Dziwny dzień dzisiaj mamy. Przypadają na niego dwie fundamentalne dla naszej kultury daty. Dzień ustalenia początku "naszej ery" oraz dzień zniszczenia pierścienia Saurona przez Frodo Bagginsa. W mediach wygrywa Frodo. Chrystus jest mniej chwytliwy.

REKLAMA
logo
jak widać Agencja Produkcji Grafik Jarrygraphics
Dokładnie dzisiaj, wg obliczeń fanatyków Tolkiena i Śródziemia, Frodo Baggins wrzucił do morza lawy morderczy pierścien Saurona. Tak zakończyła się epopeja Drużyny Pierścienia z sagi J.R.R. Tolkiena "Władca pierścieni". Dla milionów ludzi na świecie to okazja do świętowania Światowego Dnia Czytania Tolkiena.
Nie wiem, ilu wśród "tolkienowców" jest chrześcijan, ale dla nich to dzień podwójnego zastanowienia. Wg obliczeń mnicha z VI wieku, Dionizjusza Mniejszego, 25 marca odbyło się Zwiastowanie. Czyli Archanioł Gabriel poinformował Marię (Miriam), że urodzi syna Boga. Wiadomość dość niecodzienna i - biorąc pod uwagę jak wstrząsa kobietą fakt objawienia zwykłej ciąży - Miriam musiała być nieźle przerażona.
Szybkie obliczenia scytyjskiego mnicha wykazały też, że 25 marca + 9 miesięcy ciąży = dokładnie 25 grudnia. I na ten dzień ustalono datę narodzin Jezusa. Przy okazji Dionizjusz wyliczył, że był to rok 753 od założenia Rzymu. W ten sposób ustalono termin roku "1" "naszej ery" (niestety mnich nie znal jeszcze pojęcia "zero").
Co prawda ten sposób liczenia długo się upowszechniał - od VIII wieku na Wyspach Brytyjskich, po 1700 rok w Rosji (sic!), ale dzisiaj nawet Chińczycy, Maorysi i potomkowie Inków liczą czas zgodnie z ustaleniami uczonego mnicha. Oczywiście, to co napisałem jest mocnym uproszczeniem, ale do naukowych dywagacji i wyjaśnień odsyłam tam gdzie piszą ludzie lepiej to rozumiejący.
Dla mnie ważne jest jednak zderzenie tych dwóch wydarzeń i to, które wygrywa. Słuchając dziś rano radiowej Trójki widzę, że Jezus ma niewielkie szanse w walce z Frodo. I ten, i ten, uratowali świat. Jezus naprawdę, Frodo w książce. Obaj byli "świętymi" dla swoich fanów. Nie zdziwiłbym się zresztą gdyby tolkienolodzy widzieli we Frodo, elementy wizerunku Jezusa Chrystusa.
Nie jest moim celem ustalanie, które święto jest "lepsze". Chodzi tylko pytanie, dokąd idziemy? Na ile postaci "świętego" Frodo - wspartego monumentalną promocją filmową i świętego Jezusa Chrystusa - wspartego promocją w postaci Nowego Testamentu, nawzajem się wykluczają? Która wygrywa wyścig o dusze ludzi? Może takiego konfliktu nie ma, może ci, którzy zignorowali dzisiejszą "rocznicę" Zwiastowania, czytają spokojnie Tolkiena, a potem modlą się do Jezusa. Może. A może nie. Ani jedni, ani drudzy nie są lepsi/gorsi od siebie nawzajem. Niepokoi mnie jednak to, że książkowa postać potrafi pokonać osobę fundamentalną dla naszej cywilizacji. Możemy bowiem nie wyznawać Nazareńczyka Joszuy, ale niezależnie w co wierzymy i gdzie mieszkamy, to jego urodziny są wyznacznikiem dat, jakie rządzą naszym życiem.
A może za 100 lat będziemy obchodzić setny rok "po zniszczeniu Pierścienia"? Kto wie...