
W każdą sobotę, jeszcze leżąc w łóżku, włączam swój tablet i przy porannej kawie czytam gazety, nadrabiając zaległości całego tygodnia. Albo wymykam się do pobliskiego sklepu po gazetę papierową i szybko wracam z nią do łóżka. Ale miniony sobotni poranek zamiast w łóżku, spędziłam na krakowskim rynku. I nigdzie ale to nigdzie!!!! nie mogłam dostać gazety!
Rezygnując z pomysłu picia kawy na rynku, ruszyłam uliczkami w stronę Wawelu. I po drodze natknęłam się wreszcie na kiosk z gazetami. Tyle, że gazety były ukryte, a ja wkładając głowę w okienko kiosku wykrzyczałam, jaki konkretnie tytuł mnie interesuje. Całe szyby kiosku były bogato inkrustowane kolorowymi opakowaniami papierosów (na dowód tego załączam zdjęcie, na którym widać, jak triumfuję z gazetą na tle tytoniowego krakowskiego kiosku). W witrynach żadnej gazety. Map dla turystów zresztą też się nie uświadczy.
