Nieszczęście systemów, które z patologii czynią normę polega na tym, że patologia wrasta w ludzi i instytucje. Zatruwa przyszłość.

REKLAMA
Miłe jest wszystko to, co jest dziś namacalne w polskiej kieszeni. To, co złe jest uchwytne dla ekonomistów, którzy ostrzegają. Nie są słuchani, gdy płace rosną, program 500 plus poprawił los milionów polskich rodzin, a sezon wyborczy 2019 obfituje w nową wyborczą kiełbasę. Gospodarczo, rząd galopuje na europejskiej koniunkturze i krajowej konsumpcji.
Niestety, koniunktura gaśnie, a inwestycji brak! W roku 2019 wyraźnie zwolniła gospodarka Niemiec, gdzie lokujemy prawie 30 proc. naszego eksportu. W rażącej sprzeczności z slajdami Morawieckiego – obiecującymi wzrost inwestycji do 25 proc. PKB - inwestycje spadły do historycznie niskiego poziomu 18 proc. w roku 2016 i pozostały w stagnacji, w czasie, gdy ożywiła się inwestycyjnie strefa euro. Sytuację trochę ratują firmy zagraniczne i rozkręcające się programy finansowane przez UE. Ale atrakcyjność inwestycyjna Polski spada, zaś funduszy UE, deprecjonowanych przez PiS („na chodniki”) będzie po roku 2020 mniej. Po raz pierwszy polscy przedsiębiorcy nie wykorzystali koniunktury i rosnących zamówień, by odnowić i zwiększyć swój majątek produkcyjny. Nie ma innego wytłumaczenia, niż klimat polityczny, który rodzi ryzyko – lęk przed represyjnością własnego państwa!
Co gorsza, „dobra zmiana” dotknęła dwa źródła finansowego zasilenia gospodarki. Nasz system bankowy, który w dobrym stanie przetrwał europejski kryzys gospodarczy, został obłożony daniną na rzecz szczeropolskich, ale upadających SKOK-ów (via Bankowy Fundusz Gwarancyjny, ok. 5 mld zł). A także podatkiem od aktywów, co zachęcało do nabywania papierów skarbowych. Nie dziwota, że już w roku 2016 te zakupy 10-krotnie przewyższyły kredyty dla gospodarki! Drugi segment finansów – rynek kapitałowy, przeżywa marazm. To też nie może dziwić, skoro WIG 20 jest zdominowany przez spółki państwowe, najechane przez „miernych, ale wiernych”, a akcjonariusze mniejszościowi traktowani są tak, jakby byli niepożądani. Utrata wartości tych spółek mówi sama za siebie! Rząd zdaje się nie rozumieć, że giełda wspiera się na zaufaniu emitentów i inwestorów. Dziś tego nie ma, dlatego status spółki giełdowej nie nobilituje, a nawet odstrasza. Nasze dzieło z roku 1991, warszawska giełda, przestała być źródłem pieniądza napędzającego gospodarkę.
Zrobiono też wiele, by kolejną barierą wzrostu stał się rynek pracy (patrz - pułapka demograficzna).
Nie mniejsze miny, bardziej odłożone w czasie, szykuje „dobra zmiana” w finansach publicznych. Na oko wyglądają nieźle, a uszczelnienie systemu, bazujące na rozwiązaniach pozostawionych przez rząd PO-PSL miało udział w rosnących wpływach z VAT. Humory psuje świadomość, że niski deficyt budżetowy roku 2017 (podobnie z r. 2018) to był dopiero 21- wynik w UE, bo aż 13 krajów osiągnęło nadwyżkę budżetową, szykując się na gorsze czasy. To jest właśnie istota odpowiedzialnego rządzenia! W Polsce „tłusta” faza cyklu koniunkturalnego została zmarnowana dla naprawy finansów publicznych. Zaś nowa kiełbasa wyborcza, w postaci „piątki Kaczyńskiego” jest tym bardziej groźna, im bardziej uruchamia spiralę obietnic socjalnych w Polsce. Oznacza pętlę podatkową, ujawnioną w aktualizacji programu konwergencji na lata 2019-22 albo zdewastuje naszą regułę stabilizacji wydatków i obniży wiarygodność kraju.
„Rozwój odpowiedzialny to rozwój, w którym potrzeby obecnego pokolenia mogą być realizowane bez umniejszania szans przyszłych pokoleń”. Autor tych słów, premier Morawiecki zabiera nam przyszłość, zamieniając pieniądz inwestycyjny w pieniądz wyborczy!