W jakiś dziwny sposób zbiegły się ze sobą dwa wydarzenia: tragedia w Denver, a po dwóch dniach rocznica tragedii w Norwegii. W naturalny sposób poza relacjami z tych wydarzeń pojawiły się komentarze. W jednych silnie dominuje postawa kata, w innych sędziego, jeszcze w innych prokuratora. Praktycznie nie spotkałem komentarza, gdzie pojawiłby się adwokat.

REKLAMA
Moim zdaniem żadna z tych postaw nie umożliwi zrozumienie czym kierowali się zabójcy, co legło u podstaw ich motywacji do takich zachowań. A tylko takie podejście do problemu umożliwia podjęcie działań, które skutecznie zapobiegałyby podobnym tragediom, a co najmniej poważnie je ograniczyły. Niezbędne jest tu dotarcie do początku łańcucha przyczynowo-skutkowego.
Znana francuska psychoanalityczka twierdzi, że „Każdy człowiek ma w sobie potencjał czynienia zła, zadawania bólu – sobie samemu albo innym.” Stanowisko to w pełni potwierdził eksperyment przeprowadzony przez prof. Philipa Zimbardo. Zaproszeni przez niego studenci odgrywali rolę więźniów i strażników. Profesor musiał przerwać eksperyment sam będąc zaskoczonym okrucieństwem tych, którzy odgrywali rolę strażników. Skądinąd inteligentni i „dobrze ułożeni” studenci jednej z najbardziej poważanych uczelni świata – kalifornijskiego Uniwersytetu Stanforda – byli bezwzględni wobec swoich kolegów odgrywających rolę więźniów.
To ewolucja wyposażyła nas w mechanizm, który wywołał tragedię w Denver i w Norwegii. Opanowanie go wymaga dwóch podstawowych warunków. Po pierwsze człowiek w procesie wychowania powinien otrzymać bardzo czytelną i jednoznaczną informację, że jest akceptowany i ważny dla rodziców i wychowawców. I po drugie powinien mieć rozwiniętą umiejętność samoobserwacji i samokontroli. Inaczej rzecz ujmując powinien posiadać wysoki poziom inteligencji emocjonalnej. Mam świadomość, że nie jestem tu oryginalny, ale praktycznie te dwa warunki może spełnić jedynie szkoła. Warunkiem koniecznym jest jednak nieustanne podwyższanie kompetencji personalnych i interpersonalnych nauczycieli (umiejętności radzenia sobie ze sobą i z innymi). Dziś na rodziców za bardzo bym nie liczył, gdyż większość z nich sama boryka się z problemami związanymi z samokontrolą.