, na oficjalnym spotkaniu przedstawicieli Ministerstwa Finansów z urzędnikami izb skarbowych ci ostatni zostali dokładnie poinformowani o nowych zasadach postępowania z podatnikami. W notatce z tego spotkania czytamy: „Należy obecnie zmienić tok myślenia w sprawie kontroli podatkowych – nie ma kontroli w celach prewencyjnych, kontrola ma przynosić wpływy budżetowe.” Będzie to zadanie o tyle trudne, że zdaniem szefowej rządu „prawo w obszarze wolności gospodarczej należy tworzyć z myślą o 99% uczciwych podatników”. Ale minister Szczurek już wielokrotnie udowodnił, że w każdych warunkach jest w stanie rzucić podatnikom nową kłodę pod nogi.
Według szefowej rządu, „aby móc skutecznie i efektywnie realizować projekt budowy gospodarki na wiedzy i innowacyjności, potrzebne jest przyjazne otoczenie gospodarcze oraz dobra współpraca między władzą publiczną”. Wyrazem tej troski o rozwijanie innowacyjności polskiej gospodarki było z całą pewnością podejście do mojego projektu ustawy o kredycie na innowacje. Zakładał on, w skrócie mówiąc, premiowanie tych przedsiębiorców, którzy wytwarzają innowacyjne technologie w Polsce, a nie kupowania innowacji zagranicą. Na posiedzeniu sejmowej podkomisji posłowie PO zagłosowali jak jeden mąż, rekomendując odrzucenie tego projektu ustawy.
Priorytety Pani Premier – takie, jak ułatwianie życia przedsiębiorcom czy zwiększanie innowacyjności polskiej gospodarki – to również moje priorytety. Pewnie dlatego tak trudno mi zrozumieć, dlaczego to wciąż sprawy, o których mówi się w wielkich słowach, ale w których niestety kompletnie nic się nie dzieje.
