REKLAMA
90 procent uczniów nie chce iść do szkoły. Uważa ją za nudną, statyczną, represyjną. Tak twierdzi prof. Janusz Czapiński w swojej "Diagnozie społecznej".
Tymczasem rząd zmniejsza liczbę nauczycieli, bo jest coraz mniej dzieci. To coś zupełnie absurdalnego. Niż demograficzny, oraz duże bezrobocie powinny być raczej zachętą do zmniejszenia liczby uczniów w klasie, a nie zmniejszania liczby nauczycieli. Wreszcie mamy szanse na poprawę jakości nauczania, na zmianę pedagogiki, na jakość. Zamiast tego powtarzamy stare, neoliberalne komunały.
A przecież można by wreszcie spowodować, że nie ma pracy domowej odrabianej w domu, a całość nauczania odbywa się w szkole. Dzieci nie musiałyby nosić podręczników, a rodzice denerwować się zadaniami z matematyki. Wreszcie można by zakończyć koszmar korepetycji. I co najważniejsze, postawić na rozwój osobowości zamiast na testy. Nadmiar nauczycieli to dar od losu, a nie kłopot.
Problem mniejszej ilości dzieci w szkołach można by obrócić w szansę. Jednak nie zrobi tego minister Szumilas i ekipa Tuska. Oni już nic nie zrobią. Będą jedynie trwać na urzędzie.
