Przed pół roku gratulowałem Tomaszowi Cyzowi nowego stanowiska, widząc w jego osobie nadzieję na zmiany, które moim zdaniem były, a część z nich nadal jest potrzebnych „Ruchowi”. Dziś kroi mi się serce na widok zmian, jakie zaszły w piśmie pod banderą Cyza.

REKLAMA
logo
Kadr z filmu "Chłopi" reż. Jan Rybkowski www.telemagazyn.pl
Takiej awantury w polskim środowisku muzycznym jeszcze chyba nie było. Nad Wisłą szalały różne burze i wiały różne wiatry, a „Ruch Muzyczny” trwał niewzruszony, pełen spokoju. Czasopismo wydawane od 1945 roku, dodajmy że jest jedynym profesjonalnym pismem poświęconym życiu muzycznemu w Polsce, stanowiło zawsze agorę na której dyskutowano, zdarzało się że i burzliwie o tym co dla polskich melomanów, muzyków i muzykologów wydawało się ważne. Nie było to pismo idealne, szczególnie w ostatnich latach światło „Ruchu” jakby straciło na ostrości i temperaturze. Jednakże był to dwutygodnik (od niedawna miesięcznik) tworzony przez środowisko muzyczne i dlatego środowiska adresowany. Sytuacja uległa zmianie w czerwcu ubiegłego roku, nowym redaktorem naczelnym pisma został mianowany Tomasz Cyz. Nominacja nowego naczelnego od samego początku wzbudzała spore emocje, głównie negatywne. Przed pół roku gratulowałem Tomaszowi Cyzowi nowego stanowiska, widząc w jego osobie nadzieję na zmiany, które moim zdaniem były, a część z nich nadal jest potrzebnych „Ruchowi”. Istotnie, Cyz szerokim gestem zaczął wprowadzać zmiany, problem w tym, że w stronę, która doprowadziła do tego, że dziś jest uważany, za największe enfant terrible wśród polskich dziennikarzy muzycznych. To jaką etykietkę przyklejono nowemu szefowi nie jest najistotniejsze. Główny problem zasadza się na tym, że Cyz właściwie rozmontował redakcję „Ruchu”, a pismo znalazło się w kryzysie, jakiego dotąd nie przeżywało. Część osób została zwolniona z pracy jak panie Dorota Kozińska i Monika Pasiecznik, część odeszła sama, wczoraj z pracy w redakcji zrezygnował Krzysztof Kwiatkowski. Od dawna powstają petycje, adresowane do ministra Zdrojewskiego, oraz wydawcy „Ruchu Muzycznego” dyrektora Instytutu Książki Grzegorza Gaudena, z żądaniami odwołania Tomasza Cyza ze stanowiska, które mu powierzono w lecie ubiegłego roku. Dyrektor Gauden stoi murem za Cyzem, rozmaicie tłumacząc tę jak się okazało fatalną nominację. W równie optymistycznym nastroju wydaje się trwać minister Zdrojewski, bowiem do tej pory milczy jak słup soli, jakby sprawa losów jedynego profesjonalnego pisma muzycznego była fraszką, igraszką, zabawką blaszaną…
Dziwi mnie wreszcie postawa samego Tomasza Cyza, który mimo tak wielkiej fali sprzeciwu nie podaje się do dymisji. Postawa ta tym bardziej bulwersuje, że Cyz ignoruje setki czytelników i przyjaciół pisma, którym kieruje, ci zaś w jawny sposób domagają się zaprzestania praktyk, które Cyz stosuje. Nowy redaktor naczelny, wciąż tłumaczy potrzebę zmian pisma i swojej wielkiej w tym procesie roli, robi to jednak w sposób, jakby chciał czytelnikom i publicystom „Ruchu” powiedzieć co jest dla nich lepsze. Otóż nie Tomaszu, tak dalej być nie może! Stąd apeluję do Ciebie, jeżeli naprawdę zależy Ci na dobru „Ruchu Muzycznego” uderz się w pierś i odejdź samemu, abyś nie podzielił losu Reymontowskiej Jagny!