Foto: pinger.pl

W myśleniu o Polsce dominują dwa schematy. Światłych elit i ciemnego ludu oraz dobrego społeczeństwa uciśnionego przez złych rządzących. Nikomu nie przychodzi do głowy, że politycy wybierani są przez obywateli głosujący na tych, z którymi się utożsamiają.

REKLAMA
Niedawno pojawiły się dwa artykuły dotyczące Polaków. Pierwszy dotyczył tego jak zachowują się na imprezach integracyjnych co tak naprawdę można rozszerzyć do wszelkiego typu wybryków w momencie „zdjęcia kagańca”. Drugi o politycznych lizusach, którzy swoją żenującą postawą trwają w polityce u boku szefa. Oba artykuły mają ze sobą więcej wspólnego niż byśmy chcieli.
Jak wspomniałem we wstępie, politycy są wybierani co lat kilka przez obywateli a ci z kolei głosują na tych, którzy najbardziej im odpowiadają, z którymi się mogą utożsamiać lub kim by chcieli być. Fakt, że głosujemy na listy a nie na konkretne osoby (jak chce tego ruch JOW) nie stanowi żadnej taryfy ulgowej. Przecież widzimy kto jest na pierwszej pozycji i „co” się za nim ciągnie.
Od początków III RP parlament stał się schronieniem dla wszelkiej maści drobnych cwaniaczków, przestępców z wyrokami czy zwykłych pijaczków i meneli (biorąc pod uwagę styl picia niektórych „przedstawicieli narodu”, których skrzętnie tropi ekipa Sławka Jastrzębowskiego – nawet żuli). Lat temu kilka niemałą sensacją były wszelakiego typu nagrania i podsłuchy polityków. Z nich zdziwione społeczeństwo dowiedziało się jak wygląda typowa rozmowa panów z szeroko pojmowanej „elity”.
Ktoś mógłby powiedzieć, że zdziczenie polityków to wynik schamienia społeczeństwa przez lata PRL. Słusznie, tylko tyle, że biorąc nienawiść społeczeństwa do tamtego ustroju, która doprowadziła do powstania „Solidarności” powinna jednocześnie zwalczać wszelkie przejawy jego spuścizny. Jeśli przypomnimy sobie okres I Rzeczpospolitej sytuacja jest wręcz analogiczna. Szlachta, która za nic miała sobie prawo, zrywała sejmy dla „jaj” a wyrokami sądowymi podbijała sobie latrynę.
Ci sami, którzy pomstują na złych i zdegenerowanych polityków, sami szukają sposobów aby coś ugrać na zdemoralizowanym państwie. Przekręty na zasiłkach, dotacjach i szwindle podatkowe to u nas norma. Regularnie ci sami obywatele głosują na coraz bardziej tragiczną ekipę i odpychających osobników. Najłatwiejszym wytłumaczeniem jest głosowanie przeciw komuś lub rezygnacja z wyborów i zostanie w domu. Aczkolwiek to ostatnie powinno równać się odebraniem prawa do narzekania.
logo
Foto: tokfm.pl

Ukoronowaniem plugastwa jakie drąży Polskę było powstanie partii Andrzeja Leppera i wyniesienie jego samego na najwyższe państwowe stanowiska. Najbardziej prymitywnej zbieraniny, która była emanacją wszystkiego co najgorsze w Polakach. Jej finał okazał się gorszy niż komukolwiek mogłoby się wydawać. Działacze „Samoobrony” zostali zaabsorbowania przez koalicjanta a chamski styl bycia stał się wykładnią polityków. Nic dziwnego biorąc pod uwagę wysokie notowania partii i poklask jej prezesa wśród „ludu” czyli wyborców.
Polacy nie różnią się zbytnio od innych narodów. Historia przyniosła nam wręcz momenty wzniosłe, o których reszta świata mogła tylko pomarzyć. Wszystkie katastrofy poczynając od rozbiorów sprowadziliśmy na siebie sami. Wzajemna pogarda rządzących i społeczeństwa oraz lenistwo połączone z brakiem chęci do jakichkolwiek zmian trzyma Polaków w tym samym punkcie od wieków.
Prawie dziesięć lat temu Rafał Ziemkiewicz stworzył termin „Polactwo” i jego diagnozę spisał w książce o tym samym tytule. Była to jedyna książka jego autorstwa, którą mogę z czystym sumieniem polecić do lektury lub przesłuchania. Gdy następnym razem ktoś pomstować będzie na polityków czy coś co określane jest pogardliwym mianem „warszawki”, powinien zadać sobie pytanie – Jak bardzo różnią się oni od nas ?
Na koniec przypominają mi się protesty pielęgniarek, górników czy anty-ACTA wspaniałego pokolenia Z i X. To co utkwiło mi najbardziej to stały ich element. Przyjść, zrobić awanturę, zdemolować miasto, po czym wrócić szybko do domu aby obejrzeć kolejny odcinek serialowego substytutu prawdziwego życia, który jest dla Polaków jedynym w pełni legalnym narkotykiem. Rządzący wysłuchają, poklepią po głowie, pochwalą a i tak zrobią swoje, zostawiając resztę w rękach zdarzeń od nich niezależnych.
Jak ironicznie śpiewał niegdyś Kabaret Moralnego Niepokoju:
Wszystko przecież jakoś będzie,
Byle jak lecz się odbędzie,
Trochę lepiej trochę gorzej,
Ale samo się ułoży,
Miejmy w nosie i w pogardzie,
To co zdarzy się tym bardziej,
Że na wszystko jest nad Wisłą arcypolskie wręcz zaklęcie,
Jakoś było, jakoś jest i jakoś będzie !