
Dylemat, kto komu podlega w relacjach obywateli z urzędnikami jest prosty do rozwiązania. Warstwa administracji państwowej i politycy żyją z pieniędzy podatników więc są od nich zależni.
REKLAMA
Określenie towarzystwa z gmachu przy ulicy Wiejskiej rządzącymi to lekkie nadużycie. W wyniku wyborów obywatele nie wybierają sobie szefów a zarządców. Ci państwo nie sprawują nad nimi władzy a jedynie zarządzają zinstytucjonalizowanym aparatem państwowym. De facto nie różnią się zbytnio od dozorcy - czy jak to się mówi na Woli i Pradze – ciecia.
W ich interesie leży aby obywatele chcieli w danym kraju funkcjonować, żyć i płacić podatki – czyli właśnie nich utrzymywać. Jest absurdem by mój lokaj mówił co mi wolno robić we własnym domu. Dopóki moje akcje nie wyrządzają fizycznych szkód innym obywatelom to nie mają podstaw do ingerencji w moje decyzje. Od tego z resztą jest policja a dokładniej służby porządkowe.
Dlatego też urzędnicy nie mają prawa decydować o tym co mi wolno używać i posiadać a czego nie. Wracając jednak do istoty problemu. Minister czyli sługa (takie jest oryginalne znaczenie tego słowa) ma zabiegać o moją przychylność. O ile demokracja opiera się na wyborze większości, nie zmienia to faktu, że jestem w stanie na bieżąco a nie raz na kilka lat wpływać na moich podwładnych.
Wpływać na państwo jest niezwykle łatwo w społeczeństwie świadomym. Nie mam tu na myśli protestów na ulicach, które są jedynie happeningiem bez realnego wpływu na polityków, którzy udają nimi przejęcie. Znacznie dotkliwszym sposobem na zmuszenie urzędników do posłuszeństwa jest odebranie im wynagrodzenia. I to całkowicie legalnie.
Kim dla urzędnika jest obywatel ?
Jeszcze kilka lat temu gorzkim do przełknięcia był dla polityków fakt, iż wyjeżdzający masowo za granicę Polacy nie muszą płacić podwójnych podatków. Setki tysięcy Polaków wolało je płacić w Zjednoczonym Królestwie gdzie pracują niż odprowadzać w ojczyźnie. Mechanizm stary jak świat był dla państwa Polskiego szokiem ze względu na swoją skalę. Ogromna część przedsiębiorców robiła dokładnie to samo od lat.
Jeszcze kilka lat temu gorzkim do przełknięcia był dla polityków fakt, iż wyjeżdzający masowo za granicę Polacy nie muszą płacić podwójnych podatków. Setki tysięcy Polaków wolało je płacić w Zjednoczonym Królestwie gdzie pracują niż odprowadzać w ojczyźnie. Mechanizm stary jak świat był dla państwa Polskiego szokiem ze względu na swoją skalę. Ogromna część przedsiębiorców robiła dokładnie to samo od lat.
To, że w dowodzie mamy wpisane miejsce urodzenia np. Warszawa nie oznacza, że jesteśmy skazani na bycie w sensie prawnym Polakami i płacić kuriozalne jak na kraj rozwijający się podatki. Istnieje mnóstwo państw, które z otwartymi rękami przyjmują nowych obywateli i przyznają im obywatelstwo. Bynajmniej nie mam tu na myśli europejskiego przypadku Gerarda Depardieu. Są bardziej atrakcyjne miejsca.
Przypadek Cypru, który miał być w istocie straszakiem dla tych, którzy lokują pieniądze i odprowadzają podatki poza granicami własnego kraju, nie był wystarczająco mocnym argumentem. Mało kto dzisiaj ogranicza się do gnijącego Starego Kontynentu. Analogicznie - „słoiki” nie odprowadzają podatków w stolicy aby zmaksymalizować swój zysk. Idźmy tym tropem dalej i nie płaćmy podatków w tym kraju ale innym gdzie nam się to będzie bardziej opłacało.
Politycy żerują na nieświadomości obywateli. Chyba najwyższa pora wylać kubeł zimnej, lodowatej wody na ich głowy.
