Wczorajsze przedpołudnie spędziliśmy w Colmar, w Alzacji.

REKLAMA
Wieczorny spacer poprzedniego dnia nad kanałami wśród szachulcowych domów tak nas urzekł, że zrezygnowaliśmy z pierwotnych planów natychmiastowego udania się nad morze. W jednym z takich starych domów o nierównych schodach i podłogach spaliśmy. Noc była duszna, więc wstaliśmy trochę wczorajsi i z wolna poczłapaliśmy obejrzeć miasteczko. Niestety, straciło część nocnej urody za sprawą tego najbardziej zabójczego środka jakim jest turyzm. Powoduje on, że wszystkie miasta są takie same, że wszystkie hotele są takie same, restauracje, bary. Nawet muzea niewiele się różnią. Podobnie zorganizowane i w gruncie rzeczy przewijają się w nich te same dzieła sztuki. I nawet niezwykłej urody "Matka Boska wśród róż" Martina Schongauera niewiele zmienia w tym porządku rzeczy.
Z tego powodu wszystko, co najlepsze w Europie i nie tylko jest jakoś stępione, pozbawione typowej dla arcydzieł uderzeniowej siły, wielkości. A nowemu nie służy to, że jest zaprzęgnięte do codziennej ekonomicznej krzątaniny. Stąd też w czasach wszechturyzmu więcej mocy ma w sobie zwykłe życie gdzieś na prowincji i często wydarzenia i obiekty sztuki, skądinąd trzeciorzędne, ale wolne od uprzemysłowienia. Toteż silniej przemawia niekiedy przestarzały budynek z lat 70-tych niż niejedna Madonna.
logo
logo
logo
Mathias Grünewald