Są takie sytuacje w życiu porządnych obywateli, kiedy trudno im usprawiedliwić to co widzą. Wszelkie klisze pojęciowe, skrzętnie opisujące otaczający poukładany świat stają się problematycznie nieużyteczne. Tak było dziś w Poznaniu, kiedy policjanci przystąpili do eksmisji squotu Warsztat. To, co dziś się wydarzyło trudno uzasadnić racjonalną koniecznością - zagrały urażone ambicje i niskie emocje.
REKLAMA
Squot mieścił się w opuszczonym od wielu lat zrujnowanym budynku blisko ul. Św. Wojciecha. Wprowadziło się tam kilkoro młodych ludzi, którzy wykonali niezbędne remonty i powoli przywracali budynek do życia. Jego sytuacja własnościowa była wyjątkowo skomplikowana i nic nie wskazywało żeby coś miało się zmienić.
Polityka mieszkaniowa w Poznaniu ulega niespotykanej wcześniej brutalizacji - władze wykończonego finansowo miasta próbują zdobyć poklask publiki i polityczny kapitał nagonką na lokatorów. Wygląda to bardzo nieciekawie.
Kilka dni temu pojawił się właściciel – właściwie jeden z 7 czy 9 współwłaścicieli. Usiłował dostać się do budynku, i wezwał na pomoc Policję. Jak wskazuje poznańska adwokat Agnieszka Rybak-Starczak:
- Policja miałaby prawo interweniować, gdyby doniesienie o zajęciu kamienicy właściciel złożył niezwłocznie. Ale zrobił to dopiero po kilku miesiącach. W takiej sytuacji należało przeprowadzić już normalną procedurę eksmisyjną, bo mamy do czynienia z tzw. ochroną spokoju posiadania. W mojej ocenie policja nie miała prawa wejść do kamienicy.
Zwykle w takich sytuacjach można usłyszeć że to sprawa cywilna - nie od dziś wiadomo że większość policjantów to wytrawni znawcy prawa cywilnego. Tym razem jednak stało się inaczej. Pod budynek pojechało około 5 dużych transporterów z uzbrojonymi w broń maszynową policjantami.
Zwykle w takich sytuacjach można usłyszeć że to sprawa cywilna - nie od dziś wiadomo że większość policjantów to wytrawni znawcy prawa cywilnego. Tym razem jednak stało się inaczej. Pod budynek pojechało około 5 dużych transporterów z uzbrojonymi w broń maszynową policjantami.
W ruch poszedł gaz (żelowy ?), dwie z osób demonstrujących pod wejściem zostało pobite. Kiedy zostały odwiezione do szpitala udali się za nimi policyjni tajniacy, którzy po udzieleniu pomocy na izbie przyjęć dokonali zatrzymania. Jak donosi rozbrat.org w stosunku do zatrzymanego została użyta siła na komisariacie.
Na filmie widać moment użycia gazu :
Ranna zostaje młoda kobieta, którą udaje się odciągnąć od agresywnych policjantów. Pobity zostaje też jeden z aktywistów.
Po wejściu na teren squotu, okazuje się że nikogo nie ma środku. Efektem akcji w której udział wzięło kilkudziesięciu policjantów jest zatrzymanie aktywisty pobitego podczas próby blokowania eksmisji pod zarzutem znieważenia policjanta.
Poznańska policja ma poważny problem - w ostatnich tygodniach całe miasto obserwowało jej bezczynność podczas gdy samozwańczy zarządcy kamienicy na Stolarskiej terroryzowali lokatorów śmiejąc się z ich wołania o pomoc. Dopiero wyjątkowy nacisk mediów lokalnych i krajowych doprowadził do podjęcia działania. Kilka dni temu policyjni tajniacy skatowali 17-letniego chłopaka, którego bezpodstawnie podejrzewano o posiadanie narkotyków. Wcześniej dotkliwie pobito niewinnego człowieka podejrzewanego o udział w awanturze w klubie, gdzie po godzinach bawili się poznańscy antyterroryści. Wszystko w przeciągu kilku letnich miesięcy.
Dzieje się coś bardzo niepokojącego. Nadużywanie przemocy, ignorowanie ewidentnych sygnałów o łamaniu prawa i robienie wielkich demonstracji siły przeciw kilku nieuzbrojonym młodym ludziom. Ci sami groźnie uzbrojeni funkcjonariusze przegrywają kolejne procesy, w których oskarżonymi są uczestnicy demonstracji standardowo oskarżani o obrazę policjantów. Warto też zauważyć, iż kiedy jakieś dwa lata temu dziennikarze lokalnej GW dokonali prowokacji próbując zapytać o drogę w obcym języku angielskim na kilku poznańskich komisariatach - tylko w jednym przypadku udało się nawiązać konwersację.
Praca policjanta jest na pewno stresująca, i nie każdy się do niej nadaje. Dlatego może warto przyjrzeć się jakości tej usługi publicznej zanim nie dojdzie do tragedii. Jestem pewien, że gdyby nie liczna obecność dziennikarzy na dzisiejszej eksmisji do tej tragedii mogłoby już by dojść. Osobiście wolałbym, żeby ci nieźle opłacani i dobrze zabezpieczeni solidnymi przywilejami emerytalno-socjalnymi funkcjonariusze służby państwowej nie musieli być na każdym kroku pilnowani przez dziennikarzy. Po prostu można od nich wymagać czegoś więcej niż od dresiarzy ucieszonych posiadaną siłą.
Minimalny profesjonalizm wymaga unikania tworzenia sytuacji konfrontacyjnych. Te karabiny maszynowe też były zupełnie od czapy - przecież w końcu mogą wystrzelić i nie będzie dało się tego zrzucić na obrazę funkcjonariusza.
