Richard Dawkins
Richard Dawkins richarddawkins.net

Właśnie przeczytałem artykuł Agaty Komosy o amerykańskim ateiście, który zamordował trójkę muzułmanów. W artykule Agata Komosa powołała się na blogera slwstr, który zamieścił jeden z pierwszych wpisów o tym wydarzeniu na swoim blogu „Pochodne kofeiny”. Swój wpis zatytułował „Dawkinsu Akbar!”, co moim zdaniem uwłacza wybitnemu brytyjskiemu biologowi i nowemu ateiście.

REKLAMA
Richard Dawkins wzbudza silne emocje od dość dawna, gdyż jego proateistyczne argumenty są bardzo logiczne i trudne do podważenia. W jakimś sensie rozumiem ludzi wierzących, którzy niekiedy reagują na to agresją. Jest to pewien przejaw bezsilności, bo mało kto tak dobrze jak Dawkins wyjaśnia w pełni materialistyczne podłoże naszej jaźni, świadomości, umysłu i zachowań. Moim zdaniem najbardziej zasłużoną dla światopoglądu ateistycznego książką Dawkinsa nie jest jednakże „Bóg urojony”, ale „Samolubny gen”, w którym ateizm wcale nie jest głównym tematem. W „Samolubnym genie” Dawkins pokazuje w wyśmienity sposób ewolucyjną drogę od prostoty do złożoności. Wyjaśnia też, jak „samolubne geny” doprowadziły do zachowań altruistycznych w świecie przyrody. Po lekturze „Samolubnego genu” ciężko nie stwierdzić, że przyroda nie potrzebuje żadnego stwórcy, tak samo jak tkwiące w nas niekiedy bezinteresowne dobro wobec innych żywych istot.
Teizmy mówią o mityczno – magicznej genezie człowieka. Nie jest zatem dziwne, że wyjątkowo inteligentny biolog jest lepszy w ich obalaniu, niż filozofowie. A przed Dawkinsem i nowym ateizmem „bezbożną publicystyką” zajmowali się głównie filozofowie. Zrzucenie ich z piedestału przez nowych ateistów, będących naukowcami, lub umiejętnie odnoszących się do nauki, wzbudza niechęć, czasami wręcz wrogość.
Wśród aktywnych dziś na świecie ateistów jest wielu zwolenników starego, filozoficznego ateizmu. Oni często nie rozumieją odkryć biologii, nie rozumieją ewolucjonizmu. Ten stan rzeczy wzbudza pewien dysonans poznawczy, a to owocuje niechęcią dla nowych ateistów, spośród których Richard Dawkins jest najbardziej znany. Stary ateista nie mogący zrozumieć, co nowego mówi Dawkins, i czemu tak wielu go podziwia, ma chęć deprecjacji dorobku brytyjskiego biologa.
Stąd zapewne wzięło się owo nieszczęsne „Dawkinsu Akbar!”. Nie jest to dla mnie żart, ani żadna inteligentna gra słów. W przeciwieństwie do niektórych imamów, Dawkins nigdy nie nawoływał do mordowania ludzi wyrażających innych światopogląd niż ateistyczny. Wręcz przeciwnie, jak każdy świecki humanista zachęcał i zachęca do tego, aby oddzielać światopogląd od człowieka. Tymczasem znajdziemy w Koranie fragmenty wzywające do mordowania apostatów, czego odbiciem jest nie tylko terroryzm ISIS, ale też prawodawstwo 13 państw muzułmańskich, w których za apostazję, odejście od wiary, grozi kara śmierci. Taka kara grozi też za bluźnierstwo. Zawołanie „Allachu Akbar!” rozbrzmiewa zatem przy prawdziwych, a nie metaforycznych, egzekucjach w imię wiary muzułmańskiej. Dawkins nigdy nie napisał „kodeksu”, w którym żądałby mordów na osobach wierzących. Wręcz przeciwnie – w jego pismach możemy dostrzec traktowanie religii jako swojego rodzaju wirusa umysłu, zatem ludzie wierzący są dla Dawkinsa bardziej osobami potrzebującymi pomocy, niż osobami, ku którym należy kierować niechęć.
O tym, czy ateizm powinien być silny czy słaby rozmawiałem niedawno na kanale RacjonalistaTV z prezesem Towarzystwa Humanistycznego Andrzejem Dominiczakiem i prezeską oddziału wrocławskiego Polskiego Stowarzyszenia Racjonalistów Kają Bryx. Poświęciliśmy też trochę słów omówieniu roli Dawkinsa dla ateizmu, Andrzej był w tym wypadku krytyczny, a my z Kają broniliśmy Dawkinsa, ale oczywiście nie przeciwko zarzutom, iż nawołuje on kogokolwiek do mordowania teistów.
Na koniec oczywiście chciałbym się odnieść do ewentualnego mordu ateisty na muzułmanach. Jak pisze o tym Agata Komosa:

