O autorze
Szczęśliwa mama szóstki dzieci, rodowita Poznanianka, kobieta biznesu, prezes klubu piłkarskiego Warta Poznań S.A., prezes spółki budowlano-deweloperskiej Family House, kiedyś modelka. Jedna z najbardziej wpływowych kobiet w Polsce i w świecie piłki nożnej. Na swoim blogu poruszam tematy sobie bliskie: sport, zdrowy tryb życia, macierzyństwo i polityka.

Przeciętność ponad wszystko…

www.sejm.gov.pl
Nie dziwota, że w Polsce większość kampanii wyborczych wygrywają przeciętniacy, „gołodupce” i miernoty intelektualne. Po prostu nie lubimy ludzi sukcesu, ludzi, którym się coś w życiu udało. W naszych umysłach zakorzeniona jest obrzydliwa niechęć do ludzi, którzy są w czymś lepsi od nas samych. Którzy więcej zarabiają, więcej osiągnęli.


Co cztery lata społeczeństwo wybiera osoby, które próbują dorobić się na polityce, a nie takie, które zadbały o swoje dochody już wcześniej. Wydawać by się mogło, że ktoś, kto ma zarządzać i wydawać pieniądze publiczne, powinien wcześniej z powodzeniem prowadzić chociaż kiosk ruchu. W polityce powinny być miejsca wyłącznie dla osób, które przebrnęły drogę otwierania, prowadzenia i rozwijania własnego biznesu. Chyba naturalna powinna być w tym przypadku znajomość punktu widzenia podatnika i przedsiębiorcy – znajomość problemów, z którymi borykają się zwykli ludzie.


My jednak wolimy wybierać ludzi, którzy na biznesie się kompletnie nie znają, lub wręcz się do niego nie nadają. Takich, którzy po studiach czy szkole, wstępują na ścieżkę kariery politycznej i znają realia życiowe tylko z opowiadań. Nie pracowali, nie dawali pracy.

Tym sposobem np. z radnych, nasi karierowicze przeradzają się w prezydentów, posłów czy europosłów. Inną sprawą jest fakt, że jeśli ktoś ma smykałkę i odwagę aby prowadzić swój własny biznes, nie będzie zainteresowany zarobkami radnego rzędu 1,5-2 złotych, czy posła a nawet prezydenta. Te kwoty są dla ludzi "sukcesu" równoznaczne z obniżeniem zarobków i standardu życia. W wyniku tego osoby, które maja wiedzę praktyczną i dobrze zarabiają, politykę omijają szerokim łukiem.


Później ten nasz dorobkiewicz dostaje się do polityki i te 1,5-2 tysiące złotych to dla niego za mało - zamiast zajmować się tylko pracą, kombinuje gdzie by tu jeszcze załapać jakąś fuchę. Najlepiej gdzieś w radzie nadzorczej czy zarządzie - byle się tylko nie narobić za dużo, bo w końcu taki delikwent to ważny polityk i nie zajmuje się „zwykłymi” sprawami. Może też parać się większymi i mniejszymi „wałkami”(patrz: rozrywkowa, madrycka ekipa z PIS-u).

Taki godny pogardy chłopek, jak Hoffman, nie widzi problemu w wyciąganiu kasy z Sejmu, czyli od podatników, którzy najwidoczniej jego zdaniem płaca mu za mało. Pomimo starań: opowiadania w męskich kręgach o wielkości swojego penisa, czy tez noszenia przy sobie pokaźnego pojemnika z wazeliną w obecności Kaczyńskiego, dziś będzie oglądał poważną politykę sprzed telewizora.

Mówi się, że człowiek ze wsi wyjedzie, ale wieś z niego – nigdy. Panowie posłowie, strażnicy moralności, najmądrzejsi we wszystkich ważnych społecznie tematach… "wpadają" na żenującym nawaleniu się ich własnych małżonek w samolocie czy piciu alkoholu z bidonu (najwidoczniej żal ściskał im „cztery litery”, żeby wydać kilka euro na drinka). I to wszystko za wyłudzone z premedytacją pieniądze na wyjazd służbowy samochodem, (który jednak lata!) do Hiszpanii.

Kasa, kasa i jeszcze raz kasa. To o nią tak w zasadzie chodzi, w wyborach i na co dzień. Wszystko się do niej spłyca. Jeśli nie jesteś jak ten gołodupny przyszły poseł, czyli zarabiasz dobrze lub chociaż lepiej od przeciętnej, to "wstyd" się do tego przyznać. To samobójstwo polityczne i medialne. Towarzyskie często też. Bo zaraz pojawiają się komentarze, w stylu: „Gdybyś zarabiał tyle co większość, czyli ok. 1500 zł na rękę, to inaczej byś bratku do życia podchodził”. Albo: „Jakbym ja tyle nakombinował, to też bym miał”.

Sęk w tym, że uczciwie pracować, zakładać własną firmę nikt nikomu nie broni. Ale ci najbardziej wszystkim oburzeni twierdzą, że wszyscy dookoła to na pewno kombinują, tylko oni sami są tak uczciwi, że klepią biedę. W obecnych, polskich warunkach gospodarczych nie wszystkim się udaje "więcej" zarabiać, bo: nie wszyscy chcą ryzykować, nie mają szczęścia, lub po prostu im się nie chce. Natomiast biadolić - każdy potrafi. Tak zwane „dorabianie się”, to ogromne ryzyko i stres. Jedni się nadają na świetnych pracowników, inni na szefów. Jeszcze inni ani do tego, ani do tego. Każdy rodzaj pracy, funkcji ma swoje plusy i minusy, każdy jest potrzebny. W „polskim” postrzeganiu, szef, właściciel, człowiek sukcesu- to postaci niemal tylko negatywne.

Z jednym się zgodzę - w Polsce trzeba kombinować, żeby nie splajtować. Trzeba być ekspertem od prawa, podatków i procedur urzędniczych. Jedno niedopatrzenie czy przeoczenie przepisów, może położyć całą firmę. Więc polski przedsiębiorca musi kombinować, lawirować w gąszczu przepisów i podatków, tak, by prawa nie złamać, ale żeby to prawo nie „wydoiło” go do zera.

Rządzący, których sami wybieramy i którzy nie mają zielonego pojęcia o prawdziwym życiu, tworzą politykę, która zamiast usuwać nam kłody spod nóg, bez opamiętania dorzuca ich coraz więcej.

Zakręciliśmy się w tej spirali bezsensownych decyzji. Wybierając przeciętniaków, fundujemy sobie przeciętniactwo. Sadzę, że tak właśnie będą wyglądać każde wybory w Polsce, te najbliższe i te dalsze.

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...
0 0Od dziś zupełnie nowe naTemat.pl 4.0. To największa zmiana w historii serwisu
0 0Grupa naTemat nigdy nie była tak popularna jak teraz. Dziękujemy!

O TYM SIĘ MÓWI

0 0Elitarna grupa zaczyna szukać Woźniaka-Staraka. Jeden z nurków zdradza szczegóły
0 0Co dalej z poszukiwaniami Woźniaka-Staraka? Mamy najnowszy komentarz policji
0 0Hejterzy śmieją się z jego roli w filmie Tarantino. Jednak to Rafał Zawierucha "wygrał życie"