Wróciłem po kilku dniach wakacji do kraju. Wakacji we Włoszech.

REKLAMA
Swoją drogą, trudno spotkać Włocha, który by nie narzekał na Niemców. To się stał taki temat - jak kiedyś pogoda dla Anglików: mówią o tym wszyscy, wszędzie i przy byle okazji!
Nawet obcokrajowcowi nie przepuszczą!
Wysłuchiwałem więc na okrągło, jacy to okropni są Niemcy. Na plaży, w morzu, w restauracji, w sklepie, na stacji - ach ci Niemcy!!!
Na szczęście w takich okolicznościach nikt nie oczekuje odpowiedzi, bo jest ona - przecież! - oczywista.
Dziwiła mnie pewna nadmierna emocja, wręcz zapiekłość w tych komentarzach. Urażona duma spotyka się z recesją. Na pouczanie Merkel - Włosi zareagowali nie żartem, a urazą. Zdumiewające jest jak łatwo odżywają stare demony i doprawdy nie potrzeba wiele, gdy pogorszą się warunki ekonomiczne, aby stara żółć wypłynęła.
Chrońmy więc Europę i Unię , bo bez niej szybko znajdziemy się w nacjonalistycznym piekle.
Gdy wreszcie stęskniony znalazłem się ponownie na Polskiej Ziemi, zszokowała mnie ilość agresywnych komentarzy i sytuacji pomiędzy matkami, a dziećmi.
Na lotnisku, w sklepie, na ulicy, na targowisku - słyszę co rusz - jak jakiś dzieciak płacze, a matka mu grozi, że ktoś go zabierze; że ona sobie idzie; liczy do trzech; już idzie policjant i tym podobne.
Żadnej próby negocjacji, iluzji, czy zabawy. Tylko próba narzucenia podporządkowania. Sam nie jestem od tego całkiem wolny. To siedzi w nas. Na szczęście jest to taka rzecz, którą łatwo zmienić. Tak jak wiele innych upierdliwych zachowań, nawyków i emocji.
Trzeba by jednak mediów publicznych, władzy której się czegoś chce, wiary ludzi - że cel jest możliwy.
I znów to w sumie takie łatwe, więc może się zdarzy już jesienią.