Aby poczuć się europejczykiem w europejskiej stolicy kultury nie trzeba jechać do Berlina, czy Paryża. Mamy to u siebie, w naszym kraju.

REKLAMA
Pomimo, że 34 w cieniu i sobota, to razem z Moniką spędziliśmy wczorajszy dzień wyjątkowo w mieście - we Wrocławiu. Powodem kiszenia się w miejskich murach w ten upał było zakończenie festiwalu Gutek Film "Nowe Horyzonty". Świetnie zrobiona nowoczesna impreza, w standardzie europejskich centr kultury. Piękne przeżycie czegoś co w niczym nie ustępuje Berlinowi, Londynowi czy Wenecji. Gutek potęgą jest i basta!
Wczoraj widzieliśmy dwa filmy. Pierwszy "Smak curry". Proustowska opowieść o przeżywaniu, kontemplowaniu emocji, mieszaninie wspomnień, aktów i wyobrażeń. To wszystko w realiach Bombaju. Pełne egzotyki i jednocześnie wzruszające prawie nieobecną dziś w kinie kulturą nie epatowania niczym. Świetny film.
Drugi "Sherley", austriacki, choć dotyczący amerykańskiej aktorki i amerykańskiego malarstwa. Za długi, zbyt formalny, przekoncypowany. Zabrakło w nim myśli, idei, interpretacji. Nieznaczna nieodpowiedzialność twórcy.
Takie zanurzenie we Wrocław, jego knajpy, uliczki, place, fontanny i kino… to też wyprawa do dzisiejszej Polski. Polska bardzo się zmienia, na plus. Tak rozumiem współczesny patriotyzm - budować w kraju wydarzenia na najwyższym europejskim poziomie. Umiemy to robić!