Dzisiejszy sport wyczynowy nie poradziłby sobie bez sponsorów. Niestety. Poziom jest tak wyśrubowany, że aż strach pomyśleć co będzie dalej. Doprowadzenie organizmu do tak wysokiej specjalizacji kosztuje bardzo dużo (i nie o pracy i poświeceniu tu piszę). Wyprodukowanie odpowiedniego sprzętu, baz, badania naukowe jeszcze więcej.
REKLAMA
A sami zawodnicy? Muszą poświęcić się bez reszty, zatracić na kilkanaście lat życia. Tych kilkanaście, w których ich "normalni" rówieśnicy planują i układają przyszłość. A potem? Trzeba się mieć jeszcze za co leczyć:), bo organizmy narażone na wielkie obciążenia najprościej na świecie się sypią. I trzeba jeszcze żyć w miarę normalnie.
I tu układ jest prosty. Sponsor ma reklamę, a sportowiec fundusze.
Sprawy jednak trochę za daleko, moim zdaniem, zaszły. Bo nie może być tak, że marketingowiec zza biurka układa plan startów, wymyśla zaangażowanie medialne w najgorętszym okresie (patrz Euro i wieczorne programy publicystyczne na żywo z piłkarzami między meczami- przecież to czas na koncentrację i odpoczynek, a nie telewizję), sesje zdjęciowe w dziwnej pogodzie i warunkach itd.
Sprawy jednak trochę za daleko, moim zdaniem, zaszły. Bo nie może być tak, że marketingowiec zza biurka układa plan startów, wymyśla zaangażowanie medialne w najgorętszym okresie (patrz Euro i wieczorne programy publicystyczne na żywo z piłkarzami między meczami- przecież to czas na koncentrację i odpoczynek, a nie telewizję), sesje zdjęciowe w dziwnej pogodzie i warunkach itd.
I zaznaczam, że to nie wina sponsorów! Oni wypełniają swoje obowiązki, to my-sportowcy powinniśmy wyznaczać granice i pamiętać co w tej hierarchii jest najważniejsze.
Dobrze. Przyznaję, nigdy nie sądziłam, że coś takiego napiszę: SPONSORZY TEŻ LUDZIE:)
Moją współpraca z nimi, delikatnie mówiąc, lekka nie jest. Mają twardy orzech do zgryzienia. Wiadomo, znana twarz, niezły wizerunek (nie cierpię tego słowa) itd.. Tylko jeszcze jakbym się zgadzała na marketingowe pomysły. A tu ściana. Czas jest bardzo ograniczony. Nigdy akcja nie może odbywać się w pogodzie, przez którą mogłabym się przeziębić. Nie ma mnie dla nich od początku października do końca marca, w czasie letnich obozów, treningów. Bezwarunkowo. Nie chcę być w mediach w okresie wiosenno- letnim. Nie chcę być celebrytką. Nie przyjmuję zaproszeń do programów. Mogłabym wymieniać w nieskończoność;) Kompletnie niemarketingowo.
I za to mnie lubią. I dlatego zatrudniają. Czasem tylko muszę im o tym przypominać:)
I za to mnie lubią. I dlatego zatrudniają. Czasem tylko muszę im o tym przypominać:)
A dlaczego akurat dziś ten temat? Bo jestem świeżo po jednej z takich marketingowych akcji. Sponsorów mam bardzo wyselekcjonowanych. Z wszystkimi już nie pierwszy rok pracuję i muszę napisać, że w ostatnich tygodniach jestem bardzo podbudowana ich wyrozumiałością. To dla mnie był/jest bardzo trudny czas.
Dziękuje!
