Rosja rozdaje karty w smoleńskiej grze. Posiada wymarzone narządzie do wpływania na sytuację polityczną w Polsce. Osią tego narzędzia jest wrak polskiego samolotu. Oprócz destabilizowania sytuacji w Polsce przedmiotem troski jest ich własny wizerunek, a dokładnie troska o to, by po jej stronie nie było nawet cienia winy.
REKLAMA
Warto się zastanowić, dlaczego rosyjski sąd odrzucił ostatnio wniosek o rehabilitację kilkuset AK-owców zamordowanych przez NKWD w czasie tzw. obławy augustowskiej w 1945 r.? Odpowiedź na to pytanie rzuci dużo światła na sposób postępowania Rosji na arenie międzynarodowej. Pozwoli nam również lepiej odczytywać zachowanie rosyjskich władz w sprawie Smoleńska. Nie mam złudzeń, że Kreml nie pozwoli sobie na straty wizerunkowe w polityce międzynarodowej. Stąd odrzucenie wniosku o rehabilitację AK-owców, stąd też nasze problemy ze śledztwem w sprawie Smoleńska.
Im dłużej trwa wyjaśnianie wszystkich okoliczności, tym więcej miejsca i okazji do tego, by Smoleńsk rozpalał emocje i dzielił polską sceną polityczną, a także polskie społeczeństwo. W trzecim roku od katastrofy możemy zauważyć, że im bardziej chcemy, żeby ta niepewność dobiegała ku końcowi, tym częściej pojawiają się nowe informacje wywołujące prawdziwe wrzenie. A pojawia się regularnie.
Można pytać, czy to przypadek? Już od pierwszych tygodni po 10 kwietnia 2010 r. zwracam uwagę, że po Smoleńsku nasze państwo ulega politycznej manipulacji ze strony sąsiada. Władze na Kremlu są świadome, że posiadają kontrolę nad przeszłością, nad dowodami z katastrofy. Mogą w ten sposób mieć i mają wpływ na teraźniejszość oraz przyszłość. Warto podkreślić, że ofiarami takiego stanu rzeczy padają wszyscy uczestnicy smoleńskiego sporu w Polsce. W pierwszej kolejności należałoby wymienić rodziny ofiar.
Pokazały to najmocniej sprawy z ekshumacjami śp. prezydenta Ryszarda Kaczorowskiego i legendy „Solidarności” Anny Walentynowicz. Rosyjskie rewelacje osłabiają polskiego premiera i polski rząd. Mają podważyć zaufanie obywateli do państwa. Słaba i podzielona Polska – oto wymarzony dla Rosji „partner” w sąsiedzkich stosunkach.
Na podstawie śledztwa smoleńskiego widzimy, w jaki sposób rosyjska władza prowadzi politykę zagraniczną. Jest miejsce na dyplomację, co widzieliśmy np. w zachowaniu Władimira Putina już w dniu katastrofy. Nie są to jednak puste i kurtuazyjne gesty. Są one ściśle obliczone na osiąganie korzyści i minimalizowanie własnych strat. Czy mogliśmy zatem twardo nie zgodzić się na to, by Rosjanie prowadzili śledztwo, mimo zapewnień Putina o tym, że zostaną wyjaśnione wszystkie okoliczności?
Według mnie odrzucenie propozycji Putina mogłoby doprowadzić do kryzysu w obustronnych stosunkach i otwartego konfliktu wokół toczącego się śledztwa. Mogłoby to zrodzić sytuację, w której dochodzenie do prawdy stałoby się jeszcze trudniejsze i dłuższe.
Rosja rozdaje karty w smoleńskiej grze. Posiada wymarzone narządzie do wpływania na sytuację polityczną w Polsce. Osią tego narzędzia jest wrak polskiego samolotu. Oprócz destabilizowania sytuacji w Polsce przedmiotem troski jest ich własny wizerunek, a dokładnie troska o to, by po jej stronie nie było nawet cienia winy. Rosjanie nie chcą przyjąć do wiadomości nawet części współodpowiedzialności za wydarzenia z 10 kwietnia 2010 r. i uznać np. błędów kontrolerów lotu.
Kreml wykorzystuje niemożność porozumienia między rządem a opozycją. Wystarczyła wypowiedź, że „zamordowanie 96 osób to zbrodnia”. Zaczęły się komentarze i dociekania kogo obwinia się o zbrodnię, Donalda Tuska czy raczej Władimira Putina. Tym samym władze rosyjskie mogą zacierać ręce. Wzburzony lider opozycji, osłabiony premier. Cel osiągnięty.
W „Rz” wskazałem, że w polityce inaczej niż w życiu, rów znacznie łatwiej jest wykopać, niż zasypać. Obrazowo i skrótowo można powiedzieć, że ostateczne zwycięstwo rosyjskich władz na tym polu nastąpi wówczas, gdy w wyniku smoleńskich emocji i braku jedności nie będziemy mogli znaleźć porozumienia między sobą np. w sprawie gazu łupkowego czy w sprawie innych problemów związanych z bezpieczeństwem energetycznym.
Musimy dać Rosji powiedzieć swoje. W końcu zakończą śledztwo i przedstawią wnioski końcowe. Nieważne, jak bardzo byśmy się z nimi nie zgadzali. Ważniejsze, że zakończenie rosyjskiego śledztwa to dla nas moment, kiedy będziemy mogli odzyskać wrak i inne dowody. Wówczas też będziemy mogli poprosić o pomoc międzynarodowych ekspertów i zająć się dokładnym badaniem tych dowodów.
Obecnie międzynarodowa komisja miałaby takie same warunki do działania jak polska wojskowa prokuratura. Ich dostęp do materiału dowodowego zależy w rzeczywistości nie od procedur dotyczących międzynarodowej pomocy prawnej, ale od interesu i rosyjskich władz, i ich nastawienia. Kreml zresztą pieczołowicie zadbał o to, by tak było. W końcu jak stwierdził George Orwell: „kto kontroluje przeszłość, ten ma władzę nad przyszłością”.
