
Wczoraj był dzień winiarski. Po jednym dniu leżenia plackiem na zatłoczonych plażach Prowansji mój przyjaciel z domu,w którym mieszkamy, zapowiedział objazd po winnicach.
REKLAMA
Ruszyliśmy już o 10-ej w gigantycznym upale. Towarzyszyła nam w roli przewodnika wybitna znawczyni wina Ewa Wieleżyńska. Winiarnie Bandol są bardziej autentyczne niż w inny regionach Francji!
Gruby Norek, którego odwiedziliśmy, czyli po francusku Gros Nore był mocno skacowany wczorajszym marckiem, czyli wódką w stylu koniaku robioną z winogron. Rzucił się nam w ramionach jak człowiek, który spotkał towarzyszy niedoli i może razem z nim uleczyć dolegliwości przeszłości, czyli kaca i utrapienia z wczoraj! Kermit Lynch największy dystrybutor win w Stanach jeszcze nie wstał, ale już Gruby Norek namówił Ewę na obiad z nim następnego dnia! Ponieważ nie dorównywaliśmy jej w urodzie ten zaszczyt nas ominął.
W tej sytuacji udaliśmy się do największej enoteki w Bandol, gdzie kupowaliśmy zawzięcie wina przeciwko Lynchowi i Norkowi! Odwiedziliśmy jeszcze jedną piwnicę Pimbarnon bardzo emblematyczną dla Bandol i dojechaliśmy do naszych znajomych, którzy zaprosili nas na lunch. W pięknym domu z genialnym widokiem zjedliśmy za Anglię, wypiliśmy za Rosję! Kochaliśmy świat za Prowansję! Oprócz pysznego jedzenia mieliśmy prawdziwą ucztę nie tylko typowych rose, ale też rzadkich szczepów z Piemontu!
O losie wina! Który każesz wędrować tyle kilometrów, aby trafić na prawdziwych znawców! Daliśmy radę tym wyzwaniom. Potem kąpaliśmy się w morzu i czekaliśmy z godnością na wieczorną degustację. Kiedy wieczorem patrząc na zachód słońca otwieraliśmy butelkę wina opartego na 95 procentach szczepu Mourvedre, to mieliśmy poczucie dnia godnie spędzonego i poświęconego prawdziwej turystyce, czyli zdolności do wejścia w nurt życia lokalny, a nie turystów i przemysłu turystycznego!
