O autorze
Niespokojny duch, politolog z wykształcenia, PRowiec z przypadku. Współpracuje z najlepszymi aktorami i dziennikarzami w Polsce, działa także w branży modowej. Przez pewien czas z powodzeniem realizowała się też na polu kulinarnym.

Co z tymi dziećmi?

Pomimo natłoku pracy w La Vanille, staram się być na bieżąco w kwestii tzw. życia kulturalnego stolicy i nie tylko. W związku z tym staram się być na bieżąco z portalami kulinarnymi, społecznościowymi, lifestylowymi. Z kolei celem nadrabiania zaległości intelektualnych, zaglądam na NaTemat.pl. Tu właśnie jakiś czas temu natrafiłam na tekst Hanny Rydlewskiej „Strefa wolna od dzieci. Potrzebna od zaraz”.


Temat nie jest obcy, ani mnie jako młodej kobiecie, ani nam jako cukierence. Zakładając własną kafeterię, musieliśmy podjąć trudną decyzję: jak ustawić się do kwestii dzieci w lokalu? Wydzielać odrębny kącik? Etykietkować się jako „kids friendly”?

Hanna Rydlewska: Strefa wolna od dzieci. Potrzebna od zaraz

Teoretycznie, byłoby to postępowanie jak najbardziej naturalne i oczywiste przynajmniej z kilku względów. Po pierwsze, kilkoro z nas było krótko po ślubie i w wieku, w którym hasło: dzieci wywołuje pewne emocje i oczekiwania... A po drugie, nasza działalność babeczkowo – tortowa siłą rzeczy w pewnej mierze kierowana jest do dzieci i rodziców, zwłaszcza odkąd na stałe pojawiła się u nas kolekcja KIDS. Do tego grono znajomych ślących zaproszenia na chrzciny własnych pociech wciąż rosło...


A jednak w La Vanille nie ma dziecięcego kącika zabaw. Nie, nie z braku miejsca albo pomysłu. To była świadoma, przemyślana decyzja. Po prostu nie chcieliśmy się etykietować jako miejsce „wyspecjalizowane” w jakimś określonym odbiorcy. Jakkolwiek patetycznie by to nie brzmiało, ideą naczelną naszej cukierni było łączyć ponad podziałami i tworzyć atmosferę paryskiego zamieszania, gościnnego pod każdym względem. Nie ważne więc, czy masz lat 7, czy 97; irokeza, włosy do pasa, psa, kota, chomika, niemowlaka przy piersi, czy jednego lub kilkoro ciekawskich przedszkolaków pod opieką. Wszystkich zapraszam równie serdecznie. Każdy znajdzie u nas coś dla siebie.


Inna rzecz, że ludzie są różni. Ba!, różne są też nastroje i humory. Czasami mamy ochotę zagłębić się w wielkomiejskim zgiełku, kiedy indziej doprowadza nas on do szału. Dlatego dobrze, że powstaje też co raz więcej miejsc wyspecjalizowanych, nastawionych na konkretnego odbiorcę. Poszukiwaczom przestrzeni przychylnych najmłodszym gościom polecamy niedaleką kawiarnię Kredka. Na mapie stolicy nie trudno też znaleźć lokale dedykowane singlom, właścicielom czworonogów, abstynentom, przeciwnikom telefonów komórkowych. Swoją „bazę” znajdą pewnie też niebawem i zwolennicy stref „wolnych od dzieci”. Takie azyle niewątpliwie są potrzebne. Tyle, że za naszą kawiarenką stała po prostu inna idea...


A na koniec anegdota. Odnośnie tego, że może problem leży nie w tym, czy dzieci
zabierać/wpuszczać do kafeterii, ale jak one się tam mają zachowywać.
Podczas niejednej wyprawy do Francji czy Włoch uderzało mnie, jak odmiennie od swych polskich czy amerykańskich rówieśników tamtejsze dzieciaki znoszą czas spędzony w restauracji. Żadnego wybrzydzania, dokazywania, robienia wokół siebie zamieszania. Zamiast tego: spokojna konsumpcja. Sekret tej różnicy wyjawia na stronach swej książki „Bon Apetit!” Peter Mayle. A tkwi on w... winie!

Już widzę i słyszę te gromy sypiące się na moją głowy za namawianie do rozpijania nieletnich... Nic z tych rzeczy!! Każdy przecież sam decyduje o sobie i swoim potomstwie, nic nam do tego! Ja tylko donoszę, jak brytyjski pisarz zakochany we Francji tłumaczy restauracyjne obycie i cierpliwość najmłodszych znad Sekwany i Loary - rozcieńczonym winem.
Ponoć, w odróżnieniu od wysoko słodzonych, pobudzających napojów gazowanych tak chętnie serwowanych dzieciakom w USA, czy Wielkiej Brytanii, wino wymieszane ze sporą ilością wody działa na nie zaskakująco sedatywnie...

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...
dadHERO 0 0Polacy sprzątają Himalaje. Andrzej Bargiel wziął worki i poszedł na lodowiec. "Ilość śmieci szokuje"
Volkswagen 0 0Ciężarówka jak pociąg? Dzięki tej "elektrycznej" autostradzie nie jest to już science fiction
POLECAMY 0 0Franek Sterczewski zdradza plan na działanie w Sejmie. I opowiada, jak wyglądał "chrzest" w TVP
0 0Tak odpowiedziała na zaproszenie Dudy. Reakcja europosłanki PO zwróciła uwagę bułgarskiej prawniczki