
W niekończących się dyskusjach o przyszłości kraju zawsze w pewnym momencie pada stwierdzenie „tu się nic nie zmieni”. Te krótkie stwierdzenie ucina wszystkie rozważania a polemika z nim sprowadzana jest do absurdu. Czy rzeczywiście jesteśmy pozbawieni nadziei na zmiany ?
REKLAMA
Gdy zapytać przechodnia aby wymienił kraje, które są rozwinięte i bogate zawsze w odpowiedzi usłyszymy Stany Zjednoczone. Proporcjonalnie do wiedzy pytanego padnie zapewne jeszcze kilka nazw, jednak stałym elementem jest kraj Wujka Sama. Gorzej sprawy się mają, gdy zapytamy o przyczyny ich bogactwa. Co bardziej krewkie jednostki zaczynają wtedy tyradę o wyzysku pracownika w krwiożerczym kapitalizmie.
Jeśli kapitalizm wyniósł amerykanów na szczyty a jednocześnie przed nim się bronimy to coś jest nie tak. Tak zwana transformacja ustrojowa była dla Polaków takim szokiem, że pomijając już proces prywatyzacji i związane z nim patologie, społeczeństwo masowo zatęskniło za socjalizmem. Ta tęsknota przekształcona w gniew skierowała się ku odpowiedzialnym za zmiany.
Polacy z jednej strony przyznają, że kapitalizm prowadzi do rozwoju i bogactwa a jednocześnie wolą żyć w socjalizmie lub jego pośrednich formach, które dominują w Europie. Przypomina to mentalność pańszczyźnianego chłopa, który mimo batów nie buntuje się, wiedząc, że Pan zły ale jednak jeść i minimum socjalne da. Ten sam mechanizm istniał w PRL. Mitologicznym sukcesem „Solidarności” była walka o przywileje robotnicze a nie transformacja w państwo kapitalistyczne.
Jednym z największych problemów Polaków jest tworzenie legend i przekłamań historycznych. Co gorsza – tworzący je sami zaczynają w nie wierzyć. Król August III Sas, za którego to „jedzono, pito i popuszczano pasa” doprowadził kraj do ruiny, zaniedbując sprawy wewnętrzne. Szlachta miała wolną rękę, prawo nie było przestrzegane a ułomna polityka zagraniczna doprowadziła do utraty pozycji na arenie międzynarodowej. Państwo zalane zostało bezwartościowym pieniądzem, który wytwarzał przejętymi stemplami menniczymi król Prus. Jego następca, który wsławił się tylko reformowaniem w sferze kulturowej (aby Polacy byli bardziej „europejscy”), doprowadzeniem do rozbiorów i zaspokajaniem Katarzyny II, nie wart jest nawet wspomnienia.
Dziś Polacy z takim samym wzruszeniem jak w Królestwie Polskim wspominano ostatnich dwóch władców I RP, wspominają Edwarda Gierka. Ten również chciał abyśmy żyli tak jak ludzie zachodu, Europejczycy. W efekcie czego zaciągnął kredyty zagraniczne. Problem w tym, że wydał je w przeważającej mierze na konsumpcje. W sklepach pojawiła się Coca-Cola a ludzie szybciej dostawali mieszkania i samochody jednak to wszystko było na kredyt. Cenzura się lekko uspokoiła a na wizyty zagranicznych gości wypuszczano więźniów politycznych. Niczym król pokazowo wypuszczający swoich wrogów z lochów, żeby nie wysuwać bardziej nam aktualnych analogi. Chichot historii sprawił, że Gierek do końca swoich dni musiał żyć z emerytury, na którą zapracował ciężką pracą w „wrogim państwie zachodniego kapitalizmu”.
Obecnie większość obywateli tonie w kredytach. Ponad połowa społeczeństwa spłaca kredyty, których celem była bieżąca konsumpcja. W PRL wytwarzano badziewie bez wartości a dzisiaj tak jak w I RP, Polacy nie produkują praktycznie niczego. Zadłużamy się na kupno nowego auta, telewizora czy telefonu, które i tak błyskawicznie tracą wartość ale przynajmniej przez kilka tygodni, góra miesięcy możemy poczuć się kimś „lepszym”, kimś bardziej „europejskim” czy cokolwiek obecna nomenklatura w swojej nowomowie stawia w przeciwieństwie do stereotypowego Polaka.
Nienawiść jednych do drugich prowadzi do niemożności przeprowadzenia reform. Politycy nawet gdyby chcieli nie podejmą się radykalnych zmian w obawie przed utratą poparcia społeczeństwa, które boi się żyć kraju gdzie musi być za siebie odpowiedzialni. Kapitalizm promuje przedsiębiorczość. W socjalizmie i jego mutacjach, państwo trzyma obywatela za rękę i gdy się przewróci mówi, że nic się nie stało. Fakt, że w Zjednoczonym Królestwie, do którego tak ochoczo uciekają młodzi, jest wyższy socjał i pomoc, jednak tak jak dzisiejsze USA, ich na to stać, ponieważ przez lata bogaciły się w kapitalizmie.
Ronald Reagan czy Margaret Thatcher przeszli do historii nie tylko dlatego, że walczyli z Związkiem Sowieckim ale dlatego, że sukcesywnie promowali kapitalizm. Walczyli z największym wrogiem ludzkości czyli lenistwem. Związki zawodowe walcząc o „prawa pracowników” rujnują zdrowy system gospodarczy. Polacy mają prawie dwukrotnie więcej dni wolnych od pracy niż Singapur, który w kilkanaście lat z zabitej dechami, czarnej dziury na mapie Azji, stał się jednym z najbogatszych państw świata. Kraj, który musiał nawet importować żywność jest dziś ostoją bogactwa. Wszystko zawdzięcza niskim podatkom i rozwojowi gospodarczemu z naciskiem na technologie.
Polska w ogarniętym quasi-socjalizmem Europie jest w stanie odnieść podobny sukces. Nie może jednak to się stać w kraju gdzie obywatele kierowani są roszczeniową postawą wobec państwa. Politycy, którzy zachowują się jak nieokrzesany prostak, któremu odbiło na widok władzy i pieniędzy boją się dokonywać zmian aby nie utracić swoich przywilejów. Człowiek dąży do tego aby się rozwijać, poznawać, uczyć. Aby żyć a nie przeżyć. Czy zbiurokratyzowane i zdemoralizowane państwo oraz obywatele, którzy nie różnią się mentalnie od „Misiowych” Jarząbków, Stuwał i Gońców są w stanie to zrozumieć ?
PRL nie została zwyciężona przez żadną „Solidarność”. Ona po prostu zbankrutowała. Utrzymywana na kroplówce z Unii Europejskiej III RP z społeczeństwem na kredyt czeka taki sam los. Jak ludzie wykorzystają demokrację to już niestety zależy od większości. Bismarck wieki temu stwierdził, że Polacy sami się wykończą. Krzysiek Skiba z Big Cyc śpiewali „Tu nie będzie rewolucji”. Pozostaje mieć nadzieję, że logika weźmie górę nad lenistwem. Tylko czy ludzie to zrozumieją ?
