Dziś w sejmie zapadła „merytoryczna” decyzja. Głosami koalicji odrzucone w I czytaniu zostały dwie gospodarcze ustawy Ruchu Palikota, część naszego pakietu dla przedsiębiorców.

REKLAMA
O pierwszej z nich, zakładającej przeniesienie w całości na ZUS obowiązku wynagradzania pracownika przebywającego na L4, pisałem w środę. Dziś kilka słów o drugiej.
Wczorajsza sejmowa debata przegrała w mediach konkurencję z bardziej nośnymi tematami. A szkoda. Nasz projekt, zgłoszony przed kilkoma miesiącami, zakładał skrócenie terminu zwrotu nadpłaconego VAT-u z 60 do 30 dni, bez możliwości wydłużenia tego okresu. A właściwie z teoretycznie 60 dni, bo w praktyce w Polsce trwa to często jeszcze dłużej. Zgodnie z obowiązującym prawem naczelnik urzędu skarbowego może wydłużyć ten termin, jeśli uzna, że trzeba wszcząć dodatkową kontrolę. Polscy urzędnicy powinni się uczyć od europejskich. W Finlandii „skarbówce” wystarcza na zwrot VAT-u 14 dni, w Irlandii – 10, a w Estonii nadpłacony VAT wraca na konta firm po zaledwie 5 dniach.
Podstawowy argument za proponowaną przez nas zmianą jest oczywisty. To elementarna uczciwość. Takie rozwiązanie jest po prostu sprawiedliwe. Mówimy przecież o pieniądzach, które nie należą do państwa. Należą do przedsiębiorców. I im powinny być jak najszybciej zwrócone.
Ale są i inne argumenty. W Polsce mamy niestety do czynienia z kryzysem zaufania do instytucji publicznych. Polscy przedsiębiorcy nie ufają urzędom. Funkcjonują w ciągłym strachu przed bezpodstawnymi kontrolami, zmianą interpretacji prawa po kilku latach i naliczeniu rzekomo zaległych podatków z odsetkami. Na co dzień mają do czynienia z niechęcią i opieszałością urzędników. Oczywiście nie zmienimy tego jedną ustawą, ale jeśli tylko możemy choć w części poprawić zaufanie do publicznych instytucji, naszym obowiązkiem jest to zrobić. Arbitralne i nieuzasadnione decyzje urzędników skarbowych na pewno nie budują zaufania do państwa. Nasz projekt tę możliwość ukróca.
Kolejnym argumentem jest fakt, że szybszy zwrot VAT-u poprawi płynność finansową polskich firm. To mocny argument w chwili, kiedy zatory płatnicze stają się codziennością polskich firm i niejednokrotnie prowadzą do upadłości i bankructw. W przypadku tych ostatnich mamy niestety do czynienia z wyraźną tendencją wzrostową – w roku 2011 było ich ponad 700, w roku ubiegłym blisko 950, a prognoza na rok 2013 to aż 1300 bankructw.
Jakie były argumenty koalicji? Właściwie dwa. Jeden oburzający, drugi absurdalny. Oburzające dla mnie było wystąpienie posłanki Skowrońskiej, prezentującej stanowisko Platformy Obywatelskiej. Powiedziała ni mniej, ni więcej, tylko tyle, że zamiast skracać termin zwrotu VAT-u trzeba wzmóc kontrole, żeby przedsiębiorcy tegoż VAT-u nie wyłudzali. Bez komentarza. PSL z kolei nie poparł naszego projektu, argumentując, że jego wejście w życie będzie miało negatywne skutki budżetowe. Rozumiem, że posłowie tego klubu przyjęli założenie, że państwowe jest to, co jest na państwowym koncie, nieistotne, do kogo należy.
Czemu więc projekt przepadł? To pytanie nie wymaga chyba odpowiedzi.