„We wtorek po południu, w amerykańskim mieście Chapel Hill zastrzelono troje ludzi. Parę małżonków i dziewczynę. Morderstwa niestety zdarzają się, jednak to było na swój sposób wyjątkowe. Troje młodych ludzi było muzułmanami, a ich morderca okazał się radykalnym… ateistą.[...]
Nie ma jasności, czy mord na trojgu młodych muzułmanów był motywowany "ateistycznie". Zatrzymany Craig Hicks nie przyznaje się, że zabił ponieważ nienawidzi wierzących. Oficjalna wersja jest taka, że Hicks pokłócił się ze swoimi przyszłymi ofiarami na parkingu i sugeruje się, że to właśnie ostra wymiana zdań skłoniła go do sięgnięcia po broń.”
Nie wiemy jeszcze, na ile ateizm Craiga Hicksa był rzeczywistą inspiracją tej zbrodni. Ale możliwe, że był. Nie jest tu wyjaśnieniem motto pisane przez niektórych ateistów, iż „ateizm to tylko niewiara w boga”. Miałoby z niego wynikać, że wszystko, poza wewnętrznym przekonaniem o nieistnieniu boga już nie jest ateizmem. Oczywiście, że jest. Zarówno to, co pozytywne, jak i to, co negatywne.
Ateistami zostajemy na różne sposoby. Dla mnie najcenniejsza jest droga płynąca z rozmyślań nad rzeczywistością. Z pytań o to, jaki jest świat i kim ja jestem? Dziś na tej drodze pomaga nam w rewelacyjny sposób nauka, która zbliżyła nas do reszty przyrody (nawet trawa jest naszą daleką krewniaczką), jak i kosmosu (zanim pojawiły się geny i pierwsze replikatory, życie poprzedzała nieożywiona materia). Nie sądzę, aby ktokolwiek, kto podąża tą drogą ateizmu był w stanie zabić drugiego człowieka z uwagi na jego teizm. Na tej drodze musimy się bowiem natknąć też na psychologię ewolucyjną i świecki humanizm. Pokazują one, iż za fanatyczną wiarę nie można winić tylko jej nosiciela. Wynika ona z takiego, a nie innego otoczenia kulturowego i skłonności genetycznych Homo sapiens do łatwowierności i myślenia symbolicznego (to ciekawy temat, ale nie będę go tu rozwijał, bo nie miejsce i czas na to). Uczciwy ateista zainspirowany nauką musi zdawać sobie sprawę z tego, że gdyby urodził się w innym miejscu, miał innych sąsiadów i rodziców, równie dobrze on sam mógłby wyznawać islam. Nie można oczywiście zmienić, czy przekonać drugiego człowieka do swojej koncepcji świata mordując go. A w jakimś sensie nawet okazujący przemoc wojownik ISIS nie jest w 100% autorem swoich czynów. To co czyni wynika też z niezależnych od niego uwarunkowań. Oczywiście, czasem trzeba się bronić, ale Craig Hicks zabił niewinnych ludzi tylko za to, że byli muzułmanami (o ile rzeczywiście o to chodziło). To jest niedopuszczalne.
Inna droga zostania ateistą to droga dziedziczenia. Rodzice byli ateistami, to i dzieci nimi bywają. Taki ateizm bywa różny, czasem zupełnie nieprzemyślany, po prostu wyniesiony z domu. A czasem jeszcze mądrzejszy od tego, który "wykuwa się" wyrastając z teizmu młodości, bo bez wszelkich towarzyszących temu napięć.
Najmniej ciekawą drogą dojścia do ateizmu jest bunt wobec otoczenia i tendencja do postaw aspołecznych. Na tej samej zasadzie ktoś może stać się zresztą teistą w ateistycznym otoczeniu... Są ateiści/teiści z przekory. Czasem jest to zabawne, fajne i całkiem wartościowe. Czasem bywa to obsesyjne, bo za chęcią odcięcia się od swojego otoczenia idzie też poczucie wyższości. Ateizm wypływający nie z rozważania świata, ale z chęci bycia lepszym od innych przejawia się niekiedy w dość agresywnych postawach. Znęcanie się nad teistami bywa wtedy rozrywką, przyjemnością, swego rodzaju spełnieniem.
Czasem taki ateista chcący patrzeć z góry na otoczenie trafia na podobnego sobie teistę. Nie jest to trudne, bo wszystkie w zasadzie religie twierdzą, iż posiadły prawdę w przeciwieństwie do innych religii, no i oczywiście do areligijności. Dlatego niektórzy ich wyznawcy też czują się wyjątkowi i lepsi od ludzi nie podzielających ich wierzeń. Zderzenie fundamentalistycznego ateisty z fundamentalistycznym teistą może doprowadzić do narastającej spirali agresji, która w ekstremalnych sytuacjach zaowocować może przemocą nie tylko werbalną. Prezes Towarzystwa Humanistycznego, Andrzej Dominiczak, przy kilku okazjach podzielił się ze mną myślą, iż obawia się polaryzacji niektórych środowisk, która rzeczywiście może doprowadzić do aktów przemocy podbudowanych ateizmem. Być może amerykański mord na trzech muzułmanach to pierwszy przejaw tego smutnego zjawiska. Nawet jeśli nie, to mam nadzieję, że sama możliwość zaistnienia takiej sytuacji skłoni „moich braci i moje siostry w niewierze” do myślenia o teistach w kategoriach świeckiego humanizmu, który świetnie wyłożył w swojej książce (promowanej przez PSR między innymi) Michael Schmid Salomon, nazywany „niemieckim Dawkinsem”. To kim jesteśmy, nasz światopogląd, to wynik wielu kulturowych i biologicznych uwarunkowań. Dlatego nawet wojownik ISIS zasługuje na sąd a nie samosąd. Natomiast stosowanie odpowiedzialności zbiorowej, na zasadzie „jakiś muzułmanin zabił mi brata, to zabiję dowolnego muzułmanina” jest całkowicie niedopuszczalne.
Tu znajdziecie artykuł „Dawkinsu Akbar!” z „Pochodnych kofeiny”. Bloger slwstr ma też bardzo ciekawe wpisy, linkowałem je i linkuję z przyjemnością na moje strony, ale z „Dawkinsu Akbar!” zdecydowanie przesadził.