www.tvn24.pl

Leżącego się nie bije. Tym bardziej się go nie kopie. Jest to ponadczasowa zasada obowiązująca w ‘kodeksie honorowym’ każdego pojedynku. A co jak ten, który leżał, nagle wstaje i stara się kontynuować walkę? Z pianą na ustach, pozbawiony szans, uderza na ślepo, robiąc większą krzywdę sobie niż przeciwnikowi? Czy można wykonać nokautujące uderzenie? W polityce niestety trzeba, bo przez cztery lata nie ma sędziego, który odprowadziłby gówniarza do narożnika i ogłosił werdykt…

REKLAMA
Janusz Palikot przeszedł długą drogę w polityce. Od konserwatywnego obrońcy krzyża jako symbolu narodowego, poprzez przydwornego błazna aspirującego do miana Stańczyka, następnie rozgrywającego albo raczej frakcyjnego skrzydłowego w Platformie, aż po zagorzałego antyklerykała, przywódcę trzeciej siły w parlamencie RP.
Nieważne jak, ważne żeby mówili
Czy można mieć zatem żal do Janusza P. że eskaluje coraz brutalniej język debaty publicznej? Za to, że stosuje tą samą metodę jaka wyniosła go na miejsce, w którym jest teraz? Za to, że nazywa sprawy po imieniu, tak aby były czytelne dla tabloidowego odbiorcy? Ja, uważam politykę za dobro wyższe i mogę czuć lekki niesmak, ale ani na temat smaku ani gustu się nie dyskutuje, należy więc przyjąć do wiadomości, że jest część społeczeństwa, która takiego przekazu oczekuje i nie ma co się obrażać. Z resztą jak ktoś jest za nadto wrażliwy i mu się nie podoba styl w jakim mówi Palikot, to niech włączy sobie TV Trwam, choć i tam może trafić na soczysty język niektórych wypowiedzi.
The Puppet Master
Czy można czuć więc zgorszenie po sugestiach o „podświadomie, czy psychoanalitycznie” wnioskowanie, że „Nowicka chce być zgwałcona”? Nie, jeżeli jedynym kontrargumentem jest fakt, że Nowicka jest kobietą. Przecież gwałt na mężczyźnie jest równie dotkliwy i piętnujący psychicznie. Czy oburzylibyśmy się na słowa, że np. „Andrzej Rozenek chce być cwelony”? Grupy feministyczne powinny pamiętać, że w walce o równouprawnienie hipokryzja czai się na każdym kroku. Z drugiej jednak strony, użycie przez Janusza P. słowa „zgwałcona” nie miało tym razem na celu opisania zaistniałej sytuacji w bardziej przystępny dla odbiorcy sposób. Był to raczej odwet za poniesioną porażkę i uzewnętrznienie się nastroju autora, który miał przygotowany pełny w trzech aktach spektakl pt.:”Odwołanie prezydium Sejmu”, a kurtyna opadła już w pierwszym. Tym razem reżyser się pomylił. Palikot widział się w roli demiurga. Narzędzie, którym chciał się posłużyć podjęło jednak autonomiczna decyzję, a on sam został najzwyczajniej zcwelony przez inne kluby parlamentarne.
"Kończ waść, wstydu oszczędź"
Dziś patrząc na Janusza P. obserwujemy postać żałosnego polityka, będącego pierwszym zastępcą Jarosława Kaczyńskiego pod względem osób publicznych z najmniejszym zaufaniem społecznym. Upupionego schizofrenika który wysyłając prezydenta Kwaśniewskiego przed Trybunał Stanu za więzienia CIA, skamle o wspólne listy wyborcze. Jego dramat dopełnia poczucie niespełnionego liberało-dyktatora, zdziwionego że klub parlamentarny nie jest jego własnością, a posłowie nie są ‘posłużnymi’ jego woli pracownikami. Dlatego w obronie Janusza P…. już nikt rozsądny nie stanie.