Słuchając w Tokfm czwartkowej (11 X) audycji EKG poczułem że ktoś nieprawdopodobnie przesadził. Kiedy padła informacja, iż zmarły dzień wcześniej Jerzy Jarocki pracował do ostatnich dni życia, słuchacze zostali uraczeni cynicznym komentarzem obecnego w studiu Andrzeja Byrta, który trudno przemilczeć.

REKLAMA
w 14 minucie rozpoczyna się watek zainicjowany informacją o śmierci Jerzego Jarockiego.
"Tak wiele zrobił wciąż pracując całe życie, że nie miałby z czego żyć gdyby teraz nie pracował. 82 lata" Te słowa prof. Mączyńskiej wypowiedziane z przejęciem i autentycznym żalem spotkały się z natychmiastową reakcją dr Andrzeja Byrta. Ten wieloletni dyplomata oraz wysoki urzędnik publicznych spółek z dużą werwą zauważył, iż zmarły reżyser mimo wielkich osiągnięć artystycznych był osobą niezaradną, która ewidentnie nie potrafiła zadbać o swoją przyszłość. Jak wiadomo ZUS nie jest w stanie zapewnić nikomu godnej emerytury, dlatego należy zatroszczyć się o to samemu.
Pomijam kompletną nieznajomość rynku pracy i warunków zatrudnienia w kulturze, którą wykazał się dr Byrt. Niepokojący jest jednak protekcjonalny ton, który pozwolił się tak łatwo odnieść do drogi zawodowej wybitnego reżysera. Oczywiście z perspektywy osoby o życiorysie Andrzeja Byrta sam fakt uprawiania zawodu twórczego, jest z pewnością wystarczającym dowodem winy.
Jest coś niezwykle przygnębiającego w w świadomości, która niesie tego typu wnioski. Artyści teatralni w czasie gdy Andrzej Byrt zdobywał pierwsze szlify w służbach dyplomatycznych prowadzili m.in bojkot oficjalnych mediów, wielu z nich było tez zaangażowanych w działania opozycji. Nie troszczyli się wówczas o swoje emerytury, podobnie też robili później kiedy demokratyczne władze obniżały standardy pracy i zarządzania instytucjami kultury. Ten rodzaj zaradności był im zdecydowanie obcy i myślę, że chyba mieli rację.
Nie znaczy to oczywiście, że nie należy im się zabezpieczeni emerytalne na jakiś godnych warunkach. Podobnie jak najprostsze ubezpieczenie społeczne podczas wykonywania pracy. Był to jeden z podstawowych postulatów tegorocznego strajku artystycznego, który został perfekcyjnie przemilczany przez decydentów.
Dlatego apeluję do redaktora Mosza, by podczas kolejnych dyskusji spróbował podrążyć temat emerytur dla sposób uprawiających zawody twórcze, dopuszczając również inne głosy niż te reprezentujące lekko już skompromitowany darwinizm społeczny w stylu lat '90.