Nie wierzę by Ewa Kopacz miała jakąkolwiek złą intencję w sprawie pochówku ofiar katastrofy smoleńskiej. Nie mam złudzeń, że strona rosyjska nie wywiązała się ze zobowiązań, które obiecała wypełnić . Niestety naiwnie przyjmujemy narrację, którą dyktuje i narzuca nam polityczna interpretacja sporu wokół katastrofy.
REKLAMA
Ewa Kopacz miała odwagę, żeby objąć wsparciem i możliwą pomocą rodziny ofiar katastrofy. Po to zresztą poleciała do Moskwy, razem z innymi ludźmi, ekspertami. Wykazała się wówczas dużym hartem ducha. Jako urzędnik państwowy zdała w kwietniu 2010 r. bardzo trudny egzamin.
Jednak nie mogła zobaczyć, w okolicznościach tej ogromnej tragedii, więcej niż pozwalały możliwości organizacyjne, wydawałoby się życzliwych służb śledczych gospodarzy. Dzisiaj padają pod jej adresem bardzo ostre i niesprawiedliwe sądy. Trzeba złej woli, aby obwiniać ją o zamianę ciał. Zakładam, że w części przypadków proces identyfikacji był na tyle złożony, że wymagał oględzin już po wizycie minister Kopacz. Nieuzasadnione jest obarczanie kogokolwiek odpowiedzialnością za to co zostało zrobione później. To że byli tam polscy lekarze to nie znaczy, że dokonywali wszystkich czynności. To byłoby nierealne.
W Smoleńsku władze rosyjskiego państwa zadeklarowały nam wszelką pomoc i trudno było ją odrzucić nie narażając się na zarzut utrudniania śledztwa. Nie wyobrażam sobie, że minister zdrowia odmawia współpracy z rodzinami ofiar oraz śledczymi rosyjskimi. Tym bardziej, że zgodnie z prawem międzynarodowym, nie było możliwości odrzucenia rosyjskiej pomocy prawnej.
Do czego doprowadziłaby jej odmowa, nie muszę chyba nikomu wyjaśniać? Bardzo szybko pojawiłyby się oskarżenia, że skoro rząd nie chce się porozumieć to najpewniej próbuje manipulować śledztwem. Wówczas dopiero dalibyśmy się wciągnąć w grę. Ta gra to próba wywołania nad Wisłą trwałego sporu politycznego. W interesie żadnego z polityków PO nie było prowadzenie nierzetelnego śledztwa, czy kompromitacja związana z zamianą ciał. Tym bardziej, że mówimy o Annie Walentynowicz, legendzie Solidarności, której etos sprostał próbie czasu. Trzeba mieć naprawdę dużo tupetu, aby komukolwiek z polskich władz zarzucać celowe zaniedbania skutkujące zamianą ciał.
Premier przeprosił i wziął na siebie całą odpowiedzialność za pracę urzędników. Ale nie oznacza to braku zainteresowania tego rządu i Sejmu potrzebą wyjaśnienia wszystkich okoliczności przyczyn katastrofy. Przecież zginął Prezydent całej Polski. Nikt tego nie kwestionuje. Nie można teraz grać trumnami i dzielić obywateli na złych i dobrych.
Pamiętajmy, kto ma interes w tym by Smoleńsk dzielił Polaków? Jeszcze niejednokrotnie okoliczności związane z tą tragedią będą wyciągane po to, by w chwili kiedy zaczynamy ze sobą rozmawiać jak ludzie, rozpocząć kolejną awanturę. Teraz to prokuratura musi wyjaśnić kto dopuścił się nieprawidłowości. Pochopne wnioski pogłębiają przepaść nieufności, która nikomu w Polsce nie służy.
