
Kultura i biznes. Mezalians, a może para idealna? Coraz częściej prywatni inwestorzy stawiają na sztukę. Mecenasami nie są już artyści, a zamożni biznesmeni, którzy poza zarabianiem wielkich pieniędzy kolekcjonują, wystawiają i promują. Pieniądze i sztuka to połączenie przyszłości.
REKLAMA
– Idea Starego Browaru i zarazem filozofia życiowa Grażyny Kulczyk, opiera się na proporcji 50 na 50 – mówi Justyna Buśko z fundacji Art Stations należącej do Starego Browaru. – Czyli 50 procent biznesu i 50 procent sztuki, choć w ostatnim czasie mam wrażenie, że tej sztuki jest znacznie więcej. Oprócz galerii i Słodowni, gdzie odbywają się warsztaty i różne spotkania, sztuka funkcjonuje również w samym centrum handlowym. Chcąc nie chcąc, każdy klient obcuje z nią. Nie ukrywam, że w naszej działalności element edukacyjny jest bardzo ważny, staramy się oswoić sztukę i zachęcić do niej "zwykłego"/niewyedukowanego odbiorcę. Sposoby są różne, oprócz wystaw, spektakli tanecznych, warsztatów, postanowiliśmy tez ustawić w przestrzeniach handlowych Browaru kilka dzieł sztuki. Co ciekawe, klienci szybko je zaakceptowali i stały się punktami rozpoznawczymi w Browarze – tłumaczy Buśko.
Czytaj też: Weekend pełen sztuki – nadciąga Warsaw Gallery Weekend. Wydarzenie, którego nie wypada przegapić
Stary Browar Grażyny Kulczyk to nie jedyny przykład mariażu pieniędzy i sztuki. Podobnie wygląda to w poznańskim centrum designu Concordia, którym zarządza jeden z bogatszych Polaków – Piotr Voelkel. Biznesmen oprócz licznych inwestycji postanowił wspierać też design. Otworzył szkołę projektowania, centrum wystawiennicze i konferencyjne. Z własnych pieniędzy promuje sztukę i młodych twórców, którzy w Concordia Office mają swoje biura i warsztaty. Czy inwestowanie w sztukę to dobry biznes, czy raczej zajęcie dla bogatych pasjonatów?
– Oczywiście nie ma co się łudzić, że inwestowanie w kulturę się zawsze finansowo opłaca – odpowiada mi Justyna Buśko. – Nie jest to biznes, to raczej inwestycja, do której trzeba dokładać, ale też inwestycja, która myślę daje pani Kulczyk niezwykłą satysfakcję. Uważam też, że jest to jeden z najskuteczniejszych sposobów promowania sztuki. Czasami zarzuca się nam, że prowadzenie galerii sztuki w centrum handlowym to profanacja, ja jednak uważam, że to raczej daje nam możliwość na dotarcia do szerszego grona odbiorców. Z resztą frekwencja odwiedzin w naszej galerii poświadcza to. Moim zdaniem nie powinno się pokazywać sztuki wyłącznie w przestrzeniach muzeów i galerii, trzeba próbować wychodzić ze sztuką do ludzi – dodaje prezes fundacji Ast Stations.
Z podobnego założenia wyszła firma Griffin, która dziś ogłosiła przejęcie dawnej Hali Koszyki, zabytkowego obiektu w Warszawie. W planach inwestorów jest promowanie sztuki. Póki co w ramach Warsaw Gallery Weekend odbędzie się tam wystawa „Alphaville”, co będzie dalej? Na razie nie wiadomo. Griffin wzbudza jednak wiele nadziei. Firma odkupiła halę od inwestora, którego plany wobec Koszyków wzbudzały wiele kontrowersji. Według nowej koncepcji, budynek zostanie odbudowany w dawnym charakterze. Jest więc szansa, że wraz z handlem zawita tam też sztuka.
Można oczywiście oburzać się na takie połączenie, ale może rzeczywiście w mezaliansie przyszłość. – Za granicą taki model to norma, u nas wciąż dziwi – mówi Justyna Kowalska z Galerii BWA Warszawa. – Myślę, że takie rozwiązania są bardzo przyszłościowe. Sztuka powinna być między ludźmi, a duże biznesy dają jej taką możliwość. Trzeba tylko uważać, żeby nie chodzić na kompromisy. Duże pieniądze mają sztukę wspierać, ale ona nie powinna im być nic dłużna. Inaczej wytworzy się niezdrowa relacja zależności, a to nie pomoże w rozwoju kultury – tłumaczy Kowalska.
Póki co w Polsce mamy niewielu mecenasów sztuki, którzy potrafią pożenić wielkie pieniądze z kulturą. Miejmy jednak nadzieje, że prognozy krytyków sztuki się sprawdzą. W końcu sztuka jest dla wszystkich. Najwyższa pora uwolnić ją z zatęchłych muzeów i galerii.