
Slavoj Zizek powiedział przy jakiejś okazji, że aktem najwyższego okrucieństwa wobec wielkich korporacji byłoby zmuszenie ich do przestrzegania własnych kodeksów etycznych. Ta przygnębiająca obserwacja przypomniała mi się, kiedy przeczytałem o rozwiązaniu umowy na wynajem powierzchni zajmowanej przez Warszawskie Muzeum Sztuki Nowoczesnej.
REKLAMA
Całkiem niedawno podczas Warsaw Gallery Weekend jedna z ekspozycji korzystała z przestrzeni w Hali Koszyki, która została dumnie udostępniona przez elegancko nazwaną inicjatywę Griffin Art Space. Jak czytamy na stronie:
Griffin Art Space to zaczynek prywatnej galerii bez stałej siedziby. Będzie gościł w projektach zarządzanych przez Griffin Group, łącząc biznes ze sztuką. Promowanie miejsc będzie się odbywać poprzez promowanie sztuki, a promowanie sztuki – poprzez promowanie miejsc. Za każdym razem Griffin Art Space chce zapraszać do współpracy artystów do określonych wnętrz lub miejsc. Dzięki sztuce te miejsca ożyją.
Brzmi trochę pretensjonalnie, ale to kwestia gustu. Ważne jest odsłonięcie podstawowej logiki zainteresowania branży nieruchomości współpracą z artystami i obecnością sztuki. To sprawdzony mechanizm, który określa się jako gentryfikację. Zwykle dotyczy zaniedbanych dzielnic gdzie przeprowadzenie całego projektu inwestycyjnego wymaga zmiany reputacji miejsca, poprawianie jego rozpoznawalności i następnie odsprzedaż. W przypadku nieruchomości użytkowych proces następuje podobnie – zawsze obecność artystów pomaga osiągnąć założony cel przy wykorzystaniu relatywnie skromnych środków.
Brzmi trochę pretensjonalnie, ale to kwestia gustu. Ważne jest odsłonięcie podstawowej logiki zainteresowania branży nieruchomości współpracą z artystami i obecnością sztuki. To sprawdzony mechanizm, który określa się jako gentryfikację. Zwykle dotyczy zaniedbanych dzielnic gdzie przeprowadzenie całego projektu inwestycyjnego wymaga zmiany reputacji miejsca, poprawianie jego rozpoznawalności i następnie odsprzedaż. W przypadku nieruchomości użytkowych proces następuje podobnie – zawsze obecność artystów pomaga osiągnąć założony cel przy wykorzystaniu relatywnie skromnych środków.
Temat wielokrotnie opisywany i aż trudno się nie zdziwić, że jeszcze można znaleźć osoby w środowisku artystycznym, które dają się wciągnąć w tą grę. Można to zrzucić na karb pewnej lekkomyślności, lub wciąż pokutującej postawy źle rozumianego aktywizmu
Podmiot kontrolujący spółkę Emilia Meble doprowadził do zerwania umowy z warszawskim muzeum, wykorzystując pretekst w postaci niedopełnienia formalności związanych z wynajmem. Trudno odmówić szyderczej konstatacji faktu, iż lokal zajmowany przez MSN został już wystarczająco „ożywiony” i „wypromowany” przez obecność tej prestiżowej instytucji w związku z czym można było przejść do poważnych interesów bez zbędnej zwłoki. Piszę to mając na uwadze budujące słowa ze strony Griffin Art Space o tym, iż „Partnerzy postanowili połączyć swoje zainteresowania kulturą i sztuką z rosnącym biznesem nieruchomościowym.” – nie wszyscy spodziewali się jednak, że to połączenie przybierze tak bardzo instrumentalny charakter.
Prawnie i biznesowo sprawa jest jasna. Problem ma charakter wizerunkowy, i w sumie moralny. Nie jestem przeciwnikiem współpracy biznesu ze światem sztuki, mam jednak duży dystans do entuzjazmu który deklaruje branża nieruchomości podczas jej inicjowania. Pragmatyka działalności gospodarczej, szczególnie w naszej części Europy każe bardzo mocno zastanowić się nad intencjami, które jej przyświecają.
Projekt Griffin Art Space jest po prostu kolejną lekcją kapitalizmu, który otrzymał świat sztuki. Na koniec przytoczę fragment tekstu Olgi Święcickiej sprzed kilkunastu dni, który w świetle najnowszych wydarzeń brzmi jak złowrogie memento: Kultura i biznes. Mezalians, a może para idealna? Coraz częściej prywatni inwestorzy stawiają na sztukę. Mecenasami nie są już artyści, a zamożni biznesmeni, którzy poza zarabianiem wielkich pieniędzy kolekcjonują, wystawiają i promują. Pieniądze i sztuka to połączenie przyszłości.
Kultura sponsoringu jest obszarem, gdzie lekcję muszą odrobić obydwie strony i wypracować świadomość, o której mówiła w tym samym tekście cytowana Justyna Kowalska z BWA Warszawa:
Trzeba tylko uważać, żeby nie chodzić na kompromisy. Duże pieniądze mają sztukę wspierać, ale ona nie powinna im być nic dłużna. Inaczej wytworzy się niezdrowa relacja zależności, a to nie pomoże w rozwoju kultury.